Strona główna OIL

   


 
Szpitale powstańczej Warszawy (cz. I))

"Oto posągu rozbity kamień,
Oto umarłe ulice.
Święta Maryjo, módl się za nami
O amunicję.
Oto bezduszny serca egzamin,
Oto po dwakroć ruiny.
Święta Maryjo, módl się za nami
O karabiny."

Artur Międzyrzecki

Szpitale powstańczej Warszawy w literaturze historycznej zostały starannie opracowane przez wielu uczestników powstania a także przez póĽniejszych badaczy tego problemu. Należą do nich Cyprian Sadowski, Stanisław Bayer, Zbigniew WoĽniewski, Władysław Bartoszewski a także Maria Wiśniewska, Małgorzata Sikorska, Bożena Urbanek i wiele innych.
Raz jeszcze pragnę podkreślić spontaniczność powstawania szpitali i placówek sanitarno-ratowniczych oraz ich dramatyczną walkę o życie chorych i rannych wobec bestialstwa niemieckich oddziałów SS oraz faszystowskich oddziałów rosyjskojęzycznych - RONA.
W tym opracowaniu czytelnik nie znajdzie historii 25 warszawskich szpitali, 122 szpitali polowych i 200 punktów ratowniczo-sanitarnych bo te opisane zostały w innych szczegółowych opracowaniach. Pragnę jedynie przybliżyć raz jeszcze bohaterską walkę personelu sanitarnego Warszawy, która dotąd w historii wojen ani powstań narodowych na świecie nie miała tak powszechnego zaangażowania społecznego. Dla pełności obrazu ukazano krótką charakterystykę niektórych szpitali, choć los każdego z nich miał swoją dramatyczną historię.
Pod hasłem szpitale warszawskie mieści się cały obszar ludzkiego wysiłku i bohaterstwa wyższego i średniego personelu medycznego. To nie był jeden nadzwyczajny zryw jednego ofiarnego kolektywu. To było masowe bohaterstwo wielotysięcznej rzeszy w imię miłości Ojczyzny i humanitaryzmu.
Takie postawy wyzwoliła potrzeba serca i całego jestestwa, która narastała stopniowo przez wszystkie lata niewoli aż do powstańczego finału. I o dziwo - Ci, którzy brali udział w tej walce i przeżyli, nie żałują tych dni. Nazywają je najpiękniejszymi w ich życiu.

