Strona główna OIL
Strona główna PULS-u

   



Sagi rodzinne: Ostyk-Narbuttowie - Bauerowie - Gellertowie. Kresowianie - cz. II

16 sierpnia 1939 roku dr Jan Bauer, major rezerwy WP, wyruszył na wojnę z najdalszych północno-wschodnich kresów Rzeczypospolitej - z Brasławia. Jak co roku rodzina była tam na wakacjach u babci, wdowy po doktorze Narbucie. Na stację ciuchci, która kursowała do Trok, odprowadzały go żona i córka. I wtedy Maria Bauerowa zobaczyła na niebie zorzę polarną. - Oj, to niedobrze wróży - powiedziała do córki.

Ostatni list
Maria z Narbuttów Bauerowa, dr Jan Bauer i ich córka Janina - lata dwudzieste
Długo zwlekały z wyjazdem. W Brasławiu mówili: jak córka i wnuczka Narbutta nie wyjeżdżają, to widać nie będzie wojny. Kiedy się w końcu zdecydowały, w Wilnie obowiązywało zaciemnienie. Pojechały do Warszawy ostatnim pociągiem.
W połowie września Maria Bauerowa otrzymuje od męża list, nadany pocztą polową z Chełma, gdzie mjr dr Jan Bauer jest komendantem szpitala wojskowego. Prosi, żeby żona z córką ewakuowały się na wschód, zapowiadając wysłanie podwody. W liście jest też zdjęcie majora w mundurze, zrobione w końcu sierpnia. Minę ma na nim poważną, ale w oczach widać uśmiech. Nikt nie dałby mu 55 lat. Kiedy list dociera, Warszawa jest już oblężona przez Niemców, major zaś, z całym szpitalem, ewakuowany gdzieś do południowo-wschodniej Polski. I zapewne tam, tuż po zajęciu
17 września wschodnich terenów Rzeczypospolitej przez Rosjan, trafia w ich ręce.
Przed Bożym Narodzeniem 1939 roku, akurat w straszną zadymkę, jak pamięta córka, przychodzi ostatni list, napisany ołówkiem, z adresem zwrotnym: Dom Wypoczynkowy im. Gorkiego w Kozielsku. - Pozwolili im napisać listy, żeby zdobyć adresy rodzin i móc je nękać. To były typowe metody NKWD - tłumaczy dr Janina Gellertowa. - Ojciec napisał, że czuje się dobrze, niepokoi się o nas, prosi, żebym się uczyła. I tyle tego.
Już na początku 1940 roku Maria Bauerowa podejmuje starania o zwolnienie męża z sowieckiej niewoli i zgodę Niemców na jego powrót, gromadząc niezbędne dokumenty. M.in. zaświadczenie z Oddziału Warszawskiego Związku Lekarzy Państwa Polskiego, że dr Bauer jest wybitnym specjalistą chorób wewnętrznych i nerwowych, z IX Komisariatu Policji Państwowej m.st. Warszawy, że "cieszył się opinią dobrą, do żadnych organizacyj politycznych nie należał, jak również w kartotekach osób ukaranych sądownie nie figurował".
Równocześnie pisze do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie, który w grudniu 1940 roku odpowiada: "chwilowo nie mamy możności przeprowadzenia jakichkolwiek poszukiwań na tamtym terenie. Żywimy nadzieję, że kontakt z wym. jeńcami po pewnym czasie wznowiony zostanie". Pieczęcie na kopercie świadczą, że list przeszedł przez niemiecką cenzurę.

