![]() |
Aby przystąpić do egzaminu na prawo jazdy, trzeba przejść podstawowe badania lekarskie. Płaci za nie przyszły kierowca. Aby przystąpić do egzaminu na zawodowe prawo jazdy, należy przejść bardziej skomplikowane badania: lekarskie i psychologiczne oraz wykazać się specjalnymi zdolnościami (np. dobry refleks). Takie postępowanie jest zasadne, zrozumiałe i nikt przeciwko niemu nie protestuje. Wiadomo, że kierowca prowadzący 30-tonową ciężarówkę lub duży autobus musi być zdrowy na ciele i umyśle. Jeżeli osoba prowadząca taki pojazd będzie niezdrowa lub niezrównoważona psychicznie, może spowodować straszną w skutkach katastrofę drogową. Podobnie jest z osobami, które mają kierować całym państwem. W razie ich niedyspozycji fizycznej lub psychicznej może dojść do katastrofy, która może objąć cały kraj. A zatem kandydatów na radnych, posłów, senatorów czy prezydentów również należałoby dokładnie przebadać. Takie badania, identycznie jak w przypadku zawodowego prawa jazdy, powinny być wykonywane w 100% odpłatnie. Każdy kandydat odbywałby następujące konsultacje: internistyczną, specjalistyczną (kardiolog, gastrolog, neurolog), psychologiczną, a w razie potrzeby - psychiatryczną. Powinien też mieć wykonane niezbędne analizy krwi (morfologia, lipidogram, krzywa glikemii i inne podstawowe parametry biochemiczne) oraz badania obrazowe (ECHO serca, test wysiłkowy EKG, USG + Doppler tętnic szyjnych i kręgowych - a w razie potrzeby tomografię komputerową tych naczyń lub rezonans magnetyczny głowy). Dopiero na koniec lekarz-orzecznik mógłby wydać opinię, czy dana osoba może kandydować na odpowiedzialne stanowisko w administracji państwowej, czy też nie. Jeżeli do ostatnich wyborów na posłów, senatorów i prezydenta RP startowało 11295 osób, na radnych gmin - 194387, do rad powiatów - 68131, do sejmików województw - 9341, na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast - 8227, to daje w sumie 291381 osób do przebadania. Jeżeli średni koszt badania wyniósłby 1000 zł - to do systemu ochrony zdrowia wpłynęłoby 291381000 zł. Oczywiście, przy takich kosztach nie wszyscy byliby skłonni kandydować. Ale gdyby nawet tylko połowa z nich się na to zdecydowała, to i tak będzie to ok. 150 mln zł. A to już niebagatelna suma. Kandydatom na przyszłych decydentów proponuję smaczny przepis, którego walory zdrowotne zapobiegają powstawaniu najczęstszych chorób cywilizacyjnych, niszczących m.in. serce, nerki i mózg, czyli: cukrzycy, nadciśnienia tętniczego i miażdżycy. Szałwia koi nerwy, czosnek obniża ciśnienie, makrela smażona na patelni w temperaturze nieprzekraczającej 130 stopni nie niszczy działających przeciwmiażdżycowo kwasów omega-3 nienasyconych. Do tego warzywa polane olejem z pestek winogron (znowu bogactwo omega-3) utrwalą kojące działanie na tętnice. Makrela z czosnkiem i szałwią Składniki: - 2 makrele, - 1/2 łyżeczki suszonej szałwii, - 2 łyżki masła, - 1 łyżka zielonego i białego pieprzu, - 2 ząbki czosnku, - 1/2 łyżeczki soli (lepiej z potasem), - tłuszcz do smażenia (masło klarowane lub oliwa z oliwek). Wykonanie: Makrele wypatroszyć, odciąć płetwy i głowy, dokładnie wymyć, następnie osuszyć i natrzeć solą. Czosnek rozgnieść bokiem noża z odrobiną soli. Ciepłe (miękkie) masło wymieszać z szałwią, czosnkiem i pieprzem. Masą tą wysmarować ryby wewnątrz. Smażyć długo, na wolnym ogniu, z obu stron, do uzyskania złotego koloru. Rybę można podać z surówką z pomidora, sałaty, cebuli, papryki, oliwek, kaparów i ziół - wszystko to suto polane olejem z pestek winogron. Michał MULARCZYK |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2004
Redaktor:
puls@warszawa.oil.org.pl
Data utworzenia: 2007-01-05