Szpital Ujazdowski
Szpital ten już od dwóch stuleci służył wiernie żołnierzowi polskiemu. Założony w 1764 r. niósł pomoc chorym i rannym żołnierzom w okresie insurekcji kościuszkowskiej i w powstaniu listopadowym. We wrześniu 1939 r. w dniach bohaterskiej obrony Warszawy Szpital Ujazdowski udzielał wszechstronnej pomocy lekarskiej wojskowym i cywilnym obrońcom miasta. W czasie okupacji hitlerowskiej zachował swój polski i wojskowy charakter.
W tamte trudne dni społeczeństwo Warszawy otoczyło rannych żołnierzy niezrównaną opieką i serdecznością. Kobiety i dziewczęta zrzeszone w Kołach Opiekunek Społecznych PCK dawały najpiękniejsze dowody patriotyzmu i humanitaryzmu.
W 1941 r., z inicjatywy płk. prof. Edwarda Lotha, zorganizowany tu został duży ośrodek reedukacji psychicznej i zawodowej ofiar wojny, który pod nazwą Zakład Przeszkolenia Inwalidów działał jawnie siedmioma kierunkami kursów.
W Szpitalu Ujazdowskim znaleĽli schronienie ludzie ukrywający się przed gestapo, w tej liczbie również lekarze żydowskiego pochodzenia. W podziemiach szpitala przechowywano relikwie narodowe, dzieła sztuki, żywność, lekarstwa. Tu dla ratowania ludzi wyrabiano fikcyjne dokumenty, karty chorobowe oraz "produkowano" sztuczne inwalidztwa.
Pierwszym wojennym komendantem Szpitala Ujazdowskiego był płk prof. Teofil Kucharski - szef sanitarny Armii "Poznań", a od marca 1940 r. płk dr Leon Strehl - szef sanitarny Armii "Warszawa". W czasie powstania warszawskiego funkcję komendanta objął ponownie płk Kucharski.
W Szpitalu pracowało wielu wybitnych lekarzy klinicystów. Na szczególne podkreślenie zasługują: Stanisław Ankudowicz, Tadeusz Bętkowski, Natalia Bereza, Franciszek Borusiewicz, Stefania Chodkowska, Michał Dubolewicz, Wacław Falencik, Cyryl Gubarewski, Felicjan Guda-Wołkowiński, Witold Horodyński, Wacław Kafliński, Czesław Kawecki, Kazimierz Kessel, Bronisław Kosiewicz, Stanisław Kozłowski, Jan Krotoski, Zygmunt Krupiński, Józef Laskowski, Wacław Lewiński, Michał Lityński, Edward Loth, Bogumił Łada, Janina Morawiecka, Adolf Malinowski, Marian Mroczkowski, Mieczysław Naramowski, Stefan Rudzki, Cyprian Sadowski, Zygmunt Siedlecki, Piotr Słonimski, Kazimierz Szalla, Jan Szmurło, Marian Śmietański, Witold Toruń, Witold Tyczka, Szczepana Wacek, Witold Waligórski, Lesław Węgrzynowski, Witold Zawadowski.
Kadra ta, pod przewodnictwem płk prof. Kucharskiego, uczyniła ze Szpitala Ujazdowskiego ważną placówkę naukowo-dydaktyczną, ośrodek tajnego nauczania. Uczestniczyli w nim samodzielni pracownicy nauki, ordynatorzy, kierownicy zakładów, asystenci. Szkolono tu także lekarzy i personel sanitarny dla potrzeb powstania.
Społeczeństwo Warszawy otoczyło rannych żołnierzy niezrównaną opieką. Panie zrzeszone w Kołach Opiekunek Społecznych PCK dały najpiękniejsze dowody patriotyzmu i humanitaryzmu. to one zajmowały się dożywianiem chorych, dostarczaniem ciepłej odzieży, lekarstw oraz organizowaniem różnych form działalności kulturalno-oświatowej. W bezwzględnej konspiracji organizowane były wieczory poezji, koncerty muzyczne, święta religijne i narodowe. Działalności tej przewodziła reprezentantka ZG PCK pani Małgorzata de Rossett-Tańska.
6 sierpnia 1944 r. oddziały żandarmerii wkroczyły na teren szpitala. Podpalono jeden z pawilonów i rozkazano, aby personel wraz z rannymi i chorymi natychmiast opuścił pomieszczenia szpitalne. Kolumna wypędzonych liczyła tysiąc osób. Na czele jej kroczył płk Kucharski i grupa pielęgniarek niosąca flagę Czerwonego Krzyża. Następnie niesiono na noszach 300 rannych, póĽniej szli ranni i chorzy. Kolumnę zamykało 5 wozów taborowych z lekami i sprzętem medycznym ciągniętych przez ludzi. W takim szyku kolumna dotarła do Parku Szkolnego im. Sobieskiego, gdzie spędziła noc. Po rozpoznaniu szans przez harcerki kolumna skierowała się do Zgromadzenia Sióstr Rodziny Maria na ul. Chełmską, gdzie wypędzony szpital znalazł schronienie. Wśród rannych było również wielu żołnierzy niemieckich. 18 sierpnia Niemcy zabrali ich do innych szpitali i rozpoczęli ostrzał szpitala, a następnie jego bombardowanie. Ataki niemieckie przynosiły ogromne straty. Płonęły budynki, ginęli ranni, pielęgniarki, lekarze. Wiele osób personelu zginęło przy stołach operacyjnych i przenoszenia rannych w obliczu bombardowań. W tej sytuacji komendant Szpitala zarządził ewakuację poszczególnych oddziałów. Ciężko rannych podwodami konnymi przewożono na ulicę Morszyńską 5/7 na Sadybie. Lżej ranni na czele z płk. dr. Mieczysławem Naramowskim przeszli na Mokotów na ul. Dolną 42 i Puławską 91. Po kapitulacji Sadyby 2 września rannych przewieziono do Milanówka.
Tak kończy się dwustuletnia historia Szpitala - bohatera zapisana złotymi zgłoskami w dziejach medycyny polskiej. Przez kolejne dziesięciolecia zapisały ją różne pokolenia lekarzy, farmaceutów, pielęgniarek i opiekunek społecznych.
W 1947 r. płk prof. Teofil Kucharski wnioskował bezskutecznie do władz PRL o nadanie Szpitalowi Ujazdowskiemu Orderu Virtuti Militari "za odwagę, poświęcenie, ofiarność i dbałość o rannego żołnierza polskiego w czasie oblężenia Warszawy w 1939 r., w czasie okupacji w dniach powstania w 1944 r. i w okresie popowstańczym".
Sprawa ta nadal jest aktualna i może władze Trzeciej Rzeczypospolitej naprawią i ten błąd chociażby ze względu na fakt, że żyje jeszcze garstka bohaterskiego personelu oraz tak liczni spadkobiercy.

