Strona główna OIL

   


 
Tadeusz Józef Bętkowski - chirurg wojenny

"Wiele jest rzeczy godnych podziwu, lecz nic nie zasługuje na uwielbienie większe niż człowiek."
Sofokles

Tadeusz Józef Bętkowski (1889-1966)
- chirurg wojenny

Bieżący rok obfituje w rocznice ważnych wydarzeń historycznych: 100 lat upłynęło od wybuchu I wojny Światowej, 75 - od wybuchu II i 70 od Powstania Warszawskiego. Spośród wielu wybitnych lekarzy biorących w nich udział w niniejszym numerze chcemy przybliżyć postać Tadeusza Bętkowskiego - chirurga wojennego.

Należał do grona najwybitniejszych chirurgów polskich, sławę lekarską zdobywał jednak nie w nowoczesnych klinikach akademickich, lecz na licznych polach bitewnych dwóch wojen światowych i w szpitalach polowych powstańczej Warszawy. Związany silnie z losem żołnierza polskiego, jemu poświęcił swój talent i wiedzę chirurga oraz czułe serce lekarza.
Tadeusz Bętkowski urodził się 28 października 1889 roku w Złotym Potoku, powiat Buczacz, województwo tarnopolskie. Tu upłynęło mu szczęśliwe dzieciństwo i młodość pod czułą opieką rodziców Leona i Marii z Supperów, którzy przez wiele lat mieszkali w Brodach i Sieniawie koło Jarosławia. Po ukończeniu szkoły podstawowej przez siedem lat kształcił się w gimnazjum jarosławskim. (1900-1906), a świadectwo dojrzałości uzyskał 25 września 1907 roku w Gimnazjum im. Franciszka Józefa w Drohobyczu. Atmosfera panująca w domu rodzinnym i w szkołach, do których uczęszczał, nacechowana wartościami pozytywistycznymi, ukształtowała w nim wrażliwość społeczną, zaangażowanie patriotyczne i szacunek do rzetelnej pracy. Zasadom tym Bętkowski nigdy nie sprzeniewierzył się przez całe życie, choć tak często wystawiało go ono na najcięższą próbę.
Przez wszystkie lata nauki był pilnym i wyróżniającym się uczniem. Bardzo dobre świadectwo maturalne i chwalebne opinie były silnymi argumentami przesądzającymi o jego dalszej edukacji. Zgodnie ze swymi marzeniami, w roku 1907 podjął studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Lwowskiego, gdzie wykładał jeden z najsławniejszych chirurgów polskich, prof. Ludwik Rydygier. Może właśnie dlatego od samego początku zdradzał wielkie zainteresowanie chirurgią.
Aby ulżyć rodzicom, którzy w drodze niemałych wyrzeczeń finansowali jego studia, postanowił w roku 1912 zostać elewem rządowym, studiującym i pracującym jednocześnie w uniwersyteckiej klinice chirurgicznej.
Wybuch I wojny światowej uniemożliwił Bętkowskiemu obronę przygotowanej już rozprawy doktorskiej. W lipcu 1914 roku został wcielony do 30. Pułku armii austriackiej i wykorzystany jako elew-medyk, a następnie batalionowy lekarz. Wiosną 1915 roku otrzymał zezwolenie władz wojskowych na obronę pracy doktorskiej na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Karola w Pradze, gdzie 13 marca tegoż roku uzyskał stopień doktora wszech nauk lekarskich.
Awansowany do stopnia podporucznika, przeniesiony został na stanowisko lekarza 27. Baonu Strzelców Konnych. Jako oficer tej jednostki wziął udział w bitwie pod Sante-Martino del Darco, gdzie był ciężko ranny w oba uda i krocze. Wyleczony w lipcu 1916 roku, powrócił na front włoski na stanowisko chirurga 815. Szpitala Polowego. Będąc lekarzem, który tak niedawno poznał gorycz i niedolę rannego, pracował z najwyższym oddaniem. Jego serdeczny stosunek do rannych i troska o zaspokojenie ich potrzeb zjednała mu powszechny szacunek. Wraz z dowodami żołnierskiego uznania szły wysokie odznaczenia wojskowe, wyróżniające go za waleczność i lekarską zasługę. Otrzymał m. in. Srebrny Medal za Waleczność I klasy, Złoty Krzyż Zasługi z Koroną na Wstędze Medalu Waleczności z Mieczami, Brązowy Wojskowy Krzyż Zasługi na Wstędze Krzyża Zasługi z Mieczami, Krzyż Wojskowy Karola (czeski), Medal dla Rannych. Wojna zataczała szerokie kręgi, a śmierć zbierała coraz to większe żniwo We wrześniu 1917 roku por. dr. Bętkowskiego spotykamy na stanowisku chirurga w 417. Szpitalu Polowym, a pół roku później - na froncie włoskim w rejonie Cividale w 1608. Szpitalu Polowym. W czerwcu 1918 roku znów był na pierwszej linii jako lekarz 12. Pułku Piechoty (pułk węgiersko-słowacki), wreszcie we wrześniu tego roku - w szpitalu zapasowym w Karlovac (koło Triestu).
