Strona główna OIL

   


 
Od redakcji

Koleżanki i Koledzy,

wszystko na to wskazuje, że cierpliwość pracowników ochrony zdrowia ostatecznie się wyczerpała. Świadczy o tym determinacja z jaką wszystkie grupy zawodowe, po kwietniowym marszu ulicami Warszawy, zaostrzyły protest przystępując do strajków w dziesiątkach szpitali i przychodni.
To nie jest już protest lekarzy jednej specjalności, nawet nie wszystkich lekarzy, nie osamotnionych pielęgniarek i położnych czy innych mniej licznych grup zawodowych, tylko ludzi którzy zjednoczyli się w walce o godziwe wynagrodzenie, o warunki pracy, o własną godność, ale też - co media jakby skrywają w cieniu, w pełni zresztą uzasadnionych, żądań płacowych - o rzeczywistą naprawę systemu ochrony zdrowia, o większe na nią nakłady finansowe, o bezpieczeństwo zdrowotne obywateli.

Na nic się zda zadekretowane konstytucyjnie prawo obywateli do ochrony zdrowia i gwarancje dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych gdy jej finansowanie jest dalece niewystarczające, gdy wysokość nakładów na ochronę zdrowia musi zawstydzać kiedy odnosimy ją do innych krajów europejskich (najniższe w krajach Unii Europejskiej). Ten aspekt protestu, niedoinwestowania ochrony zdrowia, dobitnie i przy każdej okazji mocno akcentowany przez prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, przez rządzących niechętnie jest dostrzegany, a jeśli już jest, to proponowane rozwiązania są dalece niezadowalające, odsunięte w czasie o kilka lat, a obiecywane pieniądze bardziej wirtualne niż prawdziwe. Zamiast rzeczowej sejmowej debaty (wielokrotnie odkładanej), zamiast konkretnych rozwiązań ustawowych, rząd zafundował nam program naprawy finansów służby zdrowia autorstwa ministra zdrowia Zbigniewa Religi, program będący zbiorem założeń, za to zero decyzji. Nie dziwi więc, że apel ministra o powrót pracowników służby zdrowia do pracy został zignorowany.

Nerwowe reakcje siłowego ministra Ludwika Dorna świadczą, że nie ma on, zwłaszcza dla lekarzy, cienia zrozumienia, nie mówiąc już o sympatii. Posłałby ich już nie tylko w kamasze ale wprost do więzienia, bo większość strajków w szpitalach uważa za nielegalne. Podległy mu szpital MSW w Łodzi pozbawić mógł lekarzy, mało jest bowiem prawdopodobne by wiceminister J. Borysiewicz, bez jego wiedzy zażądał od dyrektora szpitala natychmiastowego zwolnienia wszystkich strajkujących. Dyrektor nie posłuchał, w konsekwencji stracił pracę. Moralnie jednak wygrał bo władza nie zawsze ma rację. Epilog sprawy finał mieć będzie w Sądzie Pracy- zapowiedział zwolniony dyrektor.

Tak się w tym kraju dziwnie składa, że jak już nie ma wroga klasowego, to trzeba sobie znaleźć jakiegoś innego. Spiskowa teoria dziejów ma się całkiem dobrze. Właśnie nie dawno dowiedzieć się mogliśmy, że za protestami w ochronie zdrowia stać mogą potężne koncerny farmaceutyczne, łase na dodatkowy grosz wydarty z państwowej, i nie tylko, kasy. Bo czyż np. rozwijająca swoją kampanię informacyjną w różnych regionach kraju koalicja "Teraz Zdrowie" mogłaby w ogóle istnieć bez firm farmaceutycznych? - zastanawiają się co niektórzy bardziej podejrzliwi politycy. Kto wie, czy odpowiednie służby nie są już na tropie jakiejś nowej afery i wkrótce nie odniosą spektakularnego sukcesu.

Strajki w szpitalach i przychodniach to bez wątpienia akty krańcowej desperacji ludzi w bieli. Przystępując do nich musieli sami, w zgodzie z własnym sumieniem, podjąć tak trudne decyzje. Z pewnością nie byli pozbawieni rozterek etycznych i moralnych, musieli liczyć się z zarzutami łamania kodeksu etyki lekarskiej i innych zawodów medycznych. Cynicznie zareagował i wykorzystał to dziennik "Fakt" (z dnia 25.05.2006 r.), nazywając lekarzy terrorystami dla których chore dzieci są tylko zakładnikami. Fala oburzenia nie ominęła też innych poczytnych gazet codziennych donoszących o strajku w Górnośląskim Centrum Zdrowia Matki i Dziecka w Katowicach. Intencje piszących były oczywiste - wpłynąć na emocje czytelników i osłabić deklarowane w sondażach poparcie dla protestujących. I to w pewnej mierze, myślę że tylko przejściowo, im się udało.

Dlaczego tak wiele uwagi poświęcam temu problemowi? Tylko z pozoru nie dotyczy on naszej służby zdrowia. Funkcjonuje ona przecież w tych samych realiach, napotyka codziennie te same problemy, też jest niedoinwestowana, zatrudnia niemałą armię pracowników cywilnych, a lekarze wojskowi też nie są zachwyceni warunkami służby i pracy oraz płacami. Protest ogólnopolski popierany jest przez WIL, a nie uczestniczymy w nim czynnie tylko z przyczyn prawnych, ograniczających możliwości naszego działania. Potwierdzeniem tego jest Apel i Stanowisko XXII Zjazdu Lekarzy Delegatów WIL w sprawie akcji protestacyjnej pracowników ochrony zdrowia.

P.S. Sejmowa debata nad rządowym programem naprawy systemu ochrony zdrowia wreszcie się odbyła (7 czerwca br.). Niestety, ławy sejmowe świeciły wielkimi łysinami pustych miejsc, co przy tak nikłym zainteresowaniu nie wróży nic dobrego temu programowi. Także w ocenie Prezesa NIL jest to "zaledwie mały krok w dobrym kierunku".

Zbigniew UŁANOWSKI

Warszawa, 14 czerwca 2006 r.

"Skalpel" 2006/04 (lipiec-sierpień) - pismo Wojskowej Izby Lekarskiej w Warszawie.
Wydawca: Wojskowa Izba Lekarska w Warszawie.
Dla członków izby lekarskiej bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004-2020