Strona główna Meritum


Aktualny numer
Przegląd numerów Meritum
Przegląd tematyczny
Prawo (uchwały, apele)
Praca dla lekarzy
Komunikaty KPOIL
Z żałobnej karty
Szukaj w Meritum
Redakcja Magazynu Meritum


   

Strona istnieje od 1 stycznia 2002r.
Odwiedzana licznik razy.


    *** GRUDZIĄDZ   ***   TORUŃ   *** WŁOCŁAWEK  ***
Pamięci profesora Tadeusza Reichsteina
Wspomnienie

w 110. rocznicę urodzin pierwszego polskiego pochodzenia noblisty w dziedzinie medycyny

      Kim był profesor Tadeusz Reichstein? W Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN znajdujemy o nim taką informację: Tadeusz Reichstein, urodzony 20 lipca 1897 r. we Włocławku, chemik szwajcarski, polskiego pochodzenia, od 1934 r. profesor uniwersytetu w Bazylei; niezależnie od Waltera Harwortha w 1933 r. dokonał syntezy kwasu askorbinowego (witaminy C). W wyniku prac nad hormonami kory nadnercza wyizolował 26 hormonów, między innymi w 1936 r. kortyzon. W 1950 r. otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny wraz z Edwardem Kendallem i Philipsem Henchem za prace dotyczące struktury oraz biologicznego działania hormonów kory nadnercza. Zmarł 1.08.1996 r. w Bazylei, wkrótce po rozpoczęciu setnego roku życia.