I wojna światowa zbliżała się nieuchronnie ku końcowi. W sercach żołnierzy polskich, służących dotąd w armiach zaborczych, znów zabłysła nadzieja wolności ojczyzny. 6 listopada 1918 roku, a więc w przededniu niepodległości Polski, Bętkowski wstąpił w szeregi Wojska Polskiego. Skierowany do szpitala okręgowego w Krakowie, w miesiąc później otrzymał przydział na stanowisko starszego ordynatora szpitala wojskowego w Rzeszowie.1
Tu z niezwykłym zapałem tworzył oddział chirurgiczny. Z tego okresu w Centralnym Archiwum Wojskowym zachowały się opinie wystawione Bętkowskiemu przez komendanta tegoż szpitala, kpt. lek. Jakubowskiego, oraz szefa sanitarnego Dowództwa Okręgu Generalnego w Krakowie - płk. lek. Zapatowicza. "Dobry chirurg, wyjątkowo dzielny. Wybitnie pracowity i samodzielny. Przedstawiony do awansu z wnioskiem uwzględnienia kilkuletniej służby w polu i wybitnych zalet jako starszy ordynator dwóch oddziałów 254-łóżkowego Szpitala". "Doskonały organizator i biegły chirurg. Energiczny i pełen inicjatywy. Lubiany przez żołnierzy. Nadaje się na dowódcę szpitala polowego" . W Rzeszowie dokonał Bętkowski starannej analizy doświadczeń chirurga wojennego w zakresie leczenia zranień pociskami nowoczesnych rodzajów broni. Wówczas to zapoznał świat lekarski z wynikami swych badań nad metodą wprowadzania fenolu do leczenia ran zakażonych. Zastosowanie płynnego 90-procentowego kwasu karbolowego na tkankę nie wywoływało żadnych niekorzystnych objawów ogólnych ani miejscowych. Zachęcony tym, stosował kwas karbolowy w leczeniu wszystkich zakażonych lub o zakażenie podejrzanych ran ciętych, kłutych, dartych, miażdżonych, powikłanych złamań kości po postrzałach i urazach, ropowic i stanów zapalnych tkanki.
Na podstawie 2400 przypadków stosowania kwasu karbolowego doszedł w roku 1916 do następujących wniosków: kwas karbolowy płynny (90%) wprowadzony na tkankę tworzy wał ochronny, gruntownie odkaża ranę, usuwa bardzo szybko tkanki niezdolne do życia, powoduje silne ukrwienie okolicy rany, co pociąga za sobą ustąpienie zapalenia i szybkie, zdrowe ziarninowanie, utrzymuje ranę stale otwartą i czyni zbędnym usuwanie sączków, szybko usuwa silne wydzielanie i niemiłą woń rany, skraca czas gojenia o połowę, daje równą i zdrową bliznę.2
Autor tych doświadczeń, przejawiając wielką skromność, nie ubiegał się o miano odkrywcy tej metody leczenia. Wystarczyło mu przekonanie, że jej stosowanie okazało się skuteczne w zmaganiach lekarzy z niebezpieczeństwem ogólnego zakażenia i długotrwałą gorączką.
Działania wojenne w roku 1920 znów powołują dr. Bętkowskiego na pierwszą linię frontu. Jest organizatorem medycznego zabezpieczenia pola walki, chirurgiem 109. Szpitala Polowego, komendantem szpitala obozu jenieckiego w Tucholi, starszym ordynatorem szpitala wojskowego w Świeciu. Na wszystkich tych posterunkach potwierdza swoje niezaprzeczalnie wysokie umiejętności chirurga oraz zdolności organizacyjne lekarza wojskowego w warunkach frontowych.
