Strona główna OIL

   


 
Relacja ze spotkania z Zofią Wilczyńską dyrektor Świętokrzyskiego Oddziału NFZ

Dr Marek Jodłowski - Prezes ŚIL: Gratulujemy stanowiska dyrektora Oddziału Wojewódzkiego NFZ. Cieszymy się, że możemy Panią Dyrektor gościć w naszej Izbie. W naszym wspólnym interesie leży przecież kondycja służby zdrowia w województwie świętokrzyskim i mamy nadzieję, że współpraca korporacji lekarskiej z NFZ przyniesie nam wszystkim pozytywne efekty. Fakt, że Pani Dyrektor jeszcze kilka miesięcy temu sama była świadczeniodawcą napawa dodatkowym optymizmem. Czy zechciałaby Pani Dyrektor nam powiedzieć, w jakiej fazie są negocjacje dotyczące kontraktów na świadczenia medyczne?
Dyr. Zofia Wilczyńska -Dyrektor Oddziału Wojewódzkiego NFZ: Nie wiem czy należy mi tego stanowiska gratulować. Jest to praca niewdzięczna. Zdecydowanie lepiej mi się pracowało na stanowisku dyrektora szpitala. Ale stało się i teraz robię wszystko, żeby się w nowej rzeczywistości odnaleźć. Ostatni miesiąc to okres bardzo intensywnej pracy. Praktycznie kończymy już w tej chwili kontraktowanie. Jeżeli chodzi o lecznictwo zamknięte w ponad 80% już są przygotowane umowy. Jedynie ze Szpitalem Dziecięcym w Kielcach nie zakończyliśmy jeszcze negocjacji. Ustalenia w zakresie świadczeń specjalistycznych też już prawie gotowe, jesteśmy teraz na etapie uzupełniających rokowań, ponieważ zrobiliśmy bilans środków, które zostały. W niektórych powiatach zaczęły nam ginąć świadczenia specjalistyczne. Więc po takiej analizie próbujemy dokontraktować świadczenia specjalistyczne w tych małych ośrodkach, w których dostęp do specjalistów jest utrudniony. Szczególnie chodzi o te dziedziny, z których pacjenci najczęściej korzystają: ginekologia, neurologia czy rehabilitacja. W jednym zakresie rozstrzygnięcie zostało wstrzymane w związku z protestem. Zgodnie z przepisami w takich przypadkach wstrzymana zostaje cała procedura negocjacyjna. O ile pamiętam taka sytuacja zaistniała w Starachowicach w okulistyce. Utrudniło to życie nie tylko lekarzom, ale i pacjentom. Kontrakty z POZ- etami mamy już uzgodnione.

M.J - A jak wygląda sytuacja w Szpitalu Dziecięcym?
Z.W. - Na dzień dzisiejszy Szpital Dziecięcy działa na zasadzie aneksu. Ponieważ była to umowa kończąca się, mogliśmy ją aneksować na dwa m.-ce. Przez styczeń i luty obowiązuje zeszłoroczna umowa, a my mamy czas na przygotowanie konkursu rokowań i układanie się z dyrekcją. Pan dyr. Wielgus chce, żebyśmy mu zapewnili kontrakt taki sam jak w ubiegłym roku a wartość punktu, żeby wynosiła 12 zł. Ponieważ nikomu nie dawaliśmy takiej kwoty i nie ma przyzwolenia prezesa na tak wysokie podniesienie ceny punktu, wobec tego na ten warunek nie mogę się zgodzić. Jeżeli chodzi o wartość kontraktu, to kontraktowaliśmy wszystkich na poziomie wykonania, czyli nie mniej, niż ktoś miał w tamtym roku. Szpitalik dziecięcy nie wykonał zakontraktowanych świadczeń na sumę ok.3 mln zł. Te pieniądze zostały zatrzymane i nikt ich nie mógł wykorzystać. Zatem w tym roku możemy dyr. Wielgusowi zaproponować kontrakt na poziomie trochę wyższym od wykonania w 2006 roku, na co on nie wyraża zgody. Stwarza to sytuację patową.

M.J. - Rokrocznie emocje budziły te pieniądze, które nie zostały wykorzystane i były odsyłane do centrali. Czy państwo liczyliście już budżet ubiegłoroczny i czy będą jakieś nadwyżki?
Z.W. - Po spotkaniach z dyrektorami szpitali powiatowych i marszałkowskich (wojewódzkich) zaproponowaliśmy formułę zwrotu za nadwykonania i jeżeli chodzi o lecznictwo szpitalne, to płacimy w większości 100% za nadwykonania. To jest o tyle łatwiejsze, że szpitale miały w październiku wypłaconą dużą transzę z tego tytułu, tak że te kwoty nie będą już duże. Zasada jest taka, że w 100% zwracamy za procedury ratujące życie. Są dokładnie wymienione oddziały, których to dotyczy. Do ustalenia pozostaje, jak będziemy płacić za przekroczenia w świadczeniach specjalistycznych.

