Strona główna Meritum


Aktualny numer
Przegląd numerów Meritum
Przegląd tematyczny
Prawo (uchwały, apele)
Praca dla lekarzy
Komunikaty KPOIL
Z żałobnej karty
Szukaj w Meritum
Redakcja Magazynu Meritum


   

Strona istnieje od 1 stycznia 2002r.
Odwiedzana licznik razy.


    *** GRUDZIĄDZ   ***   TORUŃ   *** WŁOCŁAWEK  ***
Lubię bawić się słowami
Co mi w duszy gra?

      Dr Marta Eleonora Gajewska (rocznik 1985) ukończyła Uniwersytet Medyczny w Łodzi. Obecnie kończy staż podyplomowy w Specjalistycznym Szpitalu Miejskim im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dr Gajewska jest poetką, członkinią grupy poetyckiej WARS, a także aktorką i animatorką kultury. W 2010 roku ukazał się jej debiutancki tomik poetycki, zatytułowany "Szybka brama lekarstw".

      - Pani Doktor, określana jest pani jako poetka, aktorka oraz animatorka kultury. Skąd wziął się zatem pomysł na studiowanie medycyny?
      Od dawna ważne były dla mnie dwie pasje: teatr i medycyna. Niestety, wiem, że na studiach aktorskich mogłabym sobie nie poradzić pod względem wokalnym. A skoro nie mogłam zajmować się aktorstwem zawodowo, postanowiłam traktować je jako coś dodatkowego, jako hobby. Natomiast o byciu lekarzem marzyłam w młodości, później moje plany ulegały modyfikacjom, ale ostatecznie wróciłam do pierwotnego pomysłu i wybrałam medycynę.
      Jakby nie patrzeć, teraz to medycyna jest dla mnie na pierwszym miejscu, ponieważ wymaga największego zaangażowania. Natomiast miłość do teatru zawsze istniała i tak pozostanie. Zwłaszcza, że sztuką można się zajmować w wielu wymiarach - jeżeli nie realizując siebie na scenie, to chociażby przez uczestniczenie w spektaklach i festiwalach, a także w miarę możliwości w byciu na bieżąco z tym, co się dzieje na polskiej czy zagranicznej scenie teatralnej. Na pasjonowanie się aktorstwem - z mniejszym lub większym zaangażowaniem - zawsze znajdzie się wolną chwilę.

      - Kiedy zaczęła się Pani przygoda z aktorstwem?
      Zamiłowanie do teatru i poezji było we mnie zakorzenione odkąd pamiętam. Rodzice lubili chodzić do teatru, a moja mama, która jest nauczycielką, prowadziła zajęcia teatralne dla dzieci. Pod koniec podstawówki trafiłam w moim rodzinnym Aleksandrowie Kujawskim do teatru amatorskiego, prowadzonego przez Darię Danutę Lisiecką, która rozwinęła we mnie te zainteresowania. W ramach tego teatru tworzyliśmy bowiem autorskie spektakle, oparte między innymi na naszych własnych tekstach.
      Natomiast od zawsze moim marzeniem było założenie własnej grupy teatralnej, w której moglibyśmy samodzielnie współtworzyć dzieło w całości. Udało mi się to marzenie zrealizować na studiach. Na trzecim roku prowadziłam Teatr Eksperymentalny przy Akademickim Ośrodku Inicjatyw Artystycznych w Łodzi. To był teatr, który powstał poniekąd z przypadku - został stworzony przez ludzi skrzykniętych w internecie i na osiedlu akademickim. Zgłosiło się także kilka osób zupełnie niezwiązanych do tej pory z teatrem, które zobaczyły ogłoszenie i spontanicznie przyłączyły się do grupy.
      Potem na piątym roku udało mi się znaleźć pracę w Teatrze Nowym w Łodzi. Była to co prawda praca w Biurze Obsługi Widza, a więc jako twórca niewiele miałam do czynienia bezpośrednio ze sceną, natomiast bardzo wiele się nauczyłam o środowisku i teatrze dramatycznym, obserwując zawodowców od kuchni.
W międzyczasie kilkakrotnie miałam okazję prowadzić warsztaty teatralne dla dzieci i młodzieży, między innymi w Ciechocinku i Kamieniu Pomorskim.

