Strona główna Meritum


Aktualny numer
Przegląd numerów Meritum
Przegląd tematyczny
Prawo (uchwały, apele)
Praca dla lekarzy
Komunikaty KPOIL
Z żałobnej karty
Szukaj w Meritum
Redakcja Magazynu Meritum


   

Strona istnieje od 1 stycznia 2002r.
Odwiedzana licznik razy.


    *** GRUDZIĄDZ   ***   TORUŃ   *** WŁOCŁAWEK  ***
Krótkie rozważania o odpowiedzialności za słowo
Rzecznik Praw Lekarza

      Kwestia odpowiedzialności za słowo (tak pisane jak mówione) należy do zagadnień o fundamentalnym znaczeniu dla samej istoty funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego, które jest świadome swoich praw ale także zna granice, po przekroczeniu których korzystanie z prawa zmienia się w jego naruszenie.
      W czasach, w których przyszło nam żyć bardzo prosto - ze względu na szeroki dostęp do środków masowej komunikacji, gdzie w zasadzie każdy może kreować treść umieszczanych publicznie zapisów (fora internetowe) - można dopuścić się naruszenia cudzych dóbr osobistych poprzez oczernienie kogoś, co bardzo często wypełnia też znamiona przestępstw zniesławienia (art. 212 kk) bądź zniewagi (art. 216 kk).
      Odpowiedzialność za słowo skryła się gdzieś w gąszczu komputerowych kabli. Wystarczy przejrzeć dowolne forum internetowe, aby zobaczyć, ile jadu, zawiści i przede wszystkim głupoty wylewa się spod klawiatury ludzi zaangażowanych w poszczególne wątki na forach.
      Osoby, które dokonują tego typu wpisów są pewne tego, że nikt nie zdoła rozszyfrować ich prawdziwych danych osobowych, a co za tym idzie mają poczucie całkowitej bezkarności. Nic nie zachęca bardziej do tego typu działań niż świadomość braku odpowiedzialności prawnej.
      Takie ujęcie sprawy nie zawsze jednak się sprawdza. Należy przede wszystkim pamiętać o tym, że także wydawca serwisu internetowego ma określone obowiązki w sytuacji gdy wpis znajdujący się na łamach takiego serwisu będzie naruszać czyjeś dobra osobiste a także wypełniać znamiona przestępstw zniesławienia lub/i zniewagi.
      Wspomniane obowiązki wydawcy wynikają z przepisów ustawy z 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz.U. nr 144, poz. 1204), która w art. 14 mówi:

1. Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę, nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.

2. Usługodawca, który otrzymał urzędowe zawiadomienie o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę i uniemożliwił dostęp do tych danych, nie ponosi odpowiedzialności względem tego usługobiorcy za szkodę powstałą w wyniku uniemożliwienia dostępu do tych danych.

3. Usługodawca, który uzyskał wiarygodną wiadomość o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę i uniemożliwił dostęp do tych danych, nie odpowiada względem tego usługobiorcy za szkodę powstałą w wyniku uniemożliwienia dostępu do tych danych, jeżeli niezwłocznie zawiadomił usługobiorcę o zamiarze uniemożliwienia do nich dostępu.

4. Przepisów ust. 1 - 3 nie stosuje się, jeżeli usługodawca przejął kontrolę nad usługobiorcą w rozumieniu przepisów o ochronie konkurencji i konsumentów


