Strona główna OIL

   


 
Wolny zawód, wolna wola

Szanowne Koleżanki,
Szanowni Koledzy,
W dniu 10 października 2014 po powołaniu mnie przez Radę Lekarską WIL podjąłem się obowiązków pełnomocnika ds. zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów. Pan Prezes RL WIL w szpalcie prezesa w ubiegłym numerze zobligował mnie do szerszego przedstawienia swojej osoby i problematyki, którą w Wojskowej Izbie Lekarskiej mam się zajmować- co też niezwłocznie czynię. Długo zastanawiałem się w jakiej formie to uczynić, gdyż problem jak wszyscy wiemy jest bardzo trudny. Tak trudny, że wszyscy o tym mówią, wszyscy o tym wiedzą, ale nie bardzo wiedzą jak się do tego zabrać. I z takimi myślami nie będę ukrywał, także i ja długo walczyłem. No dobra, zostałeś tym pełnomocnikiem... i co dalej? Przecież mimo tego, że posiadam dość bogate doświadczenie w zaburzeniach związanych z przyjmowaniem substancji psychoaktywnych o lekarzach pijących wiem tyle co o bakteriach. Że istnieją. Ale czy ktoś widział? A jak widział to czy się przyzna? I czy coś z tym zrobił?
I dlatego uznałem, że moje pierwsze wystąpienie w "Skalpelu" będzie miało formę listu do koleżanek i kolegów. Po listach ministra zdrowia do kolegów lekarzy forma trochę nadwyrężona, ale mimo wszystko spróbuję...
Szacuje się, że problem nadużywania substancji psychoaktywnych, głównie alkoholu dotyczyć nawet może 10 proc. wszystkich lekarzy w Polsce. Nie znalazłem jednak żadnych dowodów na potwierdzenie tego przypuszczenia. Okazuje się że jesteśmy grupą zawodową, której szczególnie zależy na tym, aby takie informacje nie ujrzały światła dziennego. Może motywacją do tego stanu jest świadomość, że powinniśmy budzić powszechne zaufanie społeczeństwa, a każda publiczna wiadomość o uzależnieniu może znacznie wpłynąć na spadek takiego zaufania. Ale przecież dziś w epoce media są w miejscu zdarzenia nawet przed ekipą ratunkową nie możemy liczyć na to, iż sprawy spożywania alkoholu w pracy to jest rzecz na którą zostanie spuszczona dyskretna zasłona milczenia. Wręcz przeciwnie picie w pracy przez lekarza to nie tylko poważny problem dla całego środowiska lekarskiego. To problem przede wszystkim dla tego lekarza. I nie chodzi o to, że jak się pojawi doniesienie medialne to będzie miał kłopoty prawne. To przede wszystkim fakt, że każde picie w pracy to uzależnienie. A dziś definiuje się ten problem zupełnie inaczej niż się to w naszym społeczeństwie utarło.
Choroba alkoholowa, bo jest to choroba, jest jak większość chorób demokratyczna. A jej objawami osiowymi nie jest obraz zasmarkanego, śmierdzącego lumpa z pod sklepu. Lecz jednym z głównych objawów jest zaprzeczanie. Tak, moi drodzy. Zaprzeczanie, że ma się problem. O tak w zaprzeczaniu i negowaniu zwłaszcza własnych dolegliwości lekarze przodują.
Szewc chodzi bez butów. A lekarze leczą się sami...Leczą, ale jak dostrzegą problem. Jak go nie widzą, to... .I właśnie w tym miejscu czytający ten tekst spodziewają się pewnie moralizowania i rzeczy, o których wszyscy wiemy. A lekarze nie lubią być pouczani. I słusznie. Lata paternalistycznej medycyny zrobiły swoje. Więc może zaskoczę kolegów, pełnomocnik do spraw zdrowia lekarzy to nie tropiciel uzależnionych, który ma zrobić wszystko, aby wytropić uzależnionego doktora i może mu coś dorzucić do wstydu (który z pewnością się pojawi chociaż na początku, zaawansowani w chorobie doskonale wiedzą że wstydu już póżniej nie ma - bo jest coś o wiele bardziej silne - utrata poczucia kontroli nad piciem- co jeden z kolegów lekarzy zademonstrował idąc na własną rozprawę do sądu pijanym i jeszcze poprawił bezpośrednio przed wejściem na salę rozpraw wtaczając się ku uciesze zgromadzonej publiczności w tym dziennikarzy). Z doświadczenia zawodowego wiem, że lekarze dotknięci problemem zaburzeń psychicznych czy uzależnień nie są właściwie diagnozowani i leczeni. Zamiast tego często rozważa się kwestię odebrać czy nie odebrać prawo wykonywania zawodu.. Orzeczenia takie powinniśmy traktować