      Przedstawiony zwięzły biogram Tadeusza Reichsteina nie jest pełny. Uwzględnia w skrócie jego osiągnięcia naukowe, ale nie przedstawia tego, co było w nim najcenniejsze. Znamionowała go wybitna empatia. Spełniał on ideały wychowawcze starożytnej Grecji: "kalos-kagathos". Piękny i dobry. Odznaczał się pełną harmonią zalet duszy i ciała, skromnością i szlachetnością. Szczególnie uderzała jego dobroczynność i dobrotliwość. Nie odmawiał on swej pomocy nikomu, kto jej potrzebował. Z własnych funduszy ofiarowywał stypendia biednym studentom, wspierał sierocińce, pomagał biednym artystom. Wszystko czynił bezinteresownie. Nie dla poklasku, ani wdzięczności. W naszych współczesnych czasach tak pełnych wyobcowania ludzi, jego osobowość była niezwykła i urzekająca swą bezinteresowną dobrocią. Oto jak oceniali go ludzie, z którymi się spotykał i którzy z jego strony doznali aktów dobroczynności:
      Dr Maya Rauch - Szwajcarka - "Byłam biedna i musiałam troszczyć się jeszcze o moją matkę i młodszego brata. Dlatego też równocześnie moje studiowanie wymagało ode mnie wielkiego wysiłku i było ponad moje siły. Przyjaciele mojego zmarłego ojca zwrócili się między innymi do prof. Reichsteina, czy mógłby mi pomóc w ukończeniu studiów. Wtedy on napisał do mnie i zaprosił do siebie. Co miesiąc on i jego żona dawali mi trochę pieniędzy, abym mogła studiować. Czynili to niezwykle taktownie. Byli jedynymi ludźmi jakich znałam, którzy gdy komuś pomagali, to nie wymagali potem podziękowań na klęczkach. Oni cieszyli się z tego, gdy ktoś miał coś pięknego. Żona profesora chodziła ze mną od czasu do czasu do najlepszego sklepu w Zurychu, aby mi kupić bardzo elegancką suknię, abym była dobrze ubrana, a gdy skończyłam studia, cieszyli się wraz ze mną, że otrzymałam pracę."
      Nikt nie wie, ilu ludziom profesor Reichstein pomógł w ten czy inny sposób. Gdy widział, że ktoś potrzebuje pomocy i że ta pomoc jego da jakiś efekt, zawsze pomagał. Bardzo dużo pomocy udzielił ludziom w Polsce, a również w Związku Radzieckim. Wszystkim pomagał. W Izraelu współpracował z prezydentem Weizmannem, który otworzył instytut dla sierot. Wspierał też fi- nansowo kibuc dla sierot. Trudno jest wprost powiedzieć, jak dużo on pomagał. Sam natomiast żył w niewiarygodnie skromnych warunkach. Używał pociągu, ale w najniższej klasie, choć miał samochód. Nigdy nie działał na pokaz. Gdy był zjazd chemików i spotykali się tam luminarze nauki światowej, wielu z nich przyjeżdżało mercedesami i z kierowcami. A pan Reichstein - laureat nagrody Nobla, pojawiał się idąc na piechotę od strony przystanku tramwajowego, taszcząc pod pachą swoją teczkę".
      Lina Guinaud - Polka z Torunia, która dzięki pomocy profesora mogła studiować w Szwajcarii: "Profesor pomagał bardzo wielu zupełnie nieznanym ludziom. Podtrzymywał różnymi stypendiami wiele osób, które znalazły się w trudnych warunkach, lub na które się natknął. Po jednym spojrzeniu decydował: tak, pomogę tobie. Można jeszcze spotkać mnóstwo ludzi rozsianych po całym świecie, którzy zawdzięczają profesorowi albo ukończenie studiów, albo jakiś etap, w którym znaleźli się w poważnych kłopotach. Po wojnie profesor zajmował się sierotami, które w jakiś sposób znalazły się w Szwajcarii i były przejmowane przez różne charytatywne organizacje. Profesor bardzo pomagał finansowo tym organizacjom. Jest taka szkoła sierot w Izraelu, którą też wspierał w pierwszych latach po wojnie. W tej szkole były nie tylko dzieci żydowskie, ale takie, które nie wiedziały do jakiej części świata należą, które utraciły rodziców w czasie wojny i bardzo z tego powodu cierpiały. Była to wielka rzecz, że wreszcie te tułacze dzieci mogły gdzieś pojechać i znaleźć dobrą opiekę. Jedną z piękniejszych cech profesora było dzielenie się swoją wiedzą z innymi. On zawsze wierzył w dobrego człowieka, chociaż w swym życiu napotkał wielu ludzi niedobrych. Jest to naukowiec, którego nie można w ogóle porównać z żadnym innym. Może gdzieś są jeszcze tacy jak on, ale ja ich nie znam. Przez całe jego życie jego myślą przewodnią było tylko dobro ludzkości. Był to wspaniały i niezwykły człowiek".
      Prof. Józef Sawlewicz - chemik, emerytowany profesor Akademii Medycznej w Gdańsku, który jeszcze przed II wojną światową w Zurychu pracował w pracowni prof. Reichsteina w Zurychu, przygotowując swą pracę doktorską: "Prof. Reichstein był zawsze uczynny i pomagał wielu ludziom. Jego matka doskonale mówiła po polsku, a sam profesor rozumiał, ale nie mówił już w tym języku. Oceniam go jako człowieka o wielkiej życzliwości do ludzi. Podczas mojej bezpośredniej współpracy spotkałem się z jego ogromną chęcią przekazywania swojej wiedzy mnie i innym pracownikom. Cechowała go wielka serdeczność, życzliwość i umiejętność kierowania pracami. W razie trudności w rozwiązywaniu problemów zawsze był gotów z pomocą. Charakteryzowała go wielka wiedza i stała dążność do jej pogłębiania. Mogę mówić o nim tylko w najwyższych superlatywach jako o człowieku i uczonym wielkiej miary".