Szpital Maltański
Szpitalem wojennym a jednocześnie filią Szpitala Ujazdowskiego był Szpital Maltański. Utworzony we wrześniu 1939 roku przez Zakon Kawalerów Maltańskich przy ulicy Senatorskiej trwał do końca powstania. Leczono tu rannych żołnierzy września, uczestników ruchu oporu i akcji sabotażowych, szkolono personel różnych ugrupowań wojskowych, gromadzono lekarstwa i środki opatrunkowe.
W czasie powstania Szpital Maltański stał się głównym ośrodkiem pomocy medycznej w tym rejonie miasta. Postawa personelu wzbudzała podziw. Bezinteresowność, ofiarność, a przede wszystkim nieprawdopodobna wprost odwaga działających tu patroli sanitarnych. Siostry PCK długimi godzinami czuwały na swoich posterunkach wyciągając rannych z barykad i ruin zburzonych domów. Te drobne istoty, pod ostrzałem wroga, transportowały swych podopiecznych do szpitala. Pielęgniarkom przewodziła siostra przełożona Barbara Glińska.
7 sierpnia - jak wspomina kpt. dr Drejza1 - czołg niemiecki zaczął ostrzeliwanie budynku szpitala. Z budynków przy Senatorskiej 36 i 38 wypędzono ludność cywilną oraz filię szpitala wraz z rannymi i personelem. Zastrzelono wówczas powstańca z ręką na wyciągu. Gdy SS-mani wkroczyli na teren szpitala zapytali czy znajdują się tam ranni Niemcy. Kpt. Drejza odpowiedział twierdząco. Podczas rozmowy z rannymi żołnierzami niemieckimi doszło do awantury. Niemieccy żołnierze zwymyślali oficera SS za wydanie rozkazu strzelania do ludzi cierpiących i nie zdolnych do walki. Zdecydowana postawa rannych Niemców uratowała zapewne Szpital Maltański przed podzieleniem losu Szpitala Wolskiego, Szpitala Karola i Marii czy Szpitala Św. Łazarza.
14 sierpnia na teren Szpitala Maltańskiego wkroczyła kompania SS z brygady gen. Oskara Dirlewangera. Jej dowódca rozkazał kpt. Drejzie aby: "natychmiast opróżnił tę budę". Jego prośby, że ma w szpitalu tylko ciężko chorych i rannych nie odniosły żadnego skutku. Hitlerowcy znęcali się nad rannymi i personelem: pobity został rentgenolog dr Lewandowski, zastrzelono leżącego w łóżku, rannego oficera. Niemcy rozkazali pozostawienie w szpitalu 3 lekarzy i 5 pielęgniarek oraz obsady kuchni i apteki.
Pułkownik Leon Strehl i kpt. Drejza, po krótkiej naradzie, postanowili uzyskać u Niemców zgodę na podzielenie chorych i rannych na dwie kolumny. Uzyskali zgodę. Na czele pierwszej kolumny stanął płk dr Strehl i 14 sierpnia 1944 roku szpitalny pochód ruszył w kierunku Śródmieścia. Drugą kolumnę, z zamiarem dotarcia do Szpitala Wolskiego, 15 sierpnia poprowadził kpt. dr Drejza. Oba pochody niosły flagi Czerwonego Krzyża, szły wolno wokół płonących domów i walczących barykad. Wobec rannych Polaków niemieccy żołnierze i faszyści RONA miotali obelgi. Na pewnym odcinku niemiecki podoficer wziął, od słaniającej się na nogach pielęgniarki, łóżko z rannym powstańcem i niósł je przez dobry kawałek. Tak samo zrobił inny podoficer niemiecki. Żołnierz niemiecki uczestniczący w eskortowaniu szpitala na Wolę uchronił chorych i personel od wielu ekscesów ze strony pijanych żołnierzy niemieckich i kozaków Ostlegionu.
Jedna z pielęgniarek Szpitala Maltańskiego tak odnotowała tamte dramatyczne chwile:
" 8.VIII - nieprzyjaciel coraz bliżej - my zostajemy na posterunku.
9.VIII - dziś wtargnęli do nas Niemcy. Krzyczą "banditen".
12.VIII - szpital nasz to mała wysepka w powodzi pożarów. Trwamy w ogłuszającym huku wystrzałów. Jęki chorych są dopełnieniem tego piekła. Dusi nas ta atmosfera, to pomiatanie, szyderstwa, drwiny żołdaków niemieckich i ukraińskich. "Wasze powstanie kaput" mówią z szyderczym uśmiechami. Spychają nas w nędzę niebywałego poniżenia i pohańbienia. Nieznośny ciężar gniecie nas do ziemi, z oczu wyciska łzy bezradności. Kto raz odetchnął wolnością powstańczej Warszawy ten nie jest w stanie być znowu niewolnikiem.
14. VIII - Niemcy każą nam się natychmiast wynosić. Rannych mamy zabrać ze sobą. "Alles raus!" wrzeszczą ze wszystkich stron. Na czele pochodu dr Mirska z rozwianymi siwymi włosami. Szliśmy wśród spalonych domów, przez rozwalone barykady. Drwili z nas Niemcy i Ukraińcy, rewidowali wszystkich i rabowali cenne rzeczy.
Jeszcze parę kroków przechodzimy przez barykady. Jakieś ręce odbierają nam ciężary, ktoś nas wita, podaje wodę, ktoś śpiewa "Hej chłopcy bagnet na broń". [2]

