Strona główna OIL
Strona główna PULS-u

   



90-lecie Pani Róży

Róża Nowotna-Walc
z mężem Janem Walcem
Ewa Dobrowolska

Pochodzi z rodziny, której członkowie zapisali się w historii medycyny, a nawet literatury polskiej. Ona sama, dr Róża Nowotna-Walc, jest świadkiem i uczestniczką wydarzeń rozgrywających się na ziemiach polskich przez dekady XX i XXI w. I lekarzem, rzecz jasna. Właśnie obchodzi swoje 90. urodziny.


W Krynicy, tuż nad Kryniczanką, przy deptaku, stoi dom zbudowany przez jej dziadka, dr. Bolesława Skórczewskiego, internistę i balneologa. Przed I wojną światową doktor był właścicielem "Zakładu dyjetetycznego". Pisał rozprawy, artykuły naukowe i książki, jego autorstwa jest m.in. "Klimatologia Krynicy, jako zakładu zdrojowo-kąpielowego".
Ojcem Pani Róży był dr Gustaw Nowotny. Absolwent UJ rezygnuje z asystentury w klinice krakowskiej i w 1912 r. przenosi się do Zakopanego, gdzie zostaje dyrektorem małego szpitalika pod Gubałówką, dołączając do pionierów zakopiańskiej medycyny. - Mój ojciec był przez pewien czas jedynym chirurgiem w Zakopanem - wspomina dr Róża Nowotna-Walc. - Wykonywał torakoplastykę, prowadził też wykłady na Uniwersytecie Jagiellońskim.
W 1920 r. rozpoczyna się budowa nowego szpitala, na Kotelnicy. Już po trzech latach zostaje oddany do użytku - uroczyście, w obecności prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego. Dr Nowotny i jego ekipa mają wreszcie wspaniałe warunki do leczenia pacjentów. Jednym z nich będzie Michał Choromański, który uczynił doktora Nowotnego bohaterem swojej powieści "Zazdrość i medycyna".
Rodzice rozeszli się, kiedy Róża Nowotna miała sześć lat. Wraz z matką i bratem zamieszkała w Krakowie.
W 1939 r. dr Nowotny załatwił dotację na rozbudowę szpitala. Córka pamięta, że w sierpniu rozpoczęto wykopy. A we wrześniu doktor poszedł na wojnę. Po kampanii wrześniowej trafił do Zagrzebia, później do Francji.
- Ojciec był komendantem szpitala wojskowego, załatwiał przerzut żołnierzy do Anglii - relacjonuje Pani Doktor. - Po kilku przesłuchaniach przez gestapo koledzy obawiali się o jego życie. Namawiali, żeby się ukrył, ale nie chciał. Wysłany do Dachau, według relacji sanitariusza z obozu zmarł z wycieńczenia.
Jego dzieci, Gustaw i Róża, zostały lekarzami. Podczas okupacji niemieckiej w warszawskiej Szkole Zaorskiego Róża Nowotna poznaje Jana Walca. Szybko stają się parą. Przed wybuchem Powstania obydwoje otrzymują przydział do służby medycznej batalionu "Zaremba-Piorun", do szpitala organizowanego w Zgromadzeniu Sióstr Rodziny Maryi przy ul. Hożej. Komendantem jest dr Edward Dreszer, jego zastępcą dr Gustaw Nowotny, brat Róży.
Trzeciego dnia walk powstańczych pożar niszczy drewnianą zabudowę klasztoru. Szpital zostaje przeniesiony na Poznańską 11, do gmachu PZU. Zaraz potem jest wśród personelu pierwsza ofiara Niemców - sanitariusz Andrzej Twardo. Ratując rannego, ginie od kuli snajpera. Msza, dwóch księży, mowy nad grobem na podwórzu. - Na długo zapanował nastrój ogólnego przygnębienia - wspomina dr Róża. - I nagle ktoś zaproponował: "A gdyby tak pożenić Jasiów?".
Ślub Róży Nowotnej z Janem Walcem, który odbył się 12 sierpnia 1944 r. w ocalałej z pożaru kaplicy Zgromadzenia Sióstr Rodziny Maryi, odnotowano jako pierwszy w Śródmieściu podczas Powstania. Prezenty ślubne odzwierciedlają skalę ówczesnych potrzeb i możliwości. Wanna pełna wody, prezent od szefa sanitarnego, plasowała się w górnych rejonach tej skali. Obrączki wycięte przez kolegę z łożyska karabinu maszynowego nosili przez 20 lat. I nosiliby nadal, gdyby nie sczerniały. Na weselu podano kanapki z nasturcją z ogródka klasztornego, dzieło matki przełożonej, komendant podesłał butelkę czerwonego wina. Kwiaty też były - dalie z pobliskiego Ogrodu Pomologicznego.
Szpital wciąż funkcjonował - bez wody, światła, jedzenia. W zdobytej przez powstańców pobliskiej mleczarni była studnia, był też agregat. Nocą dostarczano prąd na Poznańską, do zakładu rentgenowskiego doc. Witolda Zawadowskiego. - Późniejszy profesor radiologii, występując w roli laboranta, pomagał naszym lekarzom w usuwaniu rannym odłamków z użyciem ekranu - opowiada dr Róża.
- Zabiegi odbywały się nocą. Rannych trzeba było przenosić na noszach tam i z powrotem.
Po Powstaniu Róża i Jan opuszczają Warszawę 10 października, załatwionym za łapówkę samochodem, z dobrymi papierami. Docierają do domu rodziców Jana w Podkowie Leśnej. Jego ojciec, przed wojną ordynator chirurgii w Szpitalu Dzieciątka Jezus, jest w obozie jenieckim w Rumunii; wróci w 1946 r. Matka pracuje jako lekarz w obozie w Pruszkowie. Jej dom jest wypełniony po brzegi uchodźcami z Warszawy.
Po dyplomie w 1947 r. Róża Nowotna--Walc rozpoczyna pracę w I Klinice Chorób Wewnętrznych Szpitala Dzieciątka Jezus. Jan Walc jest na wolontariacie w Zakładzie Fizjologii UW; zarabia na życie jako internista. W 1961 r. dr Nowotna-Walc robi doktorat. W latach 1967-1991 jest zastępcą ordynatora Oddziału Chorób Wewnętrznych Szpitala Praskiego. Jej mąż zajmuje się tłumaczeniami literatury medycznej z francuskiego, angielskiego i niemieckiego. Długo choruje. Umiera w 1982 r. Syn tej pary, Jan, był krytykiem literackim. Zmarł na nowotwór w 1993 r. Córka Anna uczy francuskiego, tłumaczy i wychowuje sześcioro dzieci.
"Solidarność" otwiera nowy rozdział w życiu Pani Róży. Zostaje członkiem Krajowej Komisji Koordynacyjnej Pracowników Służby Zdrowia "S", współpracuje z Prymasowskim Komitetem Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom, bierze udział w pracach Okrągłego Stołu. W działalność izb lekarskich angażuje się od chwili ich reaktywowania. Od początku jest sędzią okręgowego sądu lekarskiego, uczestniczy w tworzeniu Kodeksu Etyki Lekarskiej. Jest posiadaczką najwyższych odznaczeń państwowych, lekarskich i samorządowych, m.in. Polonia Restituta, Gloria Medicinae, Laudabilis.


Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004  
Redaktor: puls@warszawa.oil.org.pl  
Data utworzenia: 2012-03-08