Dr Urszula Chonin - Czy nie przewidujecie państwo zwiększenia stawki za poradę specjalistyczną?
Z.W. - Na obecną chwilę nie ma takiej możliwości. Polityka jest taka, że wartość punktu powinna być ujednolicona w całej Polsce. Jest to słuszne i logiczne. Niezwykle istotne natomiast, żeby wycena punktowa procedur była przeprowadzona w sposób prawidłowy. Np. onkologia ma wiele bardzo kosztownych procedur i wartość punktu, którą możemy zaproponować i wycena punktowa nie są w stanie zbilansować kosztów tych procedur. Stąd zakontraktowaliśmy onkologię tylko na trzy miesiące, żeby był czas na zweryfikowanie, przy pomocy konsultanta wojewódzkiego, krajowego czy ministerstwa wyceny procedur. Osobiście widzę tu dużą rolę konsultantów wojewódzkich i krajowych. W niektórych dziedzinach potrafili oni sobie świetnie poradzić i stworzyć właściwe procedury. A w niektórych dziedzinach jest jeszcze wiele do zrobienia.

Dr Alicja Dębicka - Czy nie ma możliwości, np. po okresie półrocznym, czy trzech kwartałach i dokonaniu analizy, przenieść środków, które wiadomo że nie zostaną wykorzystane przez danego świadczeniodawcę, na innego, który te środki mógłby wykorzystać?
Z.W. - To jest niemożliwe, chyba, że któryś świadczeniodawca złoży taki wniosek, co w praktyce się nie zdarza. Aneksowanie jest możliwe w przypadku uzyskania większych środków finansowych z centrali NFZ i myślę, że to się dzieje w czasie całego roku. Muszę państwu powiedzieć, że byłam przerażona sposobem negocjowania świadczeń specjalistycznych. Przy ich kontraktowaniu ustanowiono zasadę tzw. rankingowania. Środki finansowe, które były przeznaczone na świadczenia specjalistyczne były w konkretny sposób wyliczone na podstawie zapotrzebowania i realizowania, np. w miesiącu sierpniu za całe półrocze, z symulacją na cały rok. Tymczasem okazywało się, że w drugiej połowie roku powstawało wiele nowych podmiotów specjalistycznych, które składały natychmiast oferty, jak tylko został ogłoszony konkurs, na bardzo dużą liczbę punktów z dumpingową ceną - nie 7.00, ale np. 6.30, 6.20 zł. W procesie rankingowania posługiwano się zasadą punktowania poszczególnych elementów oferty, takich jak wykształcenie kadry świadczącej usługi, wyposażenie, dostępność, no i oferowana cenę za punkt. I to co najbardziej niepokojące, to 40% udział tego ostatniego parametru w całości wyceny. W takim układzie świadczeniodawcy wyceniający najniżej swoje usługi, mają największe szanse znalezienia się na samym szczycie listy rankingowej i zagarnięcia całej puli. W tym momencie, szczególnie w niektórych dziedzinach, grozi monopolizacja. Praktycznie całą ofertę funduszu skonsumuje dwa, trzy podmioty, świeżo wchodzące na rynek, w których pacjenci nigdy wcześniej się nie leczyli. Równocześnie okaże się, że dobrze funkcjonujące dotychczas poradnie, łącznie z przyszpitalnymi, zostaną wyeliminowane, bo się nie zmieszczą na liście rankingowej. Wzbudzi to na pewno niezadowolenie świadczeniobiorców, czyli pacjentów. Jest to niezwykle trudna sytuacja. Udało mi się ostatecznie zakontraktować świadczenia, ale wiem, że tak naprawdę nie udało mi się wszystkich zadowolić. Ci, którzy funkcjonowali na rynku od dawna, nie dostali tyle, ile się spodziewali, ci nowi, też nie, bo tłumaczyłam im, że jeżeli ktoś wchodzi na rynek, musi zapłacić "frycowe". Zdaję sobie więc sprawę, że świadczeniodawcy są generalnie niezadowoleni, ale mam nadzieję, że pacjent będzie zadowolony i będzie miał dostęp do należnych świadczeń.
A.D. - Po raz pierwszy jest jakaś czytelność tego wszystkiego. Poza tym mamy nadzieję, że w związku z tym, że pani sama do niedawna była oferentem, możemy liczyć na partnerskie traktowanie.

Dr Krzysztof Daniszewski - Czy tegoroczne kontrakty uwzględniły 30% podwyżki dla lekarzy?
Z.W. - Pieniądze na podwyżki nie wchodzą w wartość kontraktu, który negocjujemy. To są oddzielne pieniądze, które są oddzielną fakturą przekazywane dla tych podmiotów, którym to się należą i tak de facto to one zwiększają cały kontrakt o tę kwotę.

K.D - Czy widzi pani potrzebę bliższej współpracy z Izbą Lekarską?
Z.W. - Jestem jak najbardziej zainteresowana współpracą, bo łatwiej ten wózek pchać pod górę wspólnie niż w pojedynkę.

