Strona główna OIL

   


 
Bohaterski żołnierzyk Naczelnika

Obecnie obchodzimy niezwykłą rocznicę, jakże chlubną dla Polaków - 90-lecie Obrony Lwowa przez bohaterskie Orlęta Lwowskie. Długo nie wolno nam było o tym mówić. Zachowała się jedynie pamięć w przekazach rodzinnych, skrzętnie pielęgnowana.
Jakże była wówczas żywa, po odzyskaniu niepodległości, kiedy bolszewizm, był dla naszej polskiej tożsamości ciągłym zagrożeniem.
Upływ czasu nieubłaganie oddala wiele szczytnych, bohaterskich zachowań w otchłań zapomnienia. Teraz, kiedy 1 listopada odwiedzamy groby naszych bliskich, sięgamy pamięcią także do cichych bohaterów tamtego czasu. Dzień ten prowokuje nas nie tylko refleksji i wspomnień, lecz również szukania i odtwarzania naszych korzeni. Dla nas Polaków wyznania rzymsko-katolickiego jest to święty kult czczenia, a jeszcze większy odnajdowania, ochraniania od zapomnienia naszej narodowej, chlubnej tożsamości.
W przekazach mojej rodziny zachowała się pamięć o niezwykłym, bohaterskim wyczynie małego żołnierzyka Naczelnika, marszałka Józefa Piłsudskiego. Takim był zaledwie 11-letni drużynowy ZHP, dh. Zbyszek Jasiński.

Kim był druh Zbyszek Jasiński?

Należał do najmłodszych bohaterów, "Żołnierzyków" komendanta Józefa Piłsudskiego z 1920 roku, z kręgu Orląt, ale lubelskich. We wspomnieniach mojej mamy, nieco młodszej od Zbyszka harcerki, pamięć o jego bohaterskim wyczynie nie tylko zachowała się, ale była przywoływana, jako wzorcowa dla pokoleń zuchów i skautów lubelskich. Odeszła w mrok zapomnienia, kiedy to władza ludowa zabroniła, wręcz zakazała o tym mówić. Zbyszek Jasiński urodził się w 1909 roku w Wilnie, w rodzinie Wacława i Marii z Młodkowskich Jasińskich. Był jedynakiem, wielką nadzieją, nie tylko ojca, profesora dr. Wacława Jasińskiego, medyka z Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie, który osiedlił się z rodziną w Lublinie, kiedy w 1915 r. wojska austriackie "wykurzyły" z naszego miasta Moskali.

Pierwszoklasista w maciejówce

Państwo doktorostwo Jasińscy, zamieszkali w samym centrum Lublina na ulicy Królewskiej 11, opodal rodziców mojej mamy. Zbyszek głośno mówił wszystkim, o swoim pragnieniu należenia do Wojska Polskiego, wzorując się na bohaterstwie Orląt Lwowskich. Nie były to wcale jakieś grymasy młodzieńca. Kiedy został zapisany do I klasy (w 1916 r.) rodzice spełnili jego wielkie pragnienie i sprawili mu, na jego usilne prośby, mundurek legionisty, a także "maciejówkę", w których paradował dumnie po podwórku. Mój dziadek, Julian, zwrócił mu uwagę, że ekwipunek żołnierski jest niekompletny. Brakowało orzełka i medalionu z podobizną Naczelnika Piłsudskiego, jaki wówczas legioniści przytwierdzali do maciejówek. Takowe podarował mu dziadek Julian.