Szpital Wolski
Szpital doskonale zaopatrzony na wypadek wojny zapisał piękną kartę pomocy dla rannych żołnierzy we wrześniu 1939 roku. W okresie okupacji doskonała kadra tego szpitala niosła pomoc żołnierzom ruchu oporu, szkoliła lekarzy i personel sanitarny dla potrzeb powstania, działano w ramach Kedywu.
5 sierpnia do szpitala wdarli się SS-mani i faszyści spod znaku RONA. Najpierw zamordowali dr. Piaseckiego, prof. Zeylanda i kapelana Ciecierskiego, a następnie 60 pracowników i około 300 chorych i rannych.
Od 6 sierpnia do opustoszałego szpitala zaczęły napływać nowe fale rannych: najpierw wypędzeni ze Szpitala Karola i Marii, a następnie personel i chorzy ze Szpitala Maltańskiego i szpitali polowych Starego Miasta.
Szpital obliczony na 500 łóżek miał niekiedy 2000 chorych. Pomimo braku żywności i lekarstw trwał do końca walk. Dzięki bohaterstwu lekarzy i pielęgniarek zapisał jedną z najpiękniejszych kart polskiego szpitalnictwa wojennego. Pomimo tylu ofiar lekarze i personel sanitarny pozostał wierny swym chorym również po upadku powstania. Rannych leczono na Jelonkach w mieszkaniach prywatnych, w Szpitalu Polowym w Milanówku, w Olszance koło Radziwiłłowa, w Pszczelnie i Krakowie.

