![]() |
Lekarze rodzinni Doktor Adam Rzeszotarski jest pediatrą. Po prawie 40 latach pracy zawodowej przechodzi na emeryturę. Ostatnie 25 lat leczył dzieci w przychodni przy ul. Klaudyny na warszawskich Bielanach. Przyjechał tu po wielu latach pracy w wiejskim ośrodku zdrowia. Ale nie było to dla niego miejsce zupełnie obce. - Żoliborz, Marymont to moje miejsca święte - mówi dr Rzeszotarski. - Jestem synem Adama Rzeszotarskiego, który walczył tu i dowodził oddziałem AK w czasie Powstania Warszawskiego i tu spotkała go osobista tragedia - śmierć pierwszej żony, syna i teściowej. Ja po latach przyszedłem w te same miejsca z pokojowym zadaniem - leczyć dzieci. Po dzielnicy chodzę śladami ojca. Rzeszotarski junior urodził się w wojskowym szpitalu w Penley, w Wielkiej Brytanii, bo wojenne losy zawiodły jego ojca po powstaniu do armii gen. Andersa, a potem do Anglii. Wkrótce jednak, pomimo obaw przed represjami, całą rodziną powrócili do Polski. Dlaczego wybrał medycynę? Adam Rzeszotarski sam dobrze nie wie. W rodzinie nie było tradycji lekarskich. Tylko jego ojciec - według życzenia babki - miał zostać lekarzem, ale posłano go do szkoły wojskowej. Był rotmistrzem 11. Pułku Ułanów. Dla młodego Adama wzorem lekarza był Karol Szwanke, przedwojenny lekarz z Ciechanowa, pochodzenia niemieckiego, który zapisał piękną kartę w czasie okupacji, mimo podpisania Reichslisty. Drugim był Julian Rytel, lekarz rejonowy, o szerokich zainteresowaniach humanistycznych. Może podjąłem tę decyzję trochę na przekór sobie - wspomina Adam Rzeszotarski. - W dzieciństwie i młodości bałem się lekarzy, zastrzyków, wszystkiego, co wiąże się z białymi fartuchami. Studia były wyzwaniem. Dostałem się, choć bez fajerwerków, bo z listy rezerwowej. Postanowiłem je skończyć, choćby dlatego, żeby nie robić nikomu kłopotu. Zamieszkałem w akademiku. Przez cały okres nauki miałem tylko 2 egzaminy poprawkowe. Po trzecim roku Adam, w ramach praktyki społecznej organizowanej przez ZSP, pracował w małym powiatowym szpitalu w Lidzbarku Warmińskim. Mógł asystować przy operacjach. To było jego pierwsze i bardzo ważne doświadczenie zawodowe. Studia ukończył w 1970 r. Jesienią rozpoczął staż lekarski w Szpitalu Powiatowym w Ciechanowie. Wkrótce ożenił się z młodszą koleżanką, Antoniną Seredyńską. Pociągała go laryngologia. Miał już przyrzeczone stypendium specjalizacyjne w warszawskim Szpitalu im. Orłowskiego (w 1972 r.), gdy upomniało się o niego wojsko. Trafił do jednostki w Przasnyszu, do garnizonowej izby chorych. Odsłużył tam 2 lata. Potem wybrał pracę w wiejskim ośrodku zdrowia w Szczytnie. Kolejne 10 lat wypełniała intensywna praca: organizacja ośrodka, praca w szpitalu w Płońsku, w pogotowiu ratunkowym, a jednocześnie przygotowania do specjalizacji z pediatrii. - Trzeba było pomagać w sąsiednich ośrodkach, w szpitalu opiekować się noworodkami, zdawać egzaminy specjalizacyjne - mówi dr Rzeszotarski. - Musiałem też załatwiać różne rzeczy dla swojej placówki niezwiązane z medycyną. I tak postępować, aby zachować twarz. Mogę śmiało powiedzieć, że już wtedy byłem lekarzem rodzinnym w obecnym znaczeniu - kontynuuje dr Rzeszotarski. - Funkcjonujące w tamtych warunkach struktury opieki medycznej zostały zlikwidowane, a reorganizacja przyczyniła się m.in. do upadku pediatrii. Na Mazowszu brakuje pediatrów, na dyżury zaprasza się emerytów. Co więcej, powstała w latach 90. instytucja lekarza rodzinnego, przeżywa teraz kryzys. Żona zrobiła specjalizację z radiologii w Płońsku. W 1984 r. rodzina Rzeszotarskich przeniosła się do Warszawy. Osiedlili się na Żoliborzu. Szczególnie zadowolona była dr Rzeszotarska, wcześniej mieszkanka Bielan. Pracę otrzymali w ZOZ-ie bielańskim. Dr. Rzeszotarskiemu powierzono organizację poradni dla dzieci na osiedlu przy ul. Klaudyny. Atmosfera w pracy była nerwowa, pacjenci agresywni, lekarze z pretensjami o nadmiar obowiązków. Ale dr Rzeszotarski wytrwał. W tej poradni jako pediatra pracował 15 lat. - Ceniłem sobie ówczesny system nadzoru merytorycznego - komentuje dr Rzeszotarski. - Ordynator oddziału dziecięcego Szpitala Bielańskiego wizytowała poradnię wraz z inspektorem ds. pediatrii ZOZ-u. Analizowaliśmy pracę, wymienialiśmy uwagi, nie była to inspekcja, ale rzeczowa rozmowa. Brałem też udział w oddziałowych szkoleniach. Nasz model organizacyjny służby zdrowia w zakresie opieki nad dziećmi był ceniony m.in. przez specjalistów francuskich. Został zniszczony przy okazji reformy. Znikła medycyna szkolna, podupadły szczepienia ochronne. W mojej poradni były one realizowane wzorowo. Prowadziliśmy akcje profilaktyczne. W ramach pracy odwiedzaliśmy szkoły, przeprowadzając bilanse, szczepienia, profilaktykę. Poradnia uważana była za jedną z najlepszych w Warszawie. Dziesięć lat temu radni dzielnicy i mieszkańcy osiedla zaczęli dopominać się o poradnię dla dorosłych. Dyrekcja ZOZ Bielany Żoliborz postanowiła otworzyć poradnię rodzinną. Dr Rzeszotarski został jej kierownikiem. Prowadził ją do 2009 r. - Wartość życia poczułem dopiero teraz, gdy po długim zwolnieniu przeszedłem na emeryturę - mówi. - Żona też jest na emeryturze, ale ponieważ radiolodzy są na wagę złota, ciągle pracuje w Szpitalu Bielańskim. Szalenie podoba mi się myśl ks. Jana Twardowskiego "Boże, spraw, ażebym nie zasłaniał sobą Ciebie, a zawsze wiedział, że nawet największego świętego niesie jak lichą słomkę mrówka wiary". Staram się żyć z uśmiechem, z poczuciem humoru, nawet wtedy, gdy spotykają mnie przeciwności losu. Małgorzata Skarbek |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2004
Redaktor:
puls@warszawa.oil.org.pl
Data utworzenia: 2010-02-16