Lubelska Komenda Skautowa

Dr Wacław Jasiński, ordynator szpitala dziecięcego "Dzieciątka Jezus" (fundacji Vetterów), wchodził w skład 6-cio osobowej tajnej Lubelskiej Komendy Skautowej w 1915 r., zdekonspirowany po wejściu Austriaków do Lublina. W składzie tejże był również ks. Kazimierz Gostyński, twórca "Czarnej Czwórki" (4LDH) w Gimnazjum i Liceum im. Jana Hetmana Zamoyskiego w Lublinie, także zamieszkały na Królewskiej 11 (dopowiem, że ksiądz szambelan Kazimierz Gostyński, znalazł się w gronie 108 męczenników, wyniesionych na ołtarze, jako beatyfikowanych przez Jana Pawła II, na placu Piłsudskiego w Warszawie, w dniu 13 czerwca 1999 r.). Byli to główni promotorzy ruchu skautowego na terenie Lubelszczyzny. W latach 1915-1918 pierwotnie tajna (6-osobowa) Lubelska Komenda Skautowa, sprawowała władzę nad całym istniejącym ruchem skautowym na Lubelszczyźnie. Stąd kult patriotyzmu narodowego w imię trój-słowia: Bóg, Honor, Ojczyzna, był genetycznie wszczepiony druhowi Zbyszkowi Jasińskiemu, który, jako 7-mio latek złożył harcerskie przyrzeczenie.

Spotkanie z Komendantem

Opisany poniżej epizod, długo został w pamięci Lublinian. W czasie pobytu w Lublinie w 1916 roku Józefa Piłsudskiego w gmachu Wydziału Narodowego, Zbyszek uprosił swojego ojca doktora Wacława, który nota bene był członkiem tegoż wydziału, aby zabrał go na spotkanie z Komendantem. To niezwyczajne, niecodzienne wydarzenie na trwale zostało zapamiętane w przekazach mojej rodziny.
Razem z ojcem stanęli wówczas w oddali, na progu, ale Zbyszek nie poprzestał na tym. W "rynsztunku" legionisty podbiegł blisko na wprost przed Komendanta Piłsudskiego i na baczność stał tak długo, aż ubawiony Komendant zwrócił się do niego: - "Jakże się nazywasz?" Ten w wojskowym drylu zameldował: - "Zbyszek Jasiński". Padła riposta: - "A ja jestem Józef Piłsudski". Odważny Zbyszek, nie tracąc animuszu, odparował bystro, bez tremy: - "Ja wiem, bo mam Piłsudskiego na maciejówce". Rozbawiony i mile tym zaskoczony Komendant równie szczerze odpowiedział Zbyszkowi: - "A wyobraź sobie, że ja Jasińskiego jeszcze nie mam". Poważna atmosferę rozładował niespodziewany śmiech zgromadzonych. Dumny 7-letni Zbyszek, został jakby pasowany wówczas przez Komendanta na jego żołnierzyka. Później epizod ten nie schodził z ust Lublinian, szczególnie na tzw. salonach.

Z wakacji na wojnę

Historię jednego z najmłodszych, bohaterskich kurierów harcerzy z 1920 roku zapisała Maria Papiewska, znana lubelska nauczycielka i wychowawczyni, działaczka oświatowa i niepodległościowa; wielka, entuzjastyczna protektorka skautingu.
Zbyszek pełnił służbę gońca rowerzysty przy Komitecie Obrony Narodowej. Był to czas nawałnicy bolszewickiej na Polskę. Wielu jego starszych kolegów ulegało depresjom i panice. Skrywali się pod "spódnicę" swoich mamuś.
Zbyszek lato spędzał wraz z rodzicami w Zwierzyńcu nad Wieprzem. Właśnie tam zaczął się formować obóz ochotniczego oddziału wojskowego. Jedenastoletni Zbyszek wraz z miejscowym kolegą ze Zwierzyńca postanowili zaciągnąć się. W wielkim sekrecie przed rodzicami, mając świadomość, że na pewno nie otrzymaliby na to zgody, pewnej nocy ze spakowanymi węzełkami, cichaczem zgłosili się do dowódcy, tłumacząc żartobliwie, że przecież mogą przydać się w wojsku chociażby nawet przy obieraniu kartofli Ku ich wielkiemu zmartwieniu komendant obozu polecił odesłać ich do rodziców. Wówczas, jeszcze podczas pobytu w Zwierzyńcu Zbyszkowi weszła drzazga w palec u nogi, rana pozornie goiła się, jednak po pewnym czasie palec zaczął ropieć.
Przebieg wydarzeń z godziny na godzinę ulegał zmianom. Był to czas kiedy wzywano i mobilizowano całą ludność na front, dla odparcia nawałnicy bolszewickiej podchodzącej już pod Lublin. Zbyszek ciągle pragnął przyczynić się do ratowania ojczyzny. Nazajutrz, po powrocie ze Zwierzyńca Zbyszek bardzo wcześnie zgłosił jako goniec w Komendzie Obrony Narodowej, która prowadziła nabór, rekrutację każdego kto się zgłosił. Ta zapisywała już bez uwag do armii ochotniczej, bo wobec zagrożenia plagą bolszewicką podchodzącą pod Lublin liczył się każdy ochotnik. Zbyszek dostał zadanie kolportowania okolicznościowych odezw do społeczeństwa. Biegał z nimi bez wypoczynku cały dzień, trwając na posterunku od szóstej rano. Odznaczał się nadzwyczajną karnością i sumiennością, z zapałem rozwoził rowerem również tajne rozkazy; bez wytchnienia z obolałą nogą. Palec coraz to bardziej był spuchnięty, po incydencie z drzazgą, jeszcze z czasu wakacji w Zwierzyńcu. Chłopiec nie zwracał uwagi na coraz to bardziej obolałą nogę. Był niezwykle rezolutnym, sprytnym, stanowczym i obowiązkowym druhem. Obowiązkowość była jego nadrzędną cechą, wpojoną przez rodziców, nie lubił być rozpieszczany.

