Strona główna OIL

   


 
Legenda WAM-owska

Jedyna w Polsce uczelnia umożliwiająca uzyskanie zaszczytnego zawodu lekarza wojskowego wyłoniła się ze szkatuły historii dziejów medycyny wcześniej niż podają oficjalnie dokumenty zalegające w państwowych zasobach archiwalnych.
A według zasłyszanego przekazu ustnego; mogło być tak.. Pewnego dnia 1953 roku na deptaku w Ciechocinku spacerowali dwaj znakomici generałowie kuracjusze. Być może podziwiali kolumnę - pomnik wystawiony w 1929 roku; ku pamięci Romualda Traugutta. Kolumna ta swą wyniosłością łagodnie wpisywała się w dostojność neogotyckiej świątyni pw. świętych Apostołów Piotra i Pawła. Przy szczególnej pozycji obserwatora można było dostrzec orła zwieńczającego kolumnę wzbijającego się do lotu spomiędzy wież kościelnych. Nie wiadomo, co bardziej mogło pobudzić napływ nostalgicznych myśli, czy wspomnienie Romualda Traugutta, generała Tymczasowego Rządu Narodowego a następnie dyktatora powstania styczniowego, czy też zwieńczający kolumnę orzeł zrywający się do lotu ku wolności.. Kolumna ciechocińska, szczególnie i od samego początku, wpisała się w honor wojskowy. Pieniądze na wzniesienie monumentu zbierano podczas balu dobroczynnego zorganizowanego przez Korpus Oficerski Wojskowego Szpitala Sezonowego w Ciechocinku. Dziwnym przypadkiem, czy ironicznym zbiegiem okoliczności stało się tak, że utworzono polski szpital wojskowy w dawnych pomieszczeniach stacji sanitarnej armii rosyjskiej, będącej spadkobierczynią tradycji Imperium Rosyjskiego. To właśnie carskie Imperium bezlitośnie rozprawiło się z naszymi powstańcami styczniowymi. Kilka tysięcy powstańców zginęło w zaciętych walkach zbrojnych, około tysiąca bojowników stracono mocą carskiego ukazu, pośród nich również Dyktatora. Prawie 40 tys. Polaków skazano i wywieziono na katorgę w syberyjskich ostępach carskiej nieludzkiej ziemi.
Oczywiście podczas balu o przeszłości powstańczej nie myślano, ale w sercu polskiego żołnierza tkwił i zapewne nadal kole, cierń bolesny szczególnego narodu doświadczanego wojnami, zaborami, zsyłkami, prześladowaniami..
Hojność społeczeństwa ciechocińskiego, zapoczątkowana balem, nie zakończyła się po walcu kotylionowym ani też, gdy orkiestra przestała grać. Bowiem symboliczne odgłosy płynące z balowej Sali Malinowej wyzwoliły w mieszkańcach, kuracjuszach, a nawet obywatelach innych regionów nutę szczególnej potrzeby. Stała się powszechna wola wspierania dobrowolnymi datkami ideę budowania pomników bohaterom niemających swojego miejsca pochówku. Być może gest Marszałka Piłsudskiego ochoczo wpłacającego na ten fundusz niezłą sumkę, dodatkowo szerzej otworzył pugilaresy żołnierskie. Z karnetów balowych, a także ze sprzedaży kotylionów oraz spontanicznych datków, rychło zebrano odpowiednią kwotę i kolumna stanęła!
Pomnik Dyktatora mógł wyzwolić patriotyczne myśli u generała Franciszka Cymbarewicza.. Był wszak prawnukiem Powstańca Styczniowego z 1863 roku. A może orzeł? Królewski harcownik nadwiślańskich przestworzy, przy którym zawsze miękną polskie serca, bowiem od niepamiętnych czasów stanowi symbol naszej siły!? Niektórzy początek wiążą od zobrazowania orła na tarczy legendarnego herbu Lecha. W późniejszych latach umieszczany był na chorągwiach książąt piastowskich. Wreszcie od 1295 roku stał się znakiem - herbem państwa polskiego. Orzeł, godło żołnierskie zawsze towarzyszył generałowi Bolesławowi Szareckiemu. Można domniemywać, że nawet wówczas, kiedy wraz ze swą polskością i z orłem w sercu powołany został do armii carskiej, aby walczyć na froncie rosyjsko-japońskim.
Obaj generałowie spacerujący pośród bajecznej scenerii kwietnych dywanów Ciechocinka, w dobrostanie skutecznej odnowy biologicznej, a także otuleni spokojnym nastrojem uzdrowiskowym snuli wspomnienia, które zapewne ubogacone były licznymi doświadczeniami wojennymi.
Żołnierz wielu wojennych szlaków, generał Bolesław Szarecki, chirurg pociągu sanitarnego wojny rosyjsko-japońskiej, a następnie podczas I wojny światowej chirurg Czerwonego Krzyża niosącego humanitarną pomoc stronom walczącym. W porozbiorowej Polsce ordynator Głównego Szpitala Wojskowego. W kampanii wrześniowej chirurg w 104 Szpitalu Wojennym. Wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną i osadzony w obozie jenieckim, skąd został skierowany do Armii Polskiej w ZSRR. Bohaterski lekarz chirurg pola walki o Monte Cassino. On to, jak mało kto, wiedział jakim wysiłkiem okupić trzeba ratowanie żołnierzy walczących o każdy skrawek ziemi gorącej od ostrzału nieprzyjacielskiego.
Nieco inne, choć także bolesne, doświadczenia bojowe posiadł generał Franciszek Cymbarewicz, absolwent radzieckiej Wojennej Szkoły Medycznej. Walczył podczas krwawego boju na Łuku Kurskim. Ranny pod Kijowem bezpośrednio doznał bólu wojennego wynikającego z niedoli kontuzjowanego żołnierza. Po opuszczeniu lazaretu piastował funkcję komendanta frontowych pociągów sanitarnych. W marcu 1944 r. w stopniu kapitana skierowany został do Wojska Polskiego formowanego na terenie ZSRR.