Szpital św. Łazarza przy ulicy Karolkowej
Odgłosy z ginącego Szpitala św. Łazarza dochodziły do położonego po sąsiedzku Szpitala Karola i Marii. Tamte dramatyczne chwile tak opisał we wspomnieniach dr med. Władysław Barcikowski:
"Położony naprzeciw Szpital Łazarza zaczął się palić... Języki ognia sięgały coraz wyżej. Usłyszeliśmy przeraĽliwe krzyki palących się ludzi. Odgłosy strzałów. Zrozumieliśmy. Szpital został zdobyty przez Niemców. Mogliśmy się tylko domyślać, co tam się działo... Wszyscy w skupieniu wsłuchiwali się w potworne odgłosy z sąsiedztwa. Wielu z nas myślało to samo: czeka nas nieuchronnie podobny los". Zebraliśmy się na naradę. Postanowiliśmy wytrwać na posterunku z dwunastu rannymi i chorymi dziećmi.3
Bronili go powstańcy. 5 sierpnia o godzinie 16-tej zdobyli go Niemcy obrzucając granatami. Jedną z pierwszych ofiar była dr Lucyna Szczepańska. Chorych i personel ustawiono pod murem i rozstrzelano. Zginęło ogółem 335 osób a wśród nich lekarze, siostry zakonne oraz 15 harcerek sanitariuszek. Według relacji Wandy Łokietek-Białołęckiej były to harcerki z drużyny im. Emilii Plater. Zbrodnia ta miała następujący przebieg:
"5 sierpnia Niemcy wtargnęli na teren szpitala i nakazali wszystkim opuścić jego teren. Było nas 15 razem ze starszą sanitariuszką. Dziewczęta w wieku 15-18 lat. Muszę przyznać, że dziewczęta przyjęły postawę bardzo dzielną, taką jaką powinna przyjąć harcerka. Niemcy zaczęli rozstrzeliwać najpierw lekarzy, strzelając najczęściej w tył głowy. I tak po kolei doszli do nas. Kazali wystąpić kilka kroków naprzód. Wystąpiłam razem ze wszystkimi śpiewając "Jeszcze Polska nie zginęła". Na odgłos strzałów upadłam, a obok mnie, z rozstrzelanymi głowami, dziewczęta. na samym końcu, z ostatniego pawilonu wyprowadzili siostry zakonne, było ich dziesięć. Wyszły odmawiając "Pod twoją obronę". Niemcy strzelali do nich pojedynczo. Do ostatka słychać było modlitwę. Następnie Niemcy spalili szpital dobijając chorych na łóżkach. Pragnę bardzo aby harcerki i harcerze znali bohaterską śmierć swoich koleżanek i pamiętali o ich mogiłach, które są na Cmentarzu Powązkowskim obok pomnika powstańców"4. Relację tę złożyła harcerek, którą ominęły kule. Nocą wyczołgała się ze stosu rozstrzelanych i dotarła do swoich.

Szpital św. Stanisława przy ulicy Wolskiej
W czasie okupacji był to szpital zakaĽny. Podczas powstania, tak jak inne placówki, zapełnił się rannymi powstańcami i ludnością cywilną. Leczono tu także rannych Niemców. Po zdobyciu szpitala Hitlerowcy zamierzali dokonać masakry. Wówczas dr Paweł Kubica, znający doskonale język niemiecki, zdołał przekonać oficera niemieckiego, że jest to szpital cywilny, który nie posiada sali operacyjnej ani chirurgów. Niemcy zaniechali egzekucji. Urządzili w części szpitala własny punkt sanitarny. Do operacji żołnierzy niemieckich wzywali chirurgów ze Szpitala Wolskiego, m. in. dr. Manteuffla i dr. Wesołowskiego.