Pod zimnym śmierci głazem

Zmęczony całodzienną służbą, dopiero nocą wracał do domu. Nagle stracił apetyt, zlekceważył skaleczenie, nie powiedział o tym ojcu, nie skarżył się ani na ból głowy, ani utratę apetytu. Po zmierzeniu temperatury okazało się, że Zbyszek ma blisko 41 stopni gorączki, wywiązało się ogólne zakażenie organizmu (sepsa), które okazało się śmiertelne. Chociaż lekarze widzieli jeszcze szansę na wyzdrowienie mając nadzieję, że po usunięciu drzazgi stan zdrowia bohaterskiego druha polepszy się. Pomimo choroby, rankiem Zbyszek zerwał się jeszcze i stawił na posterunek wojskowy. Niespodziewanie w nocy z 20 na 21 sierpnia 1920 roku, padł jako mały żołnierzyk Komendanta na posterunku placówki wojskowej. Zdążył, przeczuwając śmierć wyznać pragnienie, aby być pochowanym na cmentarzu wojskowym w Lublinie.
Orszak pogrzebowy jedenastoletniego bohatera był wielką manifestacją Lublinian. Przebiegał od Katedry ulicami miasta na Lipową, miejsce jego wiecznego spoczynku. Druh Zbyszek został pochowany z honorami wojskowymi na cmentarzu wówczas wojennym, na pograniczu ze starą lubelską nekropolią. Jego bohaterska śmierć dodała ducha i odwagi mieszkańcom Lublina walczącym z bolszewicką nawałnicą. Na płycie nagrobnej rodzice swojego bohaterskiego jedynaka, żołnierzyka pasowanego jeszcze przez komendanta Józefa Piłsudskiego zapisali inskrypcję:

Zastępowy drużyny zuchów
Zbyszek Jasiński
(1909-1920).
Żył lat 11.
Zmarł 21.08.1920 r.
Śpij cicho synku Nasz
pod zimnym śmierci głazem,
aż Bóg Nas złączy znów
wszechmocnym swym rozkazem.

Corocznie przy tym grobie, nieco zniszczonym, w dniu 1 listopada harcerze ustawiają wartę honorową. Przez lata, kiedy żył druh harcmistrz Antoni Strzelecki, twórca drużyny zuchowej Dzielnych Rycerzy, przy grobie Zbyszka czuwali jego rówieśnicy (foto powyżej). Mam zamiar na rocznicę stulecia urodzin Zbyszka Jasińskiego odrestaurować tę nieco zapomnianą mogiłę niezwykłego bohatera - Lubelskiego Orlęcia.

Jerzy JĘDRZEJEK
(foto z archiwum autora)

Eugeniusz DZIUK

"Skalpel" 2008/06 (listopad-grudzień) - pismo Wojskowej Izby Lekarskiej w Warszawie.
Wydawca: Wojskowa Izba Lekarska w Warszawie.
Dla członków izby lekarskiej bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004  
Redaktor: serwis@wil.oil.org.pl  
Data utworzenia: 2008-11-20