      - Pamięta Pani swój pierwszy wiersz?
      Znalazłam kiedyś w papierach z dzieciństwa wiersz o jesieni, napisany na początku szkoły podstawowej. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że to mógł być mój pierwszy wiersz. Co ciekawe, o ile dzieci zwykle piszą mniej lub bardziej trafne rymowanki, o tyle ten wiersz był wierszem białym. Zresztą do tej pory prawie wcale nie rymuję w swoich utworach. Poza tym bardziej przemawiają do mnie białe teksty, moi ulubieni twórcy także zazwyczaj nie rymują.
      Mój oficjalny debiut poetycki nastąpił w 2002 roku - kilka moich wierszy ukazało się w "Cudnych manowcach", dodatku do pisma literackiego "Akant". W tym samym czasie dostałam także wyróżnienie w konkursie literackim "Otwórzmy okna", a nagrodzony tekst został opublikowany w antologii pokonkursowej. To był właśnie ten okres - początek liceum - kiedy pewne rzeczy się pozmieniały, dojrzałam i odważyłam się pokazać szerszej publiczności moje skrobane w zeszycie i chowane w szufladzie wiersze. Redagowałam wówczas także stronę w regionalnej gazecie "Puls Aleksandrowa", gdzie między innymi pisałam artykuły związane z poezją i publikowałam swoje teksty.
      Nie mogę nie wspomnieć o istotnej roli festiwalu poetyckiego "Biała Lokomotywa", odbywającego się od wielu lat w Aleksandrowie Kujawskim. W tych spotkaniach poetyckich, mających niewątpliwy wpływ na moją twórczość, uczestniczyłam na początku jako widz, potem przez jakiś czas działałam w biurze organizacyjnym, a w końcu występowałam jako poetka prezentująca swoje teksty. Poznałam tam wielu poetów, między innymi Piotra Goszczyckiego, który później zredagował mój tomik poetycki, oraz Piotra W. Rudzkiego, założyciela grupy poetyckiej WARS.

      - Czym jest dla Pani pisanie wierszy?
      Można to rozpatrywać w kilku kategoriach. Przede wszystkim jest odskocznią od tego, co robię na co dzień. Zresztą nie tylko tworzenie wierszy, ale ogólnie samo pisanie pomaga trochę poukładać myśli, które kłębią się w głowie. Jestem osobą, która do wszystkiego podchodzi dosyć emocjonalnie, a wiadomo, że w medycynie bardzo dużo się dzieje i trzeba umieć znaleźć sobie do tego dystans. Pisanie na pewno pomaga mi oderwać się od codzienności.
      Z drugiej strony, bardzo lubię bawić się słowami, prowadzić gry słowne, zarówno pisząc, jak i rozmawiając z innymi. Język literacki - zwłaszcza język polski, który jest niezwykle kolorystyczny - daje mnóstwo możliwości. Sprawia mi przyjemność na przykład znajdowanie nowych, być może ciekawszych zastosowań dla znanych słów. Przyznaję, że szczególnie interesujące jest wykorzystywanie w poezji terminów medycznych.

      - Skąd czerpie Pani inspiracje do swoich tekstów?
      W moim tomiku jest wiersz zaczynający się od słów: "Czasem potrzeba inspiracji" i myślę, że to jest najlepsza odpowiedź na to pytanie. Tak naprawdę wszystko może być źródłem inspiracji. Wśród moich tekstów znajduje się między innymi cykl wierszy "Odchodząc", z których część powstała pod wpływem obserwacji poczynionych podczas pracy w szpitalu.
      Ale równie dobrze wstępem do wiersza może być coś, co zobaczyłam na scenie, co wydarzyło się na festiwalu poetyckim albo w kuchni podczas gotowania obiadu. To nie jest tak, że piszę wiersze tylko będąc w określonej sytuacji czy nastroju. Kiedyś emocje - zwłaszcza smutek, przygnębienie - częściej przekładały się na moje wiersze. Jednak z czasem nabiera się dystansu do swojego pisania, łatwiej jest podejść do niego od strony literackiej, obiektywnej.

      - A jakie przesłanie wynika z Pani wierszy?
      To trochę brzmi jak pytanie: co autor miał na myśli. I to jest pytanie, którego nie lubimy, bo interpretacja wiersza może być niezwykle szeroka. Najistotniejsze jest to, co czytelnik wynosi dla siebie z danego wiersza, jak ten wiersz na niego wpływa, czy daje mu do myślenia. Najlepiej widać to porównując, jak czytają wiersze osoby, które w jakiś sposób zajmują się językiem, a jak czytają te wiersze osoby, które w ogóle nie interesują się poezją.
      Na przykład w odniesieniu do mojego tomiku spotkałam się między innymi z opinią, że jest on bardzo smutny i pytano mnie, skąd to przygnębienie. A niewykluczone, że czytelnik był akurat w takim stanie emocjonalnym, że właśnie tak odczytywał niektóre wiersze. Inną kwestią jest zbyt dosłowne traktowanie tekstów. Bardzo często piszę je w pierwszej osobie, ale to wcale nie znaczy, że te wiersze przedstawiają mnie, moje emocje i moje doświadczenia. To może być wynik obserwacji zupełnie obcej osoby na przystanku autobusowym i opisanie emocji, które - jak mi się wydaje - ta osoba właśnie w tym momencie odczuwa.
      Nie można też całego tomiku zaszufladkować, gdyż każdy z wierszy mówi sam za siebie, i choć tworzą one pewną historię, należy je odczytywać osobno.