Szpital Karola i Marii przy ulicy Leszno

Szpital dziecięcy w czasie powstania szybko został zapełniony przez rannych. Było ich 150 oraz 60 chorych i rannych dzieci. W czasie walk szpital wyznaczono na Centralny Punkt Opatrunkowy Batalionu "Parasol" oraz bazę sanitarną na Woli. W czasie najkrwawszych walk na Woli pracowały tu bez przerwy trzy zespoły chirurgów pod kierunkiem dr. Hroboni, Barcikowskiego i dr. Kmicikiewicza. 6 sierpnia do szpitala wkroczyli Niemcy. Po wypędzeniu chorych i personelu na ulicę, dokonano mordu na około 100 rannych i członkach personelu. Zastrzelono wówczas jednego z najofiarniejszych chirurgów powstania mjr. dr. Władysława Kmicikiewicza. Pozostali ranni i chorzy znaleĽli schronienie w Szpitalu Wolskim.5
Świadek tamtych wydarzeń dr Władysław Barcikowski tak opisał wkroczenie hitlerowców do Szpitala Karola i Marii i bohaterską śmierć dr. med. Władysława Kmicikiewicza.
"... O godzinie czwartej po południu zobaczyliśmy pierwszych własowców - "Kałmuków SS". W mundurach niemieckich szli do ataku na polskie placówki. Ich widok nie zapowiadał niczego dobrego. Mali, krępi, skośnoocy, z wystającymi kośćmi policzkowymi, podobni w ruchach do małp, pijani, o dzikim wejrzeniu, okręceni parokrotnie taśmami amunicji.
Wśród nich, z obojętnymi minami bandytów z zimna krwią mordujących ludzi, kroczyli Niemcy.
Polecono nam wychodzić z pawilonu. Kiedy chcieliśmy zabrać leżące na wyciągu dziecko, Niemcy z wrzaskiem wypchnęli nas siłą. Jeszcze dotąd słyszę te okropny zrozpaczonego, bezbronnego, paroletniego chłopca. Ranni zostali sami. Zostali potem rozstrzelani w łóżkach.
Początkowo ustawiono nas pod murem szpitala naprzeciw Niemców z automatami gotowymi do strzału... Niektóre niewiast zaczęły się modlić. Jeden z najdzielniejszych lekarzy AK dr Kmicikiewicz przemówił uspokajająco: Ludzie! Zginiemy i tak wszyscy. Umierajmy dzielnie i spokojnie jak na Polaków przystało". Wyprowadzono nas z terenu szpitala. Zaczęła się nasza droga cierniowa" Zatrzymano nas powtórnie na rogu Młynarskiej, koło kapliczki. Samoloty pikowały jak szalone. Zdawało się, że wszystko wali się na nas. Dym gryzł w oczy... Własowiec podszedł ku naszym szeregom i z dzikim wejrzeniem począł kogoś szukać. Wzrok jego spoczął na najdzielniejszym z nas lekarzu, dr. Kmiecikiewiczu. Kiwnął nań palcem. Ten wyszedł z szeregu powoli... Oprawca przyskoczył doń małpim skokiem, pchnął przed sobą kilkakrotne, odwrócił twarzą do nas i strzelił. Kolega nasz padł martwy. Sprawiło to widać wielką przyjemność katu. Począł tańczyć dziki taniec wojenny. Niemcy, jak na jakimś wspaniały widowisku, okazywali duże zadowolenie. Myśleliśmy, że teraz kolej na następnych. Ale nie. Poprowadzono nas naprzód."[6]

Szkoła Pielęgniarstwa Polskiego Czerwonego Krzyża w Warszawie
Założona w 1929 roku przez ZG PCK mieściła się przy ulicy Smolnej 6. We wrześniu 1939 roku przeniesiono ją do budynku prywatnego gimnazjum na ulicę Piękną 24. Uczennice tej szkoły stanęły do pracy w Szpitalu Ujazdowskim i w Szpitalu PCK przy ulicy Małachowskiego. Reprezentowały wysoki poziom umiejętności, wzorową postawę wobec chorych i rannych żołnierzy. Dyrektorką Szkoły i motorem wszystkich poczynań była Małgorzata Żmudzka. Tu kształcono wysoko wykwalifikowane kadry pielęgniarskie oraz przepełnione patriotyzmem dziewczęta, które w sierpniu 1944 roku pokazały kim są naprawdę.
Od 1943 roku rozpoczęto szkolenie "sanitariuszek" dla potrzeb wojska. Szkolenie było tajne i odbywało się na terenie Szpitala Ujazdowskiego. Wybuch powstania nie był dla nich zaskoczeniem. Absolwentki Szkoły wcielone zostały w sieć sanitarną oddziałów bojowych Armii Krajowej. Niektóre z nich kierowano do oddziałów partyzanckich działających na terenie Lubelszczyzny i Kielecczyzny.
Po wybuchu powstania Niemcy nakazali opuścić budynki szkolne przy ul. Smolnej a następnie podpalili je. W tym samym czasie spalony został sąsiadujący ze szkołą Szpital Oftalmiczny.
Przy pomocy władz powstańczych kadra i uczennice Szkoły Pielęgniarskiej urządziły szpital w gmachu przy ul. Foksal. Otoczono opieką ludność cywilną i dzieci zgromadzone w piwnicach Muzeum Narodowego. Znoszono rannych i chorych do Szpitali PCK na ulicę Małachowskiego i Pierackiego. Tam, gdzie szpitale powstańcze i punkty opatrunkowe zostały spalone, na ich miejsce powstawały nowe. Absolwentki Szkoły walczyły w różnych częściach miasta. Po upadku powstania szpitale PCK ewakuowano do Milanówka a ciężko rannych do Szpitala Wolskiego. Podczas powstania bohaterską śmierć poniosło wiele wychowanek tej szkoły. Poległa też ich bohaterska dyrektorka Małgorzata Żmudzka.