      Dr Tomasz Gołąb - chemik - obecnie zamieszkały w Stanach Zjednoczonych: "Znajomość moja z prof. Reichsteinem datuje się od 1953 rokus, w którym to roku rozpocząłem studia chemiczne na Uniwersytecie w Bazylei. Mój bliższy kontakt z profesorem nastąpił dopiero w 1957 roku, kiedy po ukończeniu studiów poprosiłem profesora o przyjęcie mnie do grupy jego doktorantów, na co profesor wyraził zgodę. Byłem zaszczycony możliwością pracy naukowej pod kierunkiem jednego z najznakomitszych chemików tego okresu i te lata pracy zaliczam do najlepszych w moim zawodowym życiu. Prof. Reichstein był człowiekiem o niezwykłej pracowitości (od wczesnego ranka do późnej nocy), ogromnej wiedzy. Wpoił w nas, uczniów, swój entuzjazm badacza. Profesor dzielił się z nami swą wiedzą, kierował umiejętnie naszymi badaniami, pomagał w rozwiązywaniu trudniejszych problemów. Pomoc profesora nie ograniczyła się jedynie do zakresu prac naukowo- -badawczych, ale dotyczyła również spraw życia codziennego. Podam kilka przykładów: Profesor troszczył się o sprawy materialne swoich doktorantów. Po włączeniu mnie do grona swoich współpracowników, profesor wystarał się dla mnie o stałe, miesięczne dotacje z uniwersytetu. W moich warunkach miało to oczywiście duże znaczenie. W tym czasie miałem prawo azylu i pobytu w Niemczech Zachodnich. Mieszkałem w małym miasteczku przy granicy szwajcarskiej. Do Bazylei musiałem codziennie dojeżdżać. Władze szwajcarskie odmawiały mi prawa zamieszkania w Bazylei na okres studiów doktoranckich. Gdy dowiedział się o tym prof. Reichstein, postanowił zaraz interweniować i razem ze swoim przyjacielem spowodowali anulowanie poprzedniej decyzji i uzyskanie zezwolenia na zamieszkanie w Bazylei. Muszę podkreślić, że nie ja zwracałem się do profesora o pomoc. Każda pomoc prof. Reichsteina dla mnie w okresie moich studiów w Bazylei była jego osobistą inicjatywą, pomysłem i decyzją. Prof. Reichstein otaczał opieką wszystkich swoich uczniów niezależnie od kraju ich pochodzenia, ale wydaje mi się, że specjalną opieką otaczał ludzi z Polski. Podczas mego pobytu w Bazylei przewinęło się przez Instytut Chemii Organicznej jeszcze czterech Polaków".
      W związku z honorowaniem w ostatnich latach życia profesora Tadeusza Reichsteina przez polskie instytucje, przedstawiciele Ambasady Polskiej w Bernie odwiedzali go kilkakrotnie w Bazylei. Radca Kulturalny i Prasowy tej Ambasady Jan Zieliński, uderzony skromnością i serdecznością profesora, tak opisał spotkania z nim: "Miałem w ostatnich latach kilkakrotnie okazję odwiedzać profesora Tadeusza Reichsteina w jego uroczym starym domku, położonym w głębi olbrzymiego ogrodu w willowej dzielnicy Bazylei. Już sam ogród jest rzeczą charakterystyczną: bujną, pozornie chaotyczną, żywiołowo rozwijającą roślinnością, wśród której rzucają się w oczy rozmaite odmiany paproci. Odbijał się on od schludnych, zadbanych ogródków szwajcarskich. Profesor też nie przypominał z wyglądu innych uczonych. Drobny, w wytartym swetrze, witał przybyszów ciepłym uśmiechem. W roku 1994 dane mi było asystować przy wręczaniu przez Prezesa PAN medalu Kopernika. Podziwialiśmy wówczas skromność profesora Reichsteina, który odznaczenie przyjął, ale od razu zaznaczył, że przekaże je do muzeum, podobnie jak to w swoim czasie zrobił z dyplomem nagrody Nobla. Profesor, acz w zasadzie po polsku już nie mówił - nad czym ubolewał - w ostatnim czasie często wtrącał słowa i całe frazy polskie. Używał wówczas, mówiąc o sobie - rzecz zabawna - żeńskich form czasowników. To ślad po tym, że w domu rodzinnym po polsku mówiła przede wszystkim matka. Miałem też nieraz okazję przekonać się, jak wielu Polakom, zwłaszcza studentom i młodym pracownikom nauki, profesor Reichstein pomógł w swoim długim życiu. Dodam, że wiem to od wdzięcznych beneficjentów. On sam nigdy na ten temat nie mówił".
      Wśród osób, którym profesor Reichstein w różny sposób udzielił swej pomocy liczną grupę stanowili Polacy. Warto wymienić ich zdając sobie jednak sprawę, że podana niżej lista na pewno nie jest pełna:
      Mieczysław Osowiecki - żołnierz Powstania Warszawskiego, deportowany po powstaniu do Niemiec przedostał się do Szwajcarii. Doktoryzował się z chemii u prof. Reichsteina w 1959 r., pracując w jego zakładzie w latach 1956 - 1959,
