![]() |
"Sztuka unosi nas do stref, w których należy jak najczęściej przebywać, a najlepiej wcale ich nie opuszczać" - to motto życiowe Witolda Lutosławskiego, słynnego kompozytora, pianisty i dyrygenta, zaprzyjaźnionego z Julią Hartwig, moją ulubioną poetką. Zauroczenie jej twórczością zaczęło się bardzo dawno, bo w 1956 r., kiedy to zadebiutowała tomikiem wierszy "Pożegnania". Sięgnęłam po ten tomik ze względu na znajome nazwisko. Jej starszy brat, Walenty Hartwig, był kierownikiem Kliniki Chorób Wewnętrznych w Instytucie Doskonalenia i Specjalizacji Kadr Lekarskich w Warszawie, wykładowcą i egzaminatorem. Ze względu na jego erudycję i posługiwanie się piękną polszczyzną studenci nazywali go "złotoustym". Od tego pierwszego tomiku Julii zaczęła się moja przygoda literacka z autorką i trwa do dziś. Kupowałam nowe wydania wierszy i świetną prozę - monografię "Apollinare" w 1961 r., "Dziennik amerykański" czy notatki z podróży do Francji pt. "Zawsze powroty", o których pisałam w 2004 r. w "Pulsie" nr 3/2004. Niedawno Julia Hartwig obdarowała nas niedużą książeczką, ale jakże smakowitą - "Wybrańcy losu". Są to krótkie wspomnienia spotkań z zaprzyjaźnionymi poetami, pisarzami. Obcowanie z tymi ludźmi dawało jej satysfakcję i wzbogacało ją intelektualnie, z kolei bogata osobowość autorki dodawała blasku "wybrańcom losu". Ryszard Przybylski - pisarz, eseista, autor dzieł o romantyzmie i klasycyzmie - w posłowiu do "Z dzienników i wspomnień" Artura Międzyrzeckiego, męża Julii Hartwig, tak pisze o naszej współczesności: "nieopisany zamęt, kiedy to cynizm wyjeżdża między ludzi na oszustwie, jak prorok na czołgu, zdolny przekształcić mowę w kubeł z pomyjami". Przybylski w swoim oburzeniu nie waha się użyć ostrych słów, ale niepozbawionych racji. Tym bardziej zachwycają nas ludzie, którzy nie tylko posługują się pięknym słowem, ale godnie i pięknie żyją - jak Julia Hartwig, którą bym dopisała do listy "Wybrańców losu". Ü Anna BIEŻAŃSKA |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2004
Redaktor:
puls@warszawa.oil.org.pl
Data utworzenia: 2007-01-05