Po zakończeniu kampanii wojennej dr Bętkowski skierowany został do Szpitala Ujazdowskiego w Warszawie na kurs aplikacyjny, który ukończył z wynikiem celującym. Przeniesiony na stanowisko starszego ordynatora szpitala okręgowego w Kielcach, z ogromnym zapałem tworzył nowy oddział chirurgiczny, kontynuując przerwane badania naukowe. Wówczas to, opierając się na doświadczeniach bakteriologów, doszedł do przekonania, iż "[...] wszelkie bakterie, które po skaleczeniu dostają się do rany, przez pierwsze sześć godzin pozostają na miejscu, nie rozmnażają się, a dopiero po 24 godzinach następuje ich wzrost i rozmnażanie się w ranie. Jeśli zatem zabieg operacyjny, polegający na wycięciu części, w których znajdują się bakterie, uskutecznimy przed upływem 24 godzin po zranieniu i ranę zeszyjemy, otrzymamy gojenie się rany bez ropnienia, gdyż drobne zakażenie bez dostępu świeżych bakterii zostanie przez ustrój zwalczone".
I choć medycyna w tym zakresie poczyniła znaczne postępy, to pamiętać należy, że doświadczenia lekarskie dr. Bętkowskiego, stosowane w latach I wojny światowej i zaraz po jej zakończeniu, przy nieistnieniu antybiotyków, skracały cierpienie i przywracały zdrowie tysiącom rannych i chorych.
W grudniu 1921 roku dr Bętkowski objął stanowisko starszego ordynatora oddziału chirurgicznego w szpitalu okręgowym w Jarosławiu. Awansowany do stopnia majora, z właściwym sobie zapałem znów rozbudowywał i unowocześniał podległy mu oddział chirurgiczny, aktywizował pracę koła naukowego oraz rozwijał badania nad metodami operowania narządów wewnętrznych. W maju 1924 roku podjął odważnie interesującą polemikę ze stanowiskiem reprezentowanym na Zjeździe Chirurgów Polskich w Poznaniu w sprawie techniki wycięcia wyrostka robaczkowego. Naukowo udokumentowane stanowisko Bętkowskiego zjednało mu pozytywną ocenę świata medycznego.
Można domniemywać, że to uznanie przyczyniło się do przeniesienia go na stanowisko starszego ordynatora VII Szpitala Okręgowego w Poznaniu. Tu w krótkim czasie zdobył sobie opinię jednego z najlepszych chirurgów-operatorów w Wielkopolsce. O jego opinię zabiegali najwybitniejsi chirurdzy, a wykonywane przez niego zabiegi budziły powszechne uznanie.
W Poznaniu Bętkowski podjął również długotrwałe badania naukowe nad metodami postępowania chirurgicznego wobec uszkodzeń sportowych, uznanymi za pionierskie. "Cały ustrój - pisał dr Bętkowski - reaguje na pracę sportową szeregiem zupełnie normalnych odczynów, a więc przemęczeniem po wysiłkach. Każdy objaw wymaga licznych obserwacji i udokumentowania klinicznego. Lekarz sportowy winien dokładnie znać cały zakres zachodzących tutaj zmian, aby z jednej strony móc służyć początkującemu sportowcowi uzasadnioną poradą w zakresie zaprawy i wyczynu, z drugiej - aby właściwie oceniać objawy przedwczesnego zużycia ustroju".
Działalność lekarska i naukowo-badawcza dr. Bętkowskiego uzyskała wysoką ocenę jego przełożonych. Komendant VII Okręgowego Szpitala w Poznaniu płk prof. Teofil Kucharski pisał o nim w opiniach okresowych: "Wzorowy oficer jako człowiek i lekarz. Charakter prawy i wyrobiony. Pracowity, inteligentny i ideowy. Powszechnie szanowany i lubiany. Szeroko wykształcony. Stale panujący nad sobą. Pewny siebie, energiczny i samodzielny. Organizator pierwszorzędny - chirurg wybitny, znany w Poznaniu jako doskonały specjalista. Ma uznanie w sferze naukowców. Dla podwładnych sprawiedliwy i bardzo życzliwy".
W obiektywnych opiniach płk. prof. Teofila Kucharskiego znajdujemy również i inne cechy charakteru chirurga, a także szczegóły z jego życia rodzinnego: "Porywczy i gwałtowny, szorstki i rubaszny. Udany dowcip. Żonaty, bezdzietny, z żoną nie żyje. Zadłużony w związku z przeżyciami domowymi. Kłopoty rodzinne i finansowe nie mają ujemnego wpływu na służbę".
