Strona główna Meritum


Aktualny numer
Przegląd numerów Meritum
Przegląd tematyczny
Prawo (uchwały, apele)
Praca dla lekarzy
Komunikaty KPOIL
Z żałobnej karty
Szukaj w Meritum
Redakcja Magazynu Meritum


   

Strona istnieje od 1 stycznia 2002r.
Odwiedzana licznik razy.


    *** GRUDZIĄDZ   ***   TORUŃ   *** WŁOCŁAWEK  ***
Profesor Waldemar Jędrzejczyk wspomina

Od redakcji
    W najznakomitszych czasopismach naukowych jest zawsze miejsce na opisy interesujących przypadków klinicznych. Są one zawsze chętnie czytane, bo w odróżnieniu od zbiorczych analiz, naszpikowanych nieraz trudną do strawienia statystyką, traktują o historiach żywcem wyjętych z lekarskiego życia. Redagowane przez nas pismo nie ma aspiracji zostania periodykiem naukowym. Za to na ciekawą kazuistykę zawsze znajdzie się miejsce na jego łamach. Ogromnie cieszy nas, że Pan Profesor Waldemar Jędrzejczyk wystąpił z inicjatywą systematycznego dzielenia się z czytelnikami "Meritum" niebanalnymi zdarzeniami, jakie miały miejsce w jego długoletniej karierze zawodowej. Przy okazji, gorąco zachęcamy też innych lekarzy z terenu naszej Izby, by zechcieli pójść w ślady Pana Profesora. Nie mamy wątpliwości, że zwłaszcza doświadczeni lekarze mają w pamięci niejedną, barwną opowieść z własnej praktyki.

REDAKCJA


Słowo wstępne
    W mojej ponad 40-letniej pracy chirurga zetknąłem się z szeregiem ciekawych przypadków. Po uzgodnieniu z Redaktorem Naczelnym "Meritum" dr. Sławomirem Badurkiem, postanowiłem podzielić się z szanownymi kolegami opisem niektórych chorych. Mottem niech będą słowa naszego wieszcza Adama Mickiewicza, zawarte w Księgach Pielgrzymstwa Polskiego: gotując się do przyszłości, potrzeba wracać myślą w przeszłość, ale o tyle tylko, o ile człowiek gotujący się do przekroczenia rowu, wraca w tył, aby się lepiej rozpędzić


Opis przypadku - 1
    W latach 1959-1971 pracowałem w szpitalu Miejskim im. M. Kopernika w Toruniu w oddziale Chirurgii, którego ordynatorem był dr Stefan Myszka. W 1965 roku został przyjęty do Oddziału chory A.O. lat 30 z rozpoznaniem: krwawiący wrzód żołądka. W tym okresie takich pacjentów operowaliśmy doraźnie. Tak tez było w tym przypadku. Wykonywałem rutynowa operacje - resekcję żołądka metodą Rydygiera. Pod koniec zabiegu wystąpiło u chorego zatrzymanie akcji serca. Uciskanie mostka i masaż od strony jamy brzusznej okazały się bezskuteczne. W związku z tym otworzyłem klatkę piersiową i worek osierdziowy w celu wykonania masażu bezpośredniego. Czynność ta trwała przez 40 minut. Dobrze pamiętam słowa swojego Szefa: przestań się znęcać nad tym chorym, przecież po upływie kilkunastu minut mózg nie podejmie czynności. Jednak o dziwo po tym okresie pojawiło się migotanie komór. Próba defibrylacji farmakologicznej zawiodła. Nie mieliśmy aparatury do wykonania tej czynności fizycznie. Ale od czego pomysłowość chirurgów. Z doktorem Nowickim postanowiliśmy podłączyć dwa druty do kontaktu elektrycznego. Z drżeniem własnego serca przyłożyłem końcówki drutów do serca chorego, by dokonać depolaryzacji elektrycznej. Dwukrotne uderzenie prądu z sieci poskutkowało! Wprawdzie pozostały ślady oparzeniowe w miejscu dotyku przewodów elektrycznych, ale mięsień pracował rytmicznie i efektywnie. Zaszyliśmy więc klatkę piersiową i dokończyliśmy operacje brzuszną. Pełni niepokoju, w licznym audytorium, oczekiwaliśmy dwóch ważnych momentów: pojawienia się własnego oddechu oraz uzyskania świadectwa powrotu czynności mózgu. A zatem odpowiedzi, czy leżący na stole operacyjnym pacjent nie będzie tak zwana żyjącą rośliną. Okazało się, że po dekuraryzacji chory natychmiast zaczął oddychać. Teraz, ze znacznie większym niepokojem, oczekiwaliśmy wyjęcia rurki dotchawiczej. Nasze zdumienie było niesamowite, bo chory w pierwszym odruchu pomacał ranę na klatce piersiowej, po czym odezwał się w słowach: k...a mać, przecież mieliście mnie operować na żołądek a nie na serce.
    Po tak dramatycznym zabiegu, przebieg pooperacyjny był prawidłowy. EKG wykazało jednak rozległe, płaszczyznowe uszkodzenie mięśnia sercowego, które zresztą utrzymywało się wiele lat. Chory powróci ł do pracy. Po kilku latach ten sam pacjent trafił do Oddziału Chirurgicznego prowadzonego przeze mnie w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu z rozpoznanym rakiem wstępnicy. Proces był bardzo zaawansowany z zajęciem węzłów chłonnych i przerzutem do wątroby. Wykonałem prawostronna hemikolektomię z rozległą limfadenektomią i wycięciem przerzutu z wątroby. O dziwo, chory po tej operacji połączonej z chemioterapią, przeżył ponad 10 lat.
    Niestety, nasze chirurgiczne sukcesy nie zostały przez niego docenione. Zmarł w wieku około 50 lat z powodu... nadużywania alkoholu.
    Konkluzja: nie ma reguł w medycynie. Irracjonalne postępowanie daje czasem niespodziewany sukces.

prof. dr hab. med. Waldemar Jędrzejczyk
Kierownik Katedry i Kliniki
Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej
AM w Bydgoszczy z siedzibą w Toruniu

Meritum 1/2002 - pismo Pomorsko-Kujawskiej Izby Lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Toruniu.
Dla członków izby lekarskiej bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004  
Redaktor: meritum@kpoil.torun.pl  
Data utworzenia: 2003-09-02