jak już ostatni element tej układanki, jako ostateczność. A wcześniej zapewnić system pomocowy. System np. uruchamiany obligatoryjnie przez pracodawcę, jeśli stwierdzi problem u pracownika. I coraz częściej mądrzy pracodawcy tak robią. Zwolnienie z pracy, odebranie prawa wykonywania zawodu, to młot na czarownice. I jednocześnie narzędzia okrutne. Nic nie dające. Bo równie dobrze można by było dać takiemu lekarzowi broń i pełny magazynek amunicji. W najlepszym przypadku nie będzie rykoszetem trafienia w innych. Najczęściej jednak dla lekarza to jest śmierć zawodowa, wypadnięcie ze wszelkich ról społecznych, degradacja rodzin. Stop. Mnie to nie dotyczy? Jakże to mylne stwierdzenie.
Uważamy się za szczególną grupę zawodową ( i słusznie). Jednak dające czasem rękojmię dobrzej wykonywanej pracy zawodowej poczucie sprawstwa (u niektórych zamieniające się niestety przy braku pokory w poczucie władztwa czy bezkarności) powoduje że lekarze notorycznie nie widzą i jako grupa zawodowa i jako pojedyncze osoby, że kryteria rozpoznawania uzależnień są takie same dla wszystkich. Demokratyczne. Sprawiedliwe. I poczucie władzy i złudne poczucie samokontroli nie ma tu nic do rzeczy. Do tego często działające zupełnie przeciwnie do zamierzonych działań systemy "pseudopomocowe". Aha, zastąpimy koleżankę X na dyżurze, bo przecież znowu "dała w parnik". Albo przemilczymy, że kolega jest mocno wczorajszy lub lepiej zdążył już poprawić i nie zasugerujemy mu niczego, poza tym żeby się zdrzemnął na wolnej leżance. Z nim samym (bo temat wstydliwy), czy z pracodawcą (no przecież nie będę donosił) oczywiście nie porozmawiamy. I co? Pomagamy czy szkodzimy? A primum non nocere...
Kwestia nadmiernego picia alkoholu wśród lekarzy jest poruszana na forum publicznym, o czym świadczy zainteresowanie profilem pełnomocnika uruchomionym na facebook`u czy dyskusji na zamkniętym forum wamowskim. W dalszym ciągu brakuje jednak jakichkolwiek statystyk w tym zakresie. Nie wiemy tak naprawdę, ile osób może być uzależnionych, ponieważ ani Naczelna Izba Lekarska, ani ośrodki terapeutyczne, ani nawet policja nie ujawniają takich danych.
W poczuciu także chronienia danych osobowych, szczególnego rozumienia przepisów prawa. I tak naprawdę pogarszających jednostkowe zdarzenia, a zwłaszcza los samych lekarzy. Nie zdiagnozowanych, a zatem nie leczonych i co najważniejsze nie rehabilitowanych. Tak dokładnie.
Rehabilitowanych. Czyli takich, którzy wracają szczęśliwie do zawodu, a przede wszystkim do swojego życia wolnego od jakichkolwiek zniewoleń. Wolny zawód brzmi dumnie. W pogoni jednak za króliczkiem, którego nie udaje się złapać, deprymowani wciąż ilością dóbr, których konsumpcja czy wybór dziś jest przedmiotem intensywnych badań czy rzeczywiście mamy świadomość, że są to wybory z udziałem naszej nieprzymuszonej woli. Narażenie na ciągły stres, a takiego nie brakuje w ciągłej pracy lekarza, to oczywiście czynnik sprzyjający uzależnieniom.
U lekarzy skłonność do picia alkoholu jest przypisana nie do grupy zawodowej, ale tak jak w każdej innej profesji, zależy od konkretnej osoby. Nie każdy przecież będzie sięgać po kieliszek nawet w przypadku bardzo poważnych problemów. Jest to kwestia indywidualna i uzależniona od pewnych predyspozycji. Można jednak przypuszczać, jakie są przyczyny takich decyzji.
Samo branie odpowiedzialności za życie i zdrowie pacjenta jest niesamowicie obciążającym czynnikiem. Często pracujemy o wiele dłużej niż powinniśmy. A po pracy cóż może lepiej i szybciej zadziałać. Alkohol jest jak koło ratunkowe - na krótko relaksuje i przyczynia się do krótkotrwałego stanu w którym można szybko przede wszystkim zapomnieć o smutkach i problemach. No bo jakże ma to konkurować z uprawianiem sportu- gdzie trzeba przecież przedsięwziąć tyle rzeczy dodatkowych. A dobre trunki są przecież pod ręką. Na stacji benzynowej, gdy wracamy z dyżuru, w każdym pobliskim sklepie. Inne relaksanty są w łatwo dostępnej apteczce szpitalnej. A jednej czy