Z chwilą wybuchu II wojny światowej ppłk dr Bętkowski wyznaczony został komendantem Stacji Segregacyjno-Rozdzielczej Szpitala Ewakuacyjnego Nr 11, a od l października 1939 roku, już w czasie okupacji, był komendantem Szpitala dla Jeńców Polskich w Radomiu. Od listopada 1939 do października 1944 roku, tj. do upadku powstania warszawskiego, płk dr Tadeusz Bętkowski związał swój los ze Szpitalem Ujazdowskim. Tutaj był naczelnym chirurgiem Szpitala dla Jeńców Polskich, ordynatorem oddziału chirurgicznego i wreszcie naczelnym chirurgiem powstańczej Warszawy. W czasie powstania warszawskiego kierował ponadto oddziałem chirurgicznym w szpitalu polowym przy ul. Wspólnej.
Powstanie warszawskie to najpiękniejszy rozdział w życiu nieustraszonego lekarza. W okresie najkrwawszych walk i grozy śmierci imponował wszystkim spokojem i opanowaniem. Stary, doświadczony chirurg, wykazując ogromną żywotność i pracowitość, był wzorem dla młodych lekarzy i personelu pomocniczego, którzy dniem i nocą, bez światła i wody i jakże często przy braku podstawowych lekarstw, nieśli ofiarną pomoc tysiącom rannych. Bętkowski, który wykonywał najpoważniejsze operacje, czuwał ponadto, aby w szpitalach polowych istniała odpowiednia opieka i fachowe kadry chirurgów, pielęgniarek, aby istniejące w jego dyspozycji lekarstwa i narzędzia chirurgiczne były należycie rozdysponowane.
Po upadku powstania warszawskiego Niemcy w umowie rozejmowej potwierdzili, że otoczą opieką lekarską chorych i rannych żołnierzy polskich. Zgodnie z tą umową pierwszy transport rannych powstańców odjechał do Alfengrabow koło Magdeburga. Polskim komendantem tego transportu był mjr dr med. Szczepan Wacek. Drugi transport, składający się z 200 rannych i chorych, skierowano do Zeithain. Kierownikiem tego transportu był por. dr med. Stanisław Bayer. Niestety, w Łodzi transport ten przejęło gestapo i skierowało go do obozu koncentracyjnego na Radogoszczu. Po trzech dniach stanowczych protestów doszło do rozmów z władzami sanitarnymi Wehrmachtu, które naprawiły haniebny czyn gestapo i skierowały transport do właściwego miejsca przeznaczenia. Wreszcie trzeci transport, złożony z 700 chorych i rannych, który wyruszył 11 października 1944 roku, dotarł do Stalagu IV Muhleberg w Zeithain koło Drezna. Transportem tym kierował płk dr Leon Strehl i ppłk doc. Tadeusz Bętkowski. W sumie w szpitalach jenieckich przebywało łącznie 1572 rannych (862 mężczyzn i 710 kobiet). Pracowało w nim 58 lekarzy wszystkich specjalności, 5 lekarzy stomatologów, 5 magistrów farmacji, 58 pielęgniarek dyplomowych, 110 sanitariuszek oraz 60 pracowników administracji (kuchnia, pralnia, warsztaty naprawcze).
Szpital w Zeithain miał własną salę operacyjną, pracownię RTG, laboratorium analityczne, aptekę, warsztat techniki medycznej, warsztaty szewski i krawiecki, kuchnię i pralnię. Całe wyposażenie tych pomieszczeń dzięki płk. Strehlowi i płk. Bętkowskiemu zostało przywiezione z Warszawy.
Naczelnym chirurgiem szpitala jenieckiego w Zeithain był płk doc. Bętkowski, konsultantem ortopedą - mjr dr Michał Grobelski. W szpitalu tym zmarło od ran 46 osób (29 powstańców, 6 osób personelu, 6 żołnierzy jeńców z 1939 roku, 3 partyzantów słowackich, l dziecko i l sanitariuszka zastrzelona przez strażnika).
W sąsiedztwie polskiego szpitala jenieckiego był szpital włoskich partyzantów i jeńców sowieckich. W kwietniu 1945 roku, w czasie ucieczki Niemców, szpital polski przejął opiekę nad wyżej wymienionymi szpitalami, gdyż zostały one pozbawione opieki lekarskiej.
23 kwietnia 1945 roku szpitale jenieckie w Zeithain zostały uwolnione przez Armię Czerwoną. Polski szpital został włączony do Szpitala Wojskowego im. Leontiewa jako oddział polski. Dopiero 10 sierpnia 1945 roku pozwolono polskim lekarzom powrócić do kraju. W Szpitalu Wojskowym im. Leontiewa doc. Bętkowski pełnił obowiązki naczelnego chirurga. Po wojnie lekarze polskiego szpitala jenieckiego w Zeithain pełnili następujące funkcje i stanowiska lekarskie:
  • doc. Tadeusz Bętkowski - naczelny chirurg szpitala WAM w Warszawie;
  • dr Stanisław Manczarski - profesor anatomopatolog i rektor Akademii Medycznej w Gdańsku;
  • dr Tadeusz Garnel - profesor biologii AM w Poznaniu;
  • student Wacław Sitkowski - profesor kardiologii w Warszawie;
  • dr Florian Nowacki - profesor urologii we Wrocławiu;
  • dr Adam Pacyński - profesor interny i higieny we Wrocławiu;
  • doc. Witold Cybalski - profesor stomatologii w Belgii;
  • student Antoni Aroński - profesor anestezjologii we Wrocławiu;
  • student Stanisław Kowalski - otolaryngolog i rektor Akademii Medycznej we Wrocławiu;
  • dr Stanisław Bayer - chirurg, dyrektor szpitala w Jaworze;
  • dr Marian Kwiatkowski - otolaryngolog, dyrektor szpitala we Wrocławiu;
  • dr Jan Durko - otolaryngolog szpitala w Jaworze;
  • dr Mieczysław Zieliński - ginekolog szpitala w Jaworze;
  • dr Kazimierz Dzik - chirurg szpitala w Bolesławcu;
  • dr Michał Jagodowski - internista w Karpaczu;
  • dr Kazimierz Bertenbach - internista w sanatorium gruźliczym w Wysokiej Łące.
Postawa lekarzy polskich w Zeithain budziła powszechny podziw. Wszyscy oni byli wzorem zaangażowania i poświęcenia. Ranni i chorzy otaczali ich najwyższym szacunkiem i szczerym przywiązaniem.
Warto wspomnieć, że w ostatnich latach w zrekonstruowanym baraku jenieckim w Zeithain otwarte zostało Muzeum Jeńców Polskich. Opiekunami tego muzeum są dr med. Gustaw Bekker i historyk Jens Nagel. W uroczystościach jego otwarcia uczestniczyli przedstawiciele ambasady RP, Wojska Polskiego i Bundeswehry.
W sierpniu 1945 roku po wypełnieniu swego zadania doc. Bętkowski po- wrócił do kraju. Stanął wówczas u boku płk. dr. Strehla przy uruchamianiu Szpitala Polskiego Czerwonego Krzyża w Toruniu, gdzie następnie pełnił obowiązki naczelnego chirurga. Z tego stanowiska w marcu 1946 roku powołany został do służby czynnej w Wojsku Polskim - początkowo na stanowisko ordynatora Oddziału Chirurgicznego I Szpitala Okręgowego w Warszawie, a w rok później - na kierownika Oddziału Chirurgicznego Szpitala MON. W placówce tej przepracował chwalebnie 16 lat, tworząc od podstaw nowoczesny oddział kliniczny. Wówczas to zajaśniał pełnym blaskiem jego wielki talent chirurga, poparty rzetelną wiedzą i długoletnim doświadczeniem. Gdy potem odszedł od stołu operacyjnego ze względu na zaawansowany wiek, pełnił funkcję kierownika naukowego oddziałów chirurgicznych 2. Centralnego Szpitala Klinicznego WAM, kształcąc z wielkim powodzeniem nowe pokolenie chirurgów wojskowych.
W listopadzie 1962 roku dobiegł kresu 50-letni okres służby żołnierskiej i pracy przy łóżku chorego. Odchodzącego na zasłużony odpoczynek chirurga żegnano z nieukrywanym żalem i łzami szczerego przywiązania. Dla niego moment ten był również trudnym przeżyciem osobistym.
Gdy odszedł na emeryturę, pozostała niczym niewypełniona luka. Jego uczniom i współpracownikom zabrakło nie tylko doskonałego przewodnika, niezrównanego diagnosty, ale również życzliwych uwag, rozładowującego napięcie humoru i niepowtarzalnej serdeczności. Płk doc. Bętkowski tak zupełnie ze Szpitala MON nie odszedł jednak nigdy. Pozostawał przez długie lata w metodach leczenia swoich uczniów, w sercach ludzi, w ich życzliwej pamięci i w legendzie jako lekarz bezkompromisowy, głęboko pojmujący nakazy etyki lekarskiej.
Przez wszystkie lata swojej pracy miał opinię człowieka surowego, ale bezwzględnie prawego i sprawiedliwego, nieznoszącego szumnej frazeologii, fałszu, obłudy i lizusostwa, który wszelkie ułomności ludzkiej natury zwalczał skuteczną bronią ironii. Istotnie, umiał być szorstki i gwałtowny, gdy miał do czynienia z przejawami lenistwa, opieszałości i braku troski o chorego; umiał też jednak być czuły, serdeczny i wrażliwy, gdy spotykał się z ludzką niedolą, krzywdą i cierpieniem.
Chorzy i personel szpitalny zachowali we wdzięcznej pamięci obraz, jak wolnym krokiem, z wygasłą fajką, przemierzał korytarze swego oddziału, odwiedzając sale chorych. Nieraz wystarczyło mu jedno spojrzenie, aby wiedzieć, czy wszystko jest w porządku. Chorym jego obecność dodawała otuchy, a personelu nie krępowała, lecz zobowiązywała do ofiarniejszej pomocy. Spiesząc z pomocą ludziom, nigdy nie zważał na rangę swoich podopiecznych, ich tytuły czy stanowiska, a taka postawa wytwarzała zdrowy klimat wśród chorych i personelu.
W życiu rodzinnym nie znalazł domowego ciepła i ukojenia. Otoczony gronem wiernych przyjaciół, zadziwiał rozległością zainteresowań humanistycznych. Kochał muzykę, sztuki piękne, literaturę i teatr. Był zaciekłym wrogiem wszelkich przejawów ciemnoty, zacofania i nietolerancji. Kochał swój zawód, kochał ludzi i im oddał bez reszty swój umysł, serce i złote ręce.
W uznaniu zasług położonych dla rozwoju wojskowej służby zdrowia, a w szczególności chirurgii polskiej oraz w kształceniu kadr medycznych, odznaczony został Krzyżem Walecznych, Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Orderem Sztandaru Pracy II klasy. Zmarł 10 kwietnia 1966 roku, przeżywszy lat 77.
Do kwatery wiecznego spoczynku na cmentarz wojskowy na warszawskich Powązkach odprowadzili go przyjaciele i współpracownicy, uczniowie i liczni chorzy, którym przywrócił zdrowie.
Pozostała po nim wdzięczna pamięć, przypominająca nam człowieka o wielkim i dobrym sercu, chirurga o nieprzeciętnych zdolnościach i talentach, żołnierza prawdziwej godności. Pół wieku lekarskiej i żołnierskiej służby, humanizm w najpiękniejszym wyrazie - oto co pozostawił nam w spuściźnie płk doc. dr med. Tadeusz Bętkowski. Dziś, gdy ukazujemy młodemu pokoleniu sylwetki sławnych lekarzy, wydaje się zasadne, aby to imię polskiego chirurga wojskowego nosić mogła jedna z ulic Warszawy - miasta, któremu on uratował setki jego obrońców.

doc. dr hab. Witold LISOWSKI
(fragment ksiązki W. Lisowskiego "Prekursorzy medycyny polskiej", s. 389-399)


1 I Centralne Archiwum Wojskowe, Warszawa, sygn. akt 3952, 13621
2 T. Bętkowski, Leczenie ran ropiejących fenolem, „Lekarz Wojskowy”1930, 14,

Źródła:
  1. Bętkowski T., Centralne Archiwum Wojskowe, sygn. akt pers. 3952, 13621.
  2. Betkawski T., Archiwum GBL, Dział Zbiorów Specjalnych, L. 376.
  3. Bętkowski T., Leczenie ran ropiejących, "Lekarz Wojskowy" 1920, 14.
  4. Jeśman Cz., Sylwetki chirurgów polskich, Wrocław 1982.
  5. Rudowski W., Album chirurgów polskich, Wrocław 1990.
  6. Dobrowolski L., Służba zdrowia w powstaniu warszawskim, Warszawa 1968.
  7. Lisowski W., Polska służba zdrowia..., op. cit., t. II. 
  8. Lisowski W, Walka i zagłada Szpitala Ujazdowskiego, "Lekarz Wojskowy" 1976, 7-8.


"Skalpel" 2014/06 (listopad-grudzień) - pismo Wojskowej Izby Lekarskiej w Warszawie.
Wydawca: Wojskowa Izba Lekarska w Warszawie.
Dla członków izby lekarskiej bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004  
Redaktor: serwis@wil.oil.org.pl  
Data utworzenia: 2014-11-13