K.D. - Jaką kwotą obraca Fundusz w tym roku i jaki jest rozdział na poszczególne działy?
Z.W. - Przyznam się, że jestem dopiero miesiąc na tym stanowisku, zajmowałam się kontraktowaniem i nie miałam czasu przyjrzeć się wszystkiemu dokładnie. Może na następne spotkanie przygotuję się do tego tematu. Te pieniądze i ten plan finansowy zatwierdzane są odgórnie.
M.J. - Miło słyszeć, że będzie następne spotkanie. Poprzednia pani dyrektor nie znalazła czasu, żeby nas odwiedzić.

Dr Stanisław Markowski - Wracam jeszcze do tych procedur rankingowych. Czy umieszczenie tych świadczeniodawców, którzy oferują najniższe ceny, na czele listy rankingowej nie jest akceptacją gorszej jakości świadczeń ?
Z.W. - Staramy się, żeby tak nie było. Jak już mówiłam wcześniej, dostrzegam nieprawidłowości w procedurach rankingowych, nieżyciowość pewnych przepisów. Dlatego staram się w negocjacjach kierować nie tylko samymi przepisami, ale również własnym doświadczeniem i prawidłami logiki. ?

Dr Marek Ostrowski - Mówiliśmy o trudnościach wyceny procedur w onkologii. Myślę, że podobny problem dotyczy intensywnej terapii. Czy będą zatem prowadzone jeszcze jakieś działania, żeby urealnić procedury w zakresie intensywnej terapii? Ci, którzy ustalali dotychczasowy wachlarz świadczeń dostępnych na OIT, chyba nigdy nie byli na takim oddziale i nie widzieli leczonych tam chorych.
Z.W. - Jeżeli chodzi o intensywną terapię, to rzeczywiście jest tam wiele takich rzeczy, które trudno dokładnie wyliczyć. Ale na pewno można będzie jeszcze coś w tej dziedzinie poprawić.

Dr Mirosława Zubrzycka - Cygańska - Ucieszyła mnie informacja, że prezes NFZ dąży do ujednolicenia wartości punktu stomatologicznego w całej Polsce. My walczymy o to od samego początku. Ciągle pokutują jakieś zaszłości, dzięki którym jesteśmy na trzecim miejscu od końca, jeżeli chodzi o wartość kontraktu. A przecież ceny materiałów stomatologicznych i sprzętu są takie same w całej Polsce. Chciałabym poruszyć jeszcze problem nieżyciowego przepisu, wg którego na dzień wcześniej należy zgłaszać w NFZ nieobecność świadczeniodawcy, ze wskazaniem na osobę zastępującą. Nie zawsze jest to wykonalne i bardzo utrudnia udział w szkoleniach, do których obliguje nas program edukacyjny. Czy możemy tego typu uwagi kierować do Pani Dyrektor?
Z.W. - Jak najbardziej. Chociaż muszę wyjaśnić, że nie mam mocy decyzyjnej i mogę tylko uwagi państwa przekazać wyżej.

Dr Urszula Chonin - A propos nieżyciowych przepisów. Sama pani dyrektor zauważyła, że w niektórych powiatach brakuje specjalistów. Stąd praktycznie poradnie specjalistyczne zabezpieczają lekarze z oddziałów. Jeżeli jest to poradnia przyszpitalna, to pół biedy. Gorzej jeżeli poradnia stanowi oddzielny formalnie i lokalowo podmiot. Wtedy ten sam specjalista musi pracować i na oddziale i w poradni. Jest to niezgodne z przepisem wymagającym zatrudnienia specjalisty na całym etacie. Należałoby więc te przepisy w jakiś sposób przybliżyć do realiów.
Z.W. - Paradoksów jeżeli chodzi o wykorzystanie kadry jest wiele i myślę, że wyprostuje to samo życie. Brakuje specjalistów i należy lekarzom stworzyć możliwość specjalizowania się. Tu widzę rolę konsultantów wszystkich szczebli.

Dr Jerzy Błasiak - Nieżyciowe jest również to, że przepisy w różny sposób określają wymogi w różnych dziedzinach specjalistycznych. W poradni gastrologicznej może przyjmować gastrolog, w kardiologicznej kardiolog, ale już w chirurgicznej chirurg z I0specjalizacji, a w ginekologicznej lekarz, który rozpoczął specjalizację. I należałoby to jakoś ujednolicić. Poza tym brakuje specjalistów, aby obsadzić wszystkie poradnie specjalistyczne. Czy istnieje możliwość, żeby np. zakontraktować świadczenia w poradni gastrologicznej czy kardiologicznej prowadzonej przez internistę z II0 specjalizacji?
Z.W. - Jeżeli nie zakupię tych świadczeń w wystarczającej ilości w danym terenie, w celu zabezpieczenia dostępności dla pacjentów, mogę podpisać umowę z placówką, która nie spełnia wszystkich warunków i dać jej czas na dostosowanie do oczekiwanych wymogów.

J.B. - Chciałbym jeszcze zabrać głