![]() |
Obchodzimy kolejne okrągłe rocznice wydarzeń ważnych dla wielu pokoleń Polaków. Ale w tym roku prawie niezauważona, przytłumiona w mediach wspomnieniami października na Węgrzech, minęła 50. rocznica polskiego października.Być może nie na czasie jest przypominać chwile wiary i nadziei, które prawie natychmiast przemieniły się w długie lata rozczarowań, ale ponieważ historia jest nauczycielką życia, uważam, że trzeba je pamiętać. Mam prawo wrócić wspomnieniami do 24 października 1956 r., na plac przed Pałacem Kultury w Warszawie, bo - jak niedawno się dowiedziałam - też wtedy tam byłam. Moja mama, porwana entuzjazmem, tak jak wielotysięczny tłum skandujący w nadziei prawdziwej wolności: Wiesław, Wiesław, trzymając niemowlę na rękach, płakała ze wzruszenia. Wspominając tamte dni, profesorowie Wojciech Noszczyk i Tadeusz Tołłoczko nie przyznają się do wzruszenia, ale mówią o entuzjazmie i wielkiej, choć krótkotrwałej, nadziei. Profesor Tołłoczko był wtedy w wojsku. Jak zwykle - i na tę okoliczność - ma anegdotę: Pamięta zorganizowany przez dowództwo jednostki wiec poparcia dla VIII Plenum KC PZPR ("plenum odnowy"). I pamięta jednego z dowódców, który - mówiąc z niepolskim akcentem - przekonywał wtedy: Toż ja taki sam Polak, jak i wy. ( ) Nu, każdy gdzieś urodzić się musi Profesor Noszczyk mówi: - Pamiętam, jak w oczekiwaniu czegoś niezwykłego, wraz z grupą studentów trzeciego roku, stałem w tym miejscu, gdzie tzw. patyk, kamienny słup, wskazywał centrum Warszawy. Przez kilkadziesiąt lat właśnie ów "patyk" pozostawał dla nas symbolem wyjścia w świat, do którego stolic odległości odmierzał. Na ten świat czekaliśmy do 1989 roku. Ewa Gwiazdowicz |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2004
Redaktor:
puls@warszawa.oil.org.pl
Data utworzenia: 2006-11-09