      - Jest Pani członkinią grupy poetyckiej WARS, która zrzesza osoby ceniące sobie podróżowanie koleją i posiadające w swoim dorobku wiersze o tematyce kolejowej. Zastanawiam się, czy w Pani przypadku najpierw pojawiły się wiersze o tematyce kolejowej, czy też najpierw zrodził się pomysł przystąpienia do tej grupy...
      Przyznam szczerze, że nie jestem chyba najbardziej reprezentatywną członkinią grupy poetyckiej WARS. Owszem, lubię podróżować, także pociągami, ale o prawdziwej kolei nie mam dużej wiedzy - w przeciwieństwie do założycieli grupy. Istotna jest dla mnie sama podróż, środek transportu to sprawa drugorzędna. Uważam zresztą podróże za świetne źródło inspiracji, bo patrząc na pasażerów czy wyglądając przez okno, można zaobserwować wiele ciekawych zjawisk.
      Mam kilka wierszy, które powstały w pociągu czy na dworcu. Mam też utwory związane z "Białą Lokomotywą", co samo przez się jest tematyką kolejową. A do grupy poetyckiej WARS przyciągnęła mnie przede wszystkim atmosfera, ludzie ją tworzący, możliwość współpracy z innymi poetami, możliwość wzajemnego wspierania się i promowania.

      - W ubiegłym roku wydała Pani debiutancki tomik wierszy. Czy jego wydanie było w pani życiu momentem przełomowym?
      Na pewno zawsze chciałam wydać książkę, ale nie sądziłam, że nastąpi to tak szybko. Propozycja publikacji tomiku, która wyszła od Piotra Goszczyckiego, była dla mnie dużą niespodzianką, zwłaszcza że zbiegła się w czasie z ostatnimi egzaminami na studiach. Obiektywnie rzecz biorąc, nie był to najlepszy moment na bawienie się w korekty, wybieranie wierszy i szlifowanie ich, ale byłam zdeterminowana i jak widać udało mi się pogodzić jedno z drugim.
      W tomiku znalazły się zarówno wiersze, które powstawały bardzo wiele lat temu, jak i wiersze z ostatnich miesiący - można zatem na nich prześledzić ewolucję mojej poezji. Ten tomik zamyka dla mnie pewien okres twórczości i jednocześnie kończy też pewien etap życia. Skończyłam studia, rozpoczęłam pracę, wyszłam za mąż - rozpoczął się nowy etap w moim życiu i mam nadzieję, że w pisaniu również. Na pewno nie jest to punkt końcowy - wierzę, że dalej będę tworzyć i publikować swoje wiersze.
      Tak naprawdę, z chwilą wydania pierwszego tomiku wierszy staram się bardziej poważnie traktować swoją literacką pasję.

      - Czy wydanie pierwszego tomiku wierszy jest tym momentem, w którym można już o sobie mówić, że faktycznie jest się poetą?
      Znów zacytuję fragment wiersza: "nie nazywajcie mnie poetką, nie uczyłam się pisać". Staram się nie mówić o sobie, że jestem poetką. Nie należę też do Związku Literatów Polskich. Ale na pewno jest to taki moment, w którym przestaje się pisać wyłącznie do szuflady i myślę, że to w jakiś sposób definiuje mnie jako twórcę. Debiut książkowy jest w pewnym sensie zobowiązujący.

      - Czy uważa Pani, że w naszym kraju ktoś czyta wiersze, że w dzisiejszych czasach poezja ma jeszcze dla ludzi jakieś znaczenie?
      Na pewno ma znaczenie, choćby to było znaczenie jednostkowe. Gdyby na wieczorku autorskim pojawiło się 50 osób i tylko jedna z nich wyszła z wrażeniem, że usłyszała coś ważnego, to już jest dużo. Wiadomo, że poezja nie jest komercyjna.
Na koncert przyjdzie mnóstwo ludzi, a na spotkaniu poetyckim może być siedem osób, z czego trzy będą zaproszone przez autora, dwie przez wydawcę i dwie trafią z przypadku. Ale poezja jest ważna i musi istnieć, bo naprawdę wywiera duży wpływ na życie ludzi, nawet jeśli są to tylko jednostki.