Instytut Radowy im. Marii Skłodowskiej-Curie
W momencie wybuchu powstania w Instytucie leczono 80 pacjentów. Większość lekarzy tej placówki, związana z AK, udała się na wyznaczone punkty sanitarne. 1 sierpnia 1944 roku do Instytutu przyszła grupa powstańców (lekarz i kilka pielęgniarek), którzy rozpoczęli znosić rannych umieszczając ich w salach na parterze. 5 sierpnia do Instytutu wdarli się własowcy z RONA i nakazali opuszczenie szpitala. Pielęgniarka Instytutu Janina Glomska oraz pozostałe pielęgniarki: Bronisława Mazurkiewicz, Wanda Kwiatkowska i sanitariuszka "Danka" odmówiły opuszczenia chorych. Własowcy chcieli wszystkich rozstrzelać. W ostatniej chwili egzekucję wstrzymał oficer niemiecki rozkazując przeniesienie wszystkich na ul. Grójecką. W Instytucie pozostało 59 rannych oraz 9 osób personelu. W nocy własowcy zgwałcili kobiety a rano zabili rannych i chorych. Oblewali ich benzyną i palili. Zginęły wówczas Janina Glomska i sanitariuszka "Danka" .Spłonął parter i sutereny. Ponadto, spośród załogi poległa, na terenie Szpitala Dzieciątka Jezus, dr med. Wanda Wasilewska a dr med. Włodzimierz Sylwestrowicz został rozstrzelany w obozie koncentracyjnym, dr med. Dyonizy Zuberbier zginął także w obozie, dr med. Helena Wolff z Wydziału Sanitarnego Gwardii Ludowej zginęła w bitwie w lasach w lasach starachowickich. 16 osób przeszło przez więzienia i obozy koncentracyjne. Budynek Instytutu został ograbiony, zniszczony a wreszcie spalony.

doc. dr hab. Witold LISOWSKI

  1. Maszynopis kpt. Drejzy złożony w marcu 1967 roku w Instytucie Historii PAN
  2. Ludność cywilna w Powstaniu Warszawskim, tom I s.240-383, Drejza J. relacja złożona w marcu 1967 roku w Instytucie Historii PAN maszynopis
  3. Władysław Barcikowski, Archiwum Historii Filozofii i Medycyny, 1995, z. 3, s. 8
  4. Wśród pomordowanych harcerek były m.in.: Danuta Bobik, Emilia Czechowska, Krystyna Gadomska, Alina Gralewska, Janina Jamiołkowska, Zdzisława Kępska, Irena Matysiak, Zofia Riedel, Janina Sławińska, Adrianna Wodnicka, Leokadia Wysocka. Ich prochy spoczywają na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Kwaterze B-26.
  5. Wiśniewska M. i Sikorska M. Szpitale powstańczej Warszawy. Warszawa 1991.
  6. Władysław Barcikowski, Archiwum Historii Filozofii i Medycyny, 1995, z. 3, s. 8-10

"Skalpel"; 2007/04 (lipiec-sierpień) - pismo Wojskowej Izby Lekarskiej w Warszawie.
Wydawca: Wojskowa Izba Lekarska w Warszawie.
Dla członków izby lekarskiej bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004  
Redaktor: serwis@wil.oil.org.pl  
Data utworzenia: 2007-07-24