      Wobec powyższego, w sytuacji, w której zawiadomimy wydawcę serwisu internetowego o tym, że określony wpis narusza nasze dobra osobiste, a wydawca nie usunie go, będzie zachodzić przesłanka do jego odpowiedzialności odszkodowawczej. Zawiadomienie takie dobrze jest wysłać dwutorowo - mailem (aby maksymalnie przyspieszyć usunięcie obrażającego nas wpisu), a gdy mail nie będzie skuteczny, także pocztą tradycyjną, oczywiście za potwierdzeniem nadania.
      Kwestia odpowiedzialności karnej za przestępstwo zniesławienia czy zniewagi jest o tyle trudna, że są to przestępstwa prywatnoskargowe, a więc ścigane poprzez wniesienie i później popieranie przed sądem prywatnego aktu oskarżenia.
      W takich wypadkach prokurator może wszcząć postępowanie ze względu na przemawiający za tym interes społeczny. Nawet jeśli uzna, że interes społeczny nie wymaga tego, by wszcząć postępowanie z urzędu, możemy zwrócić się do organów ścigania o zabezpieczenie dowodów w sprawie czyli przede wszystkim ustalenie w miarę możliwości danych osoby, która dokonała określonego wpisu na forum internetowym. Rodzi to oczywiście kolejne problemy, bowiem operatorzy sieci internetowych (np. kablówki) często nie chcą przekazywać danych swoich klientów, niemniej jednak ustalenie danych osoby chowającej się za zasłoną internetowej anonimowości jest coraz bardziej możliwe. Realne jest postawienie takiego człowieka przed sądem w postępowaniu karnym lub cywilnym w sprawie o naruszenie dóbr osobistych.
      Zajmując się problematyką naruszenia dóbr osobistych, należy zwrócić uwagę na dość restrykcyjne stanowisko sądów, które stoją na stanowisku, że do naruszenia dóbr osobistych może dojść także np. w formalnej skardze (np. na lekarza) poprzez skierowanie jej do zbyt licznego grona osób (spoza kręgu służbowego nadzoru) czy przez umieszczenie w skardze nieprawdziwych lub obrażających inną osobę twierdzeń.
      We wrześniu 2009 r. na oddział ratunkowy jednego ze szpitali w Lublinie zgłosiła się pacjentka uskarżająca się na ból uda. Dyżurująca wówczas lekarka po tzw. zebraniu wywiadu stwierdziła, że pacjentka nie wymaga leczenia w szpitalnym oddziale ratunkowym. Odesłała kobietę do znajdującej się w pobliżu placówki, w której miała swego lekarza dyżurnego w ramach całodobowej opieki zdrowotnej.
      Pacjentka niezadowolona z takiej decyzji wezwała patrol policji do szpitala. Wizytę opisała też w pismach do dyrekcji szpitala, izby lekarskiej oraz sejmiku samorządowego. W skardze zarzuciła lekarce, że nie zbadała jej, nie przeprowadziła wywiadu środowiskowego, nie chciała się przedstawić ani wydać karty informacyjnej. Użyła też słów: "Taka niegodna zawodu lekarza była postawa pani doktor", "odmówiła jej w arogancki sposób". Przełożeni lekarki za bezzasadne uznali zarzuty w kwestii nieudzielenia pomocy pacjentce. Za nieprawidłowe zachowanie uznali natomiast brak założenia i wydania karty informacyjnej oraz brak możliwości identyfikacji lekarza przez pacjenta.
      Sama lekarka uznała, że zostały naruszone jej dobra osobiste poprzez: wezwanie patrolu policji do szpitala, użycie w skardze przez pacjentkę obrażających lekarkę stwierdzeń oraz przesłaniu skargi do samorządu lekarskiego i sejmiku samorządowego (zamiast jedynie do bezpośredniego przełożonego lekarki).
      Pozwana pacjentka powołała się na konstytucyjne prawo do krytyki i prawo do składania petycji, wniosków i skarg. Twierdziła też, że użyte przez nią słowa nie były obraźliwe lecz stanowiły tylko opis faktów.