      - Na koniec wróćmy do medycyny. Ten wątek pojawił się już zresztą w naszej rozmowie - bycie artystą nieodmiennie kojarzy się z wrażliwością, być może nawet ze swoistą nadwrażliwością. Czy taka emocjonalność pomaga czy przeszkadza w pracy lekarza?
      Wydaje mi się, że pomaga. Na pewno pomaga w kontakcie z pacjentem, w nawiązywaniu podmiotowej, a nie przedmiotowej relacji. Nie mam może jeszcze dużego doświadczenia, ale z moich obserwacji na oddziałach wynika, że pacjenci są często traktowani przedmiotowo, że nikt z nimi nie rozmawia. Nieraz w swojej krótkiej pracy spotkałam się z pacjentami, którzy nic nie wiedzieli o swojej chorobie; którzy od tygodnia leżeli w szpitalu i wiedzieli, że coś im dolega, ale nie wiedzieli, na czym to polega, z czym się wiąże, co mogą jeść, i tak dalej - nikt im tego nie wytłumaczył, bo nikt nie miał na to czasu.
      Ta sytuacja jest niestety związana z funkcjonowaniem całego systemu zdrowotnego - albo nie ma czasu, albo są za małe pieniądze. Powodów do narzekania jest mnóstwo, a pacjent zawsze stoi na końcu tej kolejki.
      Wydaje mi się, że ta wrażliwość pomaga poświęcać pacjentom więcej uwagi - zwłaszcza będąc na stażu mogę sobie pozwolić na to, by więcej z nimi rozmawiać.
      Inną kwestią jest konieczność i umiejętność zachowania dystansu wobec tego, co dzieje się w pracy. Myślę, że minie jeszcze wiele lat, zanim nabiorę profesjonalnego dystansu i nauczę się całkowicie oddzielać od siebie te sfery. Szczęśliwie na chwilę obecną wydaje mi się, że całkiem dobrze radzę sobie z poetycką wrażliwością, więc mam nadzieję, że również w przyszłości nie będzie mi to przeszkadzać.

      - Dziękuję bardzo za rozmowę.

      (Tomik poetycki "Szybka brama lekarstw" jest dostępny w Bibliotece KPOIL w Toruniu oraz poprzez kontakt z autorką: martavampiria@yahoo.com).

Rozmawiała: Dominika Kisielewska
Zdjęcia pochodzą ze zbiorów dr Marty Gajewskiej


Oddałam Ci serce
Całe
Obydwa przedsionki
Obydwie komory
Razem z układem
Bodźco - przewodzącym
Od tego czasu
Noszę w sobie obcy mięsień
Funkcjonuje
Dzięki sztucznemu rozrusznikowi
Data ważności
Nie - do - odczytu
  "Wrzesień"

Powiedział
- O poranku jesteś piękna...
Emanujesz poezją...
Pomyślałam
- Poeta...
Z takimi
Podobno nie da się żyć.
  W wagonie pierwszej klasy czasem wolę stać
Pseudoluksusowe siedzenia są zbyt
niewygodne
I jeszcze trzeba pamiętać które miejsce jest czyje...
Chyba piszę prozę... - myślę wpatrując się
w okno
Plebejskiego wagonu klasy drugiej
W przedziale przeciętniaków
Co trzeci pasażer trzyma czule laptopa
na kolanach
Monotonny stukot pociągu...
Wreszcie można spokojnie popracować.
Kolejna przesiadka, tym razem osobowy...
Kosz na śmiecie odpada od ściany
Na plastikowym siedzeniu
Czytam wiersz wypisany markerem
Misiu - Kocham Cię - Twoja Gwiazdka
 
Zamykam miłość
w esemesie
mieści się
w tysiąc osiemset trzydziestu sześciu literach
nie mam w zwyczaju robić spacji
Czytasz i widzisz
mnie
bez przerwy.
  Z serii "Odchodząc"

Nic się nie da zrobić - usłyszał...
...
Fala bezradności:
- A jakby... a może... nic...
Fala nienawiści:
- To Oni! Powinni próbować! Winni...
Fala pustki:
- Jak to... bez Niej? Dalej...?
A Ona
Przymknęła powieki,
Żeby nie widzieć bieli
A zobaczyć światło
I nie ruszając z miejsca
Zrobiła kolejny krok Ostatni.
  Nie silę się na epitety
wielkich wieszczów, klasyków, awangardy
nie staram się o metafory
Czesławskie, Wisławskie, Mironowskie
nie szukam oksymoronów
to są zbyt trudne słowa
Nie nazywajcie mnie poetką
nie uczyłam się pisać.


Meritum 2011 nr 5 - pismo Kujawsko-Pomorskiej Izby Lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Toruniu.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004-2020