![]() |
Dr Janina DĘBSKA (1926-2007) 1 sierpnia 2007 r., po pracowitym życiu związanym z wymarzoną medycyną, odeszła od nas dr Janina Dębska. Poznałyśmy się w klarysewskim zakładzie rehabilitacyjnym, gdzie odwiedzałam ciężko chorego brata. Janina była tam pacjentką. Czuła się chora, samotna, garnęła się do ludzi. Kiedyś mogła rozmawiać o wszystkim z mężem - odszedł w 1996 r. Nie umiała zaakceptować wdowieństwa. Przyszła na świat 1 lipca 1926 r. w Warszawie, jako czwarte dziecko Marii i Edwarda Wiśniewskich, farmaceutów. II wojna światowa. Janina wychodzi z niej z bagażem potwornych przeżyć, bez rodziców, bez domu - ale ze skrzydłami dziewiętnastu lat. W 1947 r. otrzymuje świadectwo dojrzałości. Dwa lata później rozpoczyna studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Łodzi. W 1952 r. przenosi się do Warszawy i tu w 1959 r. uzyskuje dyplom lekarza. Jest już od kilku lat żoną Jerzego Dębskiego, inżyniera elektronika. Snuje plany specjalizacyjne - decyduje się na medycynę fizykalną i balneoklimatologię. W 1960 r. rodzi jedynego syna, Andrzeja, który pójdzie śladami ojca, wybierze tę samą dziedzinę inżynierii. Jest dobry czas dla Janki, ma spokojny dom i miłość bliskich ludzi. Praca - najpierw w Rabce i w Połczynie Zdroju. Potem w Warszawie - w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. Jest lekarzem zakładowym Handlowej Spółdzielni Inwalidów, a następnie Zakładu Instalacji Sanitarnych Warszawa-Okęcie. Działa też w Przychodni Przemysłowej Budowlanych i w Przychodni Rejonowej w Wołominie-Słonecznej. Z radością kieruje Zakładem Przyrodoleczniczym sanatorium w Iwoniczu Zdroju. Ale najwięcej dobrych wspomnień zachowała Janka z lat pracy na rzecz Instytutu Badawczego Leśnictwa w Warszawie, gdzie kierowała zorganizowaną przez siebie poradnią. Myślę, że dała z siebie wszystko i otrzymała serdeczność podopiecznych. Emerytura nie przyniosła Jej radosnego odpoczynku i wytchnienia po trudach. Objawy chorób od lat "oswojonych" stały się trudne do zniesienia. Dopełnieniem dramatu był czerniak oka. Trudna walka z groźną chorobą, okresy nadziei, później wznowa, rozsiew - i przegrana walka o życie. Ostatnie lata Janina spędza w Łomiankach, wśród miłych i serdecznych ludzi, trwa przy Niej kochający syn. Odchodzi tak cicho, jak żyła, sierpniowej nocy 2007 r. Straciliśmy osobę inteligentną i towarzyską, kochającą medycynę. Wiem, że ten trudny zawód uprawiała mądrze i odpowiedzialnie. To dla Niej te słowa ode mnie: Byłaś dla nich i z nich. Odkrywałaś, ile chcieli ukryć. Między płucami, sercem i wątrobą krążyłaś sprytnym lisem pomocy. Jolanta Zaręba-Wronkowska Dr Irena KRAJEWSKA-POROWSKA (1942-2007) Odeszła od nas kochana Koleżanka i Przyjaciółka - dr Irena Krajewska-Porowska. Zawsze widziała swoje miejsce blisko ludzi chorych - była przekonana, że trzeba istnieć dla innych, by istnieć dla siebie. Została pielęgniarką (w 1961 r.). Pracowała z wielkim oddaniem. Ale nade wszystko chciała zostać lekarzem. I tak się stało. W 1972 r. we Wrocławiu otrzymała dyplom lekarza. W 1977 r. w Olsztynie uzyskała I stopień specjalizacji z pediatrii, w 1991 r. - II stopień z dermatologii i wenerologii. Przez 25 lat pracowała na Oddziale Dermatologii Centralnego Szpitala MSWiA w Warszawie pod kierownictwem prof. Kazimierza Jakubowicza. Z ciekawością i pasją nieustannie się kształciła - uczyła się nowych sposobów leczenia, pogłębiała wiedzę i doskonaliła rzemiosło lekarskie. Była wielkim, wspaniałym człowiekiem: dobrym, sumiennym, cierpliwym, życzliwym i uczynnym. Czas i siły nieustannie oddawała chorym i potrzebującym. Wierna i wyrozumiała w przyjaźni, ale krucha przez żarliwość współodczuwania i przeżywania wszelkich ludzkich nieszczęść. Z troską mówiła o dehumanizacji i technicyzacji medycyny. Rozumiała zalęknionego chorobą pacjenta, otoczonego przez aparaty i monitory, odczuwającego samotność z powodu braku przy nim lekarza-człowieka. Dwa lata temu głęboko przeżyła śmierć ukochanych brata Michała i męża Jerzego, którzy zmarli z powodu choroby nowotworowej. Choroba ta, rozpoznana niedawno i niespodziewanie, ale już w stanie zaawansowanym, dotknęła i Ją. Z wiarą i zaufaniem rozpoczęła leczenie. Towarzyszyła Jej troska, życzliwość i fachowość lekarzy, rodziny, przyjaciół, kolegów i pacjentów. Parę lat temu przeszła na emeryturę, ale prawie do końca życia pracowała w spółdzielniach lekarskich. Chora, martwiła się o swoich podopiecznych - pacjentów. Bardzo cierpiała. Cierpienie znosiła z bohaterstwem i niebywałą wytrzymałością. W maju obchodziliśmy Jej urodziny i imieniny. Była pogodna, ale skupiona i patrząca gdzieś dalej... Czesław Miłosz napisał: "Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna". 25 sierpnia 2007 r., pogodzona z losem, umarła spokojnie i cicho. Kiedyś Irena mówiła: "Życzę ci marzeń wielkich i odważnych, i odwagi, by je spełnić, abyś zawsze wiedziała, dlaczego warto żyć i o co walczyć". Słowa te brzmią jak Jej testament. Chociaż odeszła daleko, to stale będzie blisko nas. Jej życie zatoczyło koło; urodziła się w Nidzicy i wróciła do Nidzicy, tam została pochowana w grobie rodzinnym. Po spełnionym i pracowitym życiu niech odpoczywa w pokoju. Maria Łoza-Tulimowska i przyjaciele |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2004
Redaktor:
puls@warszawa.oil.org.pl
Data utworzenia: 2007-11-08