Podczas spaceru kuracyjnego w Ciechocinku generał Fr. Cymbarewicz był szefem Głównego Zarządu Tyłów Wojska Polskiego (Główny Kwatermistrz WP), awansowany ze stanowiska szefa służby zdrowia WP. W tym czasie generał B. Szarecki był Naczelnym Chirurgiem Wojska Polskiego. O czym mieli rozmawiać dwaj lekarze frontowi? Zapewne o swych doświadczeniach związanych ze świętym obowiązkiem każdego oficera lekarza, czyli "nieść życie" rannemu bojownikowi. Obaj wiedzieli, że lekarz wojskowy najlepiej wypełnia swą powinność, jeśli sam doświadczy smaku potu żołnierskiego trudu. To nie jest możliwe podczas studiów w uczelniach cywilnych. Wiedzieli, że trzeba przejść cały szlak inicjacji wojskowej służby, od szeregowca do oficera, aby własnym cierpieniem doświadczyć niełatwego honoru ulokowania siebie na rycerskim ołtarzu ojczyźnianej potrzeby. Podczas tego, a może i innych spacerów, generał Szarecki zachęcał Głównego Kwatermistrza do podjęcia inicjatywy utworzenia wojskowej uczelni lekarskiej. O zasadności takiej idei nie musieli się przekonywać. Problemem było ustalenie wspólnej strategii działania, możliwej do przyjęcia przez odpowiednich decydentów. Generał Profesor i Główny Kwatermistrz WP..., czy może być bardziej przekonujący tandem? Zapewne ten był wspaniały, ale rok 1953 nie był łatwy. Wówczas to prezydent USA Harry Truman obwieścił światu o posiadaniu aktywnej bomby wodorowej. W Polsce zmieniono nazwę miasta Katowice na Stalinogród, a we wrześniu aresztowano Prymasa Polski Stefana Wyszyńskiego. Władza ówczesna wykazywała wyraźne zatroskanie zagrożeniem wybuchu nuklearnej wojny globalnej z jednoczesną nieufnością do własnych obywateli, czy aby nie pragną wyrwania się spod opiekuńczego objęcia stygmatów ludu pracującego miast i wsi? Objawy jakiejkolwiek aktywności społecznej nie były mile widziane, bowiem wzbudzały podejrzenia: "po co im to? Przecież władza daje wszystkim ludowe dobro i wie najlepiej jak to czynić". Zatem trzeba było użyć odpowiedniego przedłożenia miłego doznaniom percepcyjnym ówczesnych włodarzy. Rozmówcy wiedzieli o tym doskonale. Zatem pomyśleli, pogadali i powzięli odpowiedni plan sprytnego postępowania urzędniczego. Po powrocie z kuracji gen. Fr. Cymbarewicz polecił ówczesnemu Szefowi Służby Zdrowia gen. Leo Sametowi opracowanie projektu koncepcyjnego nowej medycznej wyższej uczelni wojskowej. Szef powołał specjalny zespół specjalistów, którzy pod koniec 1953 r, po licznych konsultacjach z gen. B. Szareckim, opracowali wstępne założenia organizacyjne. Projekt ten przekazano niezwłocznie Marszałkowi Polski Konstantemu Rokossowskiemu. Marszałek wyraził swe ministerialne przyzwolenie i polecił wykonać prace studyjne mogące być kanwą przedłożenia rządowego na lata 1957-58. Uzyskanie zgody ministerialnej spowodowało uruchomienie procedur legislacyjnych. W 1955 r. gen. Fr. Cymbarewicz złożył do Państwowej Komisji Planowania Gospodarczego umotywowany wniosek o powołaniu Wojskowej Akademii Medycznej. Wniosek został pozytywnie zaopiniowany przez członka KC PZPR przewodniczącego Państwowego Komitetu Planowania Gospodarczego Eugeniusza Szyra, byłego majora 1 Armii Polskiej w ZSRR. W wyniku owej przychylności zredagowano tekst uchwały Rady Ministrów. Po konsultacjach prawniczo-ekonomicznych podjęto i opublikowano uchwałę nr 477/57 Rady Ministrów z 7 listopada 1957 roku w sprawie utworzenia Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Pozytywne, dalsze decyzje umożliwiły odpowiednie planowanie, w wyniku którego rozpoczęto budowę zespołu koszarowego w Łodzi przy ulicy Źródłowej 52. Rozkazem MON nr 03/Org. z dnia 15 maja 1958 r. rozformowane zostało Wojskowe Centrum Wyszkolenia Medycznego (WCWMed). Bezzwłocznym czynnościom planistyczno-wykonawczym sprzyjała przychylność generała broni Mariana Spychalskiego urodzonego w Łodzi. Wiele pozytywnych okoliczności umożliwiło bardzo szybkie, bo już dnia 11 czerwca 1958 r., powołanie dowództwa WAM. Komendantem (po) został płk lek. Czesław Półtorak. Zastępcami mianowano: ds. nauki i szkolenia ppłk. doc. dr. hab. med. Jana Leńko; ds. klinicznych płk. prof. dr. hab. med. Andrzeja Himla. Komendantem Fakultetu Lekarskiego został płk dr med. Bolesław Gwóźdź. Mocą Rozkazu MON nr 03/Org. nakazano uformować, z dniem 1 lipca 1958 roku, Wojskową Akademię Medyczną (WAM) o następującym składzie organizacyjnym: WCWMed, Centralny Wojskowy Szpital Kliniczny w Łodzi, Centralny Szpital MON w Warszawie oraz Ośrodek Szkolenia Oficerów Rezerwy w Przemyślu. Rozpoczęto nabór ochotników i już 3 października 1958 roku odbyła się uroczysta przysięga wojskowa I rocznika oraz inauguracja roku akademickiego połączona z immatrykulacją studentów. Od tego to wydarzenia rekruci LWP stali się podchorążymi WAM. I tak oto zaczęła się, dla wielu chłopców, wspaniała łódzka przygoda z medycyną wojskową. A wszystko regulaminowo, oficjalnie i zgodnie z zapisaną dokumentacją państwową.
Różną treścią owe dni zapisywały się w naszych sercach i pamięci. Czasami wzniośle lub bardziej przyziemnie, zależnie od indywidualnej wrażliwości. Doznania osobiste podchorążych WAM-u, to inny rozdział historii bardziej mówionej niż pisanej. Najczęściej objawiają się one w postaci opowieści dziwnej treści podczas różnych okoliczności towarzyskich.
Źródła pisane tworzą historię, a wspominane jej klimat.
Wszak wspomnienia są barwą i duszą historii; i niechaj tak pozostanie.