      Stanisław Büchner - farmaceuta, w Instytucie Chemii Organicznej w Bazylei współpracował z prof. Reichsteinem około pół roku. W latach powojennych w Polsce pracował jako profesor farmakognozji w Akademii Medycznej w Lublinie,
      Zdzisław Kowalewski - farmaceuta, praktykował w Instytucie Chemii Organicznej w Bazylei dwa lata. Opublikował wspólnie z profesorem Reichsteinem dwie prace w 1960 r. Po powrocie do Polski zatrudniony był jako profesor w Poznaniu,
      Andrzej Fabrycy - chemik, pracował w Instytucie Chemii Organicznej w latach sześćdziesiątych. Po powrocie do Polski pracował jako profesor w Politechnice Śląskiej w Gliwicach. Później został profesorem i prorektorem Politechniki w Szczecinie,
      Ewa Abisch - wywieziona została w czasie wojny w głąb Rosji. Doktoryzowała się u prof. Reichsteina i przez wiele lat pracowała wspólnie z profesorem w jego zakładzie publikując kilka prac,
      Przemysław Janiak - doktoryzował się u prof. Reichsteina i w latach sześćdziesiątych opublikował kilka prac napisanych wspólnie z profesorem,
      Tomasz Gołąb - studiował chemię na Uniwersytecie w Bazylei (zaczął studia w Polsce, ale z przyczyn politycznych musiał ją opuścić w okresie terroru stalinowskiego). W 1960 r. uzyskał doktorat u prof. Reichsteina. Opublikował wspólnie z profesorem cztery prace. Po ukończeniu studiów przeniósł się do Stanów Zjednoczonych,
      Józef Sawlewicz - dzięki pomocy profesora w okresie przedwojennym pracował u prof. Reichsteina w Federalnej Politechnice w Zurychu i wspólnie z prof. Reichsteinem opublikował kilka prac w 1937 r. W Polsce pełnił stanowisko prorektora Akademii Medycznej w Gdańsku oraz prodziekana Wydziału Farmaceutycznego,
      Ludwika Sawlewicz - ukończyła studia farmaceutyczne w Gdańsku. Doktoryzowała się w Szwajcarii u prof. Reichsteina. W 1967 r. opublikowała wspólnie z prof. Reichsteinem dwie prace. Profesor Reichstein pomagał w studiach nie tylko chemikom czy farmaceutom, ale każdemu kto tylko na to zasługiwał. Z osób polskich, które taką pomoc otrzymały, można tu przykładowo wymienić:
      dr med. Danutę Ćwiklińską, która ukończyła studia lekarskie we Wrocławiu, była więziona w czasach stalinowskich za uczestnictwo w ruchu oporu w czasie wojny. W 1957 r. wydostała się na Zachód. W 1958 r. poznała prof. Reichsteina. Dzięki jego poparciu otrzymała pracę w szpitalu w Bazylei, a trzeba zaznaczyć, że szpital ten zatrudniał wyłącznie Szwajcarów,
      Lina Guinaud - hydrolog, ukończyła studia w Uniwersytecie w Toruniu. Poznała profesora na podstawie korespondencji. Dzięki profesorowi otrzymała stypendium roczne na studia podyplomowe w Neuchatel. Po ukończeniu tych studiów pozostała w Szwajcarii,
      doc. dr Halina Piękoś-Mirkowa - biolog z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie, na zaproszenie profesora przebywała w Bazylei dla doskonalenia w zakresie pteridologii.
      Zdumiewająca była niezwykła żywotność profesora. Stał się on fenomenem światowym, jako uczony, który zbliżając się do stulecia swego żywota, był wciąż pełen energii, pracując niezwykle intensywnie naukowo, jak za najlepszych swych lat w młodości. Na pewno ta szlachetna pasja życiowa utrzymywała go w dobrym stanie ogólnym. Nie interesował się polityką. Był prawdziwym i szczerym demokratą, ceniącym sobie wolność słowa i tolerancję. I jak większość ludzi na świecie nie cierpiał siły i przemocy. Emigracja z Polski do Szwajcarii uratowała mu życie, bo tak jak jego krewni i bliscy pochodzenia żydowskiego musiałby zginąć w holocauście, gdy Hitler niszczył naród żydowski z ogromną bezwzględnością. Na pewno szczęściem Reichsteina było też to, że w Szwajcarii natknął się na wybitnych naukowców, laureatów późniejszych nagród Nobla: Hermanna Staudingera i Leopolda Ružičkę, ale też dużo zawdzięcza sobie, swojej pracowitości i wielkiemu talentowi.
      Prof. Tadeusz Reichstein, polski Żyd naturalizowany w Szwajcarii, na pytanie, za kogo się uważa, odpowiadał: "Czuję się Szwajcarem polsko-żydowskiego pochodzenia".
      W 110. rocznicę jego urodzin warto przypomnieć sylwetkę tego niezwykłego uczonego i szlachetnego człowieka - pierwszego, polskiego pochodzenia, laureata nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny.

Stanisław Sterkowicz
Odręczne pismo Tadeusza Reichsteina do autora artykułu, potwierdzające jego polskie pochodzenie.

Meritum 4/2007 - pismo Pomorsko-Kujawskiej Izby Lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Toruniu.
Dla członków izby lekarskiej bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004  
Redaktor: meritum@kpoil.torun.pl  
Data utworzenia: 2007-09-12