dwóch ampułek nikt przecież się nie doliczy. A leki przeciwbólowe? NLPZ mogą wywołać objawy abstynencyjne. Mówi się, że przyjmowane na ból głowy tak naprawdę mogą być same jego wtórną przyczyną. Błędne koło? Jak najbardziej. Choroby psychiczne częściej występują u lekarzy mężczyzn niż u kobiet. W populacji ogólnej jest zupełnie odwrotnie to kobiety chorują dwukrotnie częściej niż mężczyźni. Wśród lekarzy prym wiodą zaburzenia depresyjne oraz uzależnienia. Z częstością porównywalną do populacji ogólnej występują zaburzenia lękowe, choroba afektywna dwubiegunowa, schizofrenia i inne psychozy oraz otępienia. Psychozy schizofreniczne są obecnie na tyle skutecznie leczone, iż nie ma zagrożenia, że lekarz chory na psychozę popełni błąd lekarski. Natomiast uzależnieni od alkoholu, zwłaszcza przyłapani w pracy pod jego wpływem to dziś jedni z wiodących uczestników postępowań przed rzecznikami odpowiedzialności zawodowej.
To teraz muszę trochę to uzasadnić dlaczego tak się dzieje. I dlaczego tym bardziej warto włączyć się aktywnie w system pomocy istotny dla całej grupy zawodowej. O części problemów decyduje poczucie sprawstwa (tak, tak o tym już było ale w innym kontekście) które jeśli spotka się z czymś co można określić jako niewystarczające poczucie skuteczności dać może przyczynek do niekorzystnych reakcji. Do tego dochodzą takie elementy procesów poznawczych, w których lekarz ma poczucie, że naraża także własne życie i zdrowie lub ma do czynienia ze śmiercią lub ciężkim przebiegiem nieuleczalnej choroby. Nie ma nic ważniejszego wtedy niż utrzymanie własnego poczucia kontroli i poczucia wpływu na rzeczywistość. Lekarze dość często mają do czynienia z problemami egzystencjalnymi czy dylematami, które mają wpływ na własną samokontrolę i poczucie własnej integralności.
Przy tych ciągłych oddziaływaniach lekarz może mieć większe trudności z kontrolowaniem emocji i reagowania adekwatnego do sytuacji. Na przykład pod koniec twojego ciężkiego dyżuru, jest dosłownie za pięć ósma i wpada ten nieoczekiwany pacjent, z taką mnogością problemów, że kradnie ci kolejne minuty, a nawet godziny twojego cennego czasu na zasłużony odpoczynek).
Na podstawie przeprowadzonych badań amerykańskich na populacji lekarzy w stosunku do specjalizacji którą wykonują i poczucia szczęścia, okazało się, że najszczęśliwsi bywają reumatolodzy i dermatolodzy, a największe poczucie nieszczęścia mają neurolodzy. Za poczuciem szczęścia czy nieszczęścia często ustawiają się różnego rodzaju dolegliwości psychiczne czy skłonności. Jednak w Polsce podobnego badania nie przeprowadzono zatem trudno je odnieść bezpośrednio do rodzimych warunków. Inne badania umieszczają lekarzy w grupach wysokiego ryzyka jeśli chodzi o uzależnienia. Podobnie to czynią plasując wysoko grupę zawodową żołnierzy. Czyli lekarze wojskowi znaleźliby się zupełnie niezależnie w dwóch grupach wysokiego ryzyka. Otworzyłbym zatem tym listem dyskusję na te trudne tematy, gdyż jak widać na ten temat można dyskutować, pisać. Moim jako pełnomocnika zadaniem jest działać.
Zachęcam zatem do polubienia facebookowego profilu pełnomocnika i aktywnego włączenia się w tworzenie społeczności skupionej wokół dostrzegania problemu i budowania systemu skutecznej pomocy. To my wszyscy lekarze jesteśmy częścią systemu pomocy kolegom, którym się nie udało. To powinność lekarska zapisana w wielu miejscach naszego zawodowego kodeksu etyki. To też sprawa każdego z nas. Być może dzięki działaniom jednostkowym uda się zmienić postrzeganie tego problemu tak, aby z piętnowania oraz karania, nie służącego z pewnością poprawie stanu zdrowia lekarza, odstąpić na rzecz działań systemowych wpływających na poprawę zdrowia w naszej grupie zawodowej.
www.facebook.com/zdrowieWIL

Jakub GARBACKI

"Skalpel" 2015/01 (styczeń-luty) - pismo Wojskowej Izby Lekarskiej w Warszawie.
Wydawca: Wojskowa Izba Lekarska w Warszawie.
Dla członków izby lekarskiej bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004-2020