***


1 lipca 2015 roku minie 57 lat od oficjalnego powołania Wojskowej Akademii Medycznej (WAM) w Łodzi. Dzień ten jest ważny dla absolwentów Akademii i sympatyków medycyny wojskowej. Innym, również interesujący choćby dla ubogacenia wyszukanego fragmentu historii medycyny. Szczególnie nostalgiczną pamięć data ta wzbudza pośród dawnych podchorążych II kursu (z rocznika 1959), bowiem właśnie w 2015 roku stali się Jubilatami 50-ciolecia uzyskania dyplomu oficera lekarza i farmaceuty.
Przyszedł czas na odnowienie dyplomu. Okoliczność ta tradycyjnie inicjuje nadzwyczajne i uroczyste posiedzenie Senatu każdej Uczelni w celu wręczania swym absolwentom symbolicznych dyplomów.

Adam SKRZYPKOWSKI
fragment książki "Jubileusz 50-lecia ukończenia studiów w Wojskowej Akademii medycznej i Akademii Medycznej w Łodzi. Pamiętnik II kursu WAM"",
Wyd. Uniwersytet Medyczny w Łodzi, 2015 r., s. 202-207



"Skalpel" 2015/05 (wrzesień-październik) - pismo Wojskowej Izby Lekarskiej w Warszawie.
Wydawca: Wojskowa Izba Lekarska w Warszawie.
Dla członków izby lekarskiej bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004-2020