      Sąd Rejonowy w Lublinie uznał, że pacjentka naruszyła cześć lekarki i dobre imię potrzebne do wykonywania zawodu lekarza. Sąd uznał, że pisma zawierały nieprawdziwe fakty np. braku zainteresowania pacjentką lub udzielenia jej wsparcia przez funkcjonariuszy policji, co mogło sugerować wyjątkowo złe zachowanie lekarki. Z zarzuconych jej zachowań potwierdziło się tylko niewystawienie karty informacyjnej oraz zatajenie danych osobowych (personalia lekarki ustaliły władze szpitala). Zdaniem sądu skarga wysłana do tak szerokiego grona zawierająca nieprawdziwe fakty i krzywdzące sformułowania przekraczała ustawowe ramy prawa do wyrażania opinii i naruszała dobre imię lekarki, a skierowanie pisma nie tylko do jej bezpośrednich przełożonych, miało jej dokuczyć i sprawić większą przykrość. Na skutek wyroku pozwana pacjentka miała zapłacić 2500 zł zadośćuczynienia.
      Przedmiotowy wyrok został utrzymany w mocy Sąd Okręgowy w Lublinie - sygn. akt II Ca 780/10. Sprawę opisała m.in. "Rzeczpospolita" w wydaniu z 4 kwietnia br.
      Przykłady dość restrykcyjnego podejścia do kwestii naruszenia dóbr osobistych (co za tym idzie możliwości popełnienia przestępstw zniesławienia lub zniewagi) w oficjalnych pismach lub skargach można znaleźć także w orzecznictwie Sądu Najwyższego. W tym kontekście warto przytoczyć wyrok SN z 3 listopada 2004 roku, w którym czytamy m.in.
      Prezentowany przez Sąd odwoławczy pogląd, że oskarżony w każdym przypadku kierowania do wymienionych w zarzucanym czynie organów (mowa o organach procesowych - przyp. K.I.), zarzutów pod adresem oskarżyciela, niezależnie od ich formy i treści, realizował własne prawa i tylko instytucje, do których kierował pisma z określonymi zarzutami uprawnione były do rozstrzygnięcia prawdziwości tych zarzutów, jest poglądem błędnym.
      Obowiązkiem sądu, w każdym wypadku, było rozważenie czy dla dochodzenia swoich ewentualnych racji i subiektywnie pojmowanych praw do realizowania swoich roszczeń, oskarżony nie wykroczył poza granice dopuszczalności kierowanych pod adresem oskarżyciela prywatnego zarzutów. Cześć określonej osoby, rozumiana jako kategoria normatywna, korzysta z ochrony prawnej niezależnie od tego, jaką dana osoba ma opinię u jednostki czy nawet w określonym środowisku.
      Zdaniem sądu odwoławczego, skoro oskarżony określone zarzuty pod adresem oskarżyciela prywatnego kierował do określonych organów procesowych, to - zgodnie z linią orzecznictwa - czynił to wyłącznie w uzasadnieniu lub w obronie swoich praw. Jest to pogląd bardzo uproszczony, nie pogłębiony analizą konkretnych wypadków i oceną, czy realizując swoje uprawnienia, treścią i formą stawianych zarzutów pod adresem oskarżyciela prywatnego, S.K. nie przekroczył granic działania potrzebnego do realizacji tych uprawnień w dążeniu do obrony swoich praw. Nie można podzielić stanowiska, jak czyni to sąd odwoławczy, że w pismach kierowanych do takich organów jak Sąd, Prokuratura czy dawnego Kolegium do Spraw Wykroczeń można pod adresem konkretnej osoby wysuwać każdej treści zarzuty, w każdej formie, w domniemaniu, że sprawca takich działań czyni to w dobrej wierze, przekonany, że broni swoich praw. Sąd odwoławczy ocenił, odmiennie niż uczynił to sąd I instancji, przesłanki podmiotowe działania oskarżonego w sposób wyjątkowo powierzchowny stwarzający błędne przekonanie, że dla realizacji dochodzenia swoich uprawnień, nawet subiektywnie pojmowanych, można stosować wszystkie środki bez jakichkolwiek ograniczeń. Tymczasem, niewątpliwie, pewnych granic przekraczać nie wolno(...)

      Właśnie ostatnie słowa przytoczonego powyżej orzeczenia Sądu Najwyższego stanowią właściwą pointę dla poczynionych w niniejszym tekście rozważań. Pamiętając bowiem o tym, że mając prawo do krytyki, do jej wyrażania w uznanej przez nas za właściwą formie, chcąc wyrazić dezaprobatę dla nierzetelnie naszym zdaniem wykonującego swoje obowiązki urzędnika czy lekarza nie możemy przekraczać pewnych granic. Granic przyzwoitości i dobrego smaku.

Krzysztof Izdebski

Meritum 2011 nr 5 - pismo Kujawsko-Pomorskiej Izby Lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Toruniu.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004-2020