W podziemiu

Przodkowie Jana Bauera pochodzili z Holandii, pradziad był ogrodnikiem. Jan urodził się w 1884 roku w podwarszawskich Wyczółkach w rodzinie ewangelickiej. Rodzice wcześnie zmarli, osierociwszy ośmioro dzieci. W 1905 roku Jan został wyrzucony z warszawskiego gimnazjum z "wilczym biletem" za czynny udział w strajku uczniowskim w walce o polską szkołę. Maturę zdawał jako ekstern w Petersburgu. Po studiach medycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1911 roku nostryfikował dyplom w Moskwie. Pracę lekarską rozpoczął w warszawskim Szpitalu Dzieciątka Jezus na oddziale wewnętrznym - z początku jako wolontariusz, później asystent i ordynator. Przez 3 lata, do 1922 roku, był lekarzem wojskowym - podczas wojny bolszewickiej w III Dywizji Legionów, następnie w I Brygadzie Kawalerii, gdzie został szefem sanitarnym. Od 1922 roku w Pomocy Lekarskiej dla Pracowników Państwowych.
- Byłam wychowywana bardzo surowo. Ojciec zawsze mi powtarzał: musisz się uczyć, zdobyć zawód, żeby radzić sobie w życiu, tym bardziej że jesteś jedynaczką - wspomina dr Janina Gellertowa. Była bardzo pilną uczennicą. Nawet 1 września 1939 roku poszła do szkoły. Ale tego dnia tylko ona chciała się uczyć.
Po zajęciu Warszawy przez Niemców Liceum Królowej Jadwigi funkcjonuje pod przykrywką szkoły krawiecko-bieliźniarskiej. W 1940 roku Janina Bauerówna zdaje maturę.
- Byłyśmy ubrane w białe bluzki i granatowe spódnice, na stolikach stały kwiaty, a matki pilnowały bezpieczeństwa. Miałyśmy szczęście, bo następnego dnia, kiedy zdawał inny komplet, wpadli Niemcy i maturzystki z profesorkami wylądowały na Pawiaku.
Na tajnych kompletach zdawał też maturę Jan Gellert, przyszły mąż Janiny, od sierpnia 1943 roku w batalionie "Miotła" zgrupowania "Radosław"; żołnierz powstania, odznaczony Krzyżem Walecznych. Ale Jan i Janina poznają się dopiero w 1952 roku, w Koszalińskiem.
Słynna Szkoła dla Pomocniczego Personelu Sanitarnego doc. Zaorskiego, stanowiąca przykrywkę Wydziału Lekarskiego UW, rusza w 1941 roku. Janina Bauerówna należy do pierwszego rocznika, ma indeks nr 493.
Już od jesieni 1939 roku obydwie z matką tkwią po uszy w konspiracji. Należą kolejno do Służby Zwycięstwu Polski, Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. Maria Bauerowa, nosząca pseudonimy "Mama" i "Renata", osobiście czuwa nad funkcjonowaniem lokali, w których w ciągu dnia pracują generałowie Michał Karaszewicz-Tokarzewski, a następnie Stefan Rowecki - "Grot" i inni dowódcy podziemia. Jednym z uczęszczanych przez nich lokali jest jej własne mieszkanie przy Marszałkowskiej 4, nazywane w konspiracji "kawiarenką". Przez całą okupację Maria jest też łączniczką do zleceń specjalnych komendanta głównego, a jej córka - "Inka" łączniczką Komendy Głównej SZP, ZWZ i AK.

Dwie karty pocztowe, list i telegram
28 lutego 1943 roku tajna niemiecka żandarmeria wojskowa przeprowadza w Lesie Katyńskim sondażowe wykopy. Od 29 marca do 3 czerwca 1943 roku trwa ekshumacja ciał z udziałem międzynarodowej komisji lekarskiej oraz przedstawicieli Polskiego Czerwonego Krzyża. 4 sierpnia tegoż roku dyrektor PCK informuje Marię Bauerową, że "na liście ekshumowanych ze zbiorowych polskich grobów w Kozich Górach (Katyń k. Smoleńska) pod nr. ewid. 03520 figuruje mjr Bauer Jan, syn Jakóba - bliższych danych brak. Przy nim znaleziono: 2 karty pocztowe, list i telegram. Z chwilą otrzymania depozytu, który znajduje się na razie w posiadaniu władz niemieckich, nie omieszkamy zawiadomić WPani".
PCK nie mógł spełnić obietnicy. W kwietniu 1945 roku Niemcy usiłowali przekazać dokumenty katyńskie Amerykanom, ale ostatecznie je spalili, żeby nie wpadły w ręce Sowietów.
Natychmiast po zajęciu Lasu Katyńskiego - 26 września 1943 roku - enkawudziści zaczynają rozkopywać cmentarz urządzony 3 miesiące wcześniej przez komisję PCK, niszcząc dowody własnej zbrodni i preparując dowody winy Niemców. 24 stycznia 1944 roku władze sowieckie wydają oficjalny "Komunikat Komisji Specjalnej do ustalenia i zbadania okoliczności rozstrzelania przez niemieckich najeźdźców faszystowskich w Lesie Katyńskim jeńców wojennych - oficerów polskich".
Rozpoczyna się wielkie kłamstwo katyńskie, które potrwa pół wieku.

Łączniczki

Podczas powstania konspiracyjna "kawiarenka" przy Marszałkowskiej 4 traci przydatność. Na tym odcinku ulicy Niemcy utrzymają się do końca. Dopiero 12 sierpnia, po wypędzeniu wszystkich mieszkańców, Marii Bauerowej udaje się dotrzeć na Mokotów, do placówki płk. Stanisława Kamińskiego. Będzie jego łączniczką. Po upadku Mokotowa powstańcy uciekają kanałami. Ostrzeliwani przez Niemców, zatruwani gazem błądzą, tracąc nadzieję na ocalenie. Ratuje ich oddział płk. Nowiny. Maria Bauerowa, ranna, oślepła na skutek działania gazu, zostaje umieszczona w szpitalu powstańczym przy Hożej 18.
Jej córka, łączniczka OV KGAK, 1 sierpnia miała przydział na Pańską. Potem była m.in. w gmachu PKO przy Marszałkowskiej, o który toczyły się ciężkie walki. Wiele razy przedzierała się z meldunkami, pod ostrzałem, na drugą stronę Alei Jerozolimskich. Trzykrotnie przechodziła kanałami z Powiśla na Mokotów - nawet wtedy, gdy otwartych włazów pilnowali Niemcy. - Miałam dużo szczęścia. Kiedy przebiegałam przez Aleje Jerozolimskie, tuż obok mnie przelatywały kule, ale żadna mnie nie dosięgła. W kanałach musiałam raz zawrócić, bo Niemcy ustawili nad włazem karabin maszynowy. Dopiero w ostatnich dniach powstania, kiedy pocisk trafił w dom u zbiegu Kruczej i Pięknej, wylądowałam w leju, doznając urazu kręgów szyjnych. Ale podniosłam się i pobiegłam dalej. Potem poszła fama po Mokotowie, że zginęłam. Po wojnie znajomi reagowali na mój widok, jakby ducha zobaczyli - wspomina.
Po kapitulacji Maria Bauerowa z córką wychodzą z Warszawy do Pruszkowa z ludnością cywilną. Po dwóch dniach w obozie przejściowym zostają skierowane do transportu jadącego, jak podejrzewają, do Niemiec. Uciekają pod Kielcami. W Kielcach mieszkają znajomi z Wilna. Po miesiącu intensywnego leczenia Maria Bauerowa odzyskuje wzrok i siły na tyle, by zgodnie z wcześniejszym rozkazem zameldować się u ostatniego dowódcy AK gen. Leopolda Okulickiego - "Niedźwiadka". Aż do stycznia 1945 roku będzie jego łączniczką.
Z rąk władz podziemnych porucznik Maria Bauerowa otrzymała za swą działalność Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami i Krzyż Walecznych. W 1981 roku została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, w 1984 roku Warszawskim Krzyżem Powstańczym.

Krajobraz po bitwie

Matka i syn - Janina i Ryszard Gellertowie, Brasław, 1989 rok
W 1950 roku Maria Bauerowa zostaje aresztowana pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rządu Londyńskiego. - Tak naprawdę chodziło o okupacyjną działalność mamy u boku władz podziemia i późniejszą przynależność do WIN - tłumaczy córka. - UB o tym wiedział, choć nie miał dowodów. Ale dowody nie były im potrzebne.
Skazana na 15 lat więzienia i 5 lat pozbawienia praw obywatelskich, 6 lat przesiedzi w więzieniach na Rakowieckiej, w Inowrocławiu i Fordonie. Zięcia - dr. Jana Gellerta - pozna podczas widzenia. Wychodzi na wolność na mocy amnestii w 1956 roku. Jej wnuk, przyszły profesor medycyny,
ma wówczas 3 lata. Po roku zostaje całkowicie zrehabilitowana przez sąd.
W 1956 roku zaczynają powracać do kraju Polacy z sowieckich łagrów i zesłania. Przekazują wiadomości rodzinom nadal więzionych. Część tych informacji znajduje potwierdzenie, ale większość okazuje się pomyłką lub mitem. Aż do 13 kwietnia 1990 roku w Polsce była znana imienna lista tylko 2876 nazwisk jeńców wojennych zamordowanych w Katyniu spośród 15 tys. więzionych w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Co do losu pozostałych nie było pewności przez pół wieku. Rodziny wciąż miały nadzieję, że oni żyją.
Maria Bauerowa ma wszelkie przesłanki, żeby tak myśleć. Zgłaszający się do niej repatrianci z ZSRR opowiadają, że w latach 1946-49 widzieli jej męża w Orszy w okolicach Morza Białego, potem w Workucie, w Komi. "Podając te wiadomości, siostra miłosierdzia twierdziła, że z nim współpracowała i że mój mąż był przekonany, że zginęłyśmy podczas powstania" - pisze do PCK w grudniu 1956 roku.
- "Twierdziła, że mąż był pozbawiony prawa pisania listów i że powinien po 10 latach wrócić do kraju". Jest więc skłonna przypuszczać, że podczas ekshumacji w 1943 roku doszło do pomyłki w identyfikacji ciała. I nie ustaje w poszukiwaniach. Pisze do repatriantów i biur dla nich zorganizowanych, do ambasady PRL w Moskwie, Głównego Zarządu Obozów Pracy w ZSRR, ministerstw zdrowia w Warszawie i Moskwie. Pisze listy i karty na nazwisko męża, wysyłając je pod adresami podawanymi przez repatriantów. Kompletuje i wysyła dokumenty. W 1961 roku chwyta się ostatniej deski ratunku: może rosyjscy lekarze go gdzieś widzieli, może pomogą. Apeluje do nich za pośrednictwem radzieckiego ministerstwa zdrowia. Ale odpowiedź jest krótka: nie mamy ewidencji lekarzy.
Żyjąca w ciągłym napięciu Maria Bauerowa jest w Warszawie sama. Córce nie udało się wybronić przed nakazem pracy; od 1952 roku pracuje najpierw w szpitalu w Bytowie, potem w Słupsku, gdzie kieruje też stacją krwiodawstwa. W 1953 roku wychodzi za mąż za dr. n. med. Jana Gellerta - chirurga, ortopedę i traumatologa, od 1957 roku ordynatora oddziału chirurgii urazowej i ortopedii Szpitala Wojewódzkiego w Słupsku. W 1971 roku dr Gellert zostaje dyrektorem Wojewódzkiego Ośrodka Rehabilitacyjno-Ortopedycznego dla Dzieci i Młodzieży w Zakopanem. Umiera 5 lat później na zawał, mając 52 lata.
Janina Gellertowa wraca do Warszawy z synem w 1972 roku. Pracuje jako lekarz-inspektor w Ministerstwie Komunikacji, potem jest orzecznikiem w ZUS. Po przejściu na emeryturę w 1996 roku poświęca się pracy społecznej. Za działalność konspiracyjną i powstańczą została odznaczona Krzyżem Wojennym Virtuti Militari, o czym dowiaduje się dopiero wiele lat po wojnie. Odbierze go, po weryfikacji, w 1990 roku. W 1983 roku otrzyma Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.
Syn Jana i Janiny Gellertów Ryszard kontynuuje tradycję rodzinną. Ma 3 specjalizacje: z interny, nefrologii i medycyny społecznej. Jest profesorem zwyczajnym medycyny, od 2005 roku ordynatorem oddziału chorób wewnętrznych i nefrologii w Szpitalu Bielańskim. Ü


Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004  
Redaktor: puls@warszawa.oil.org.pl  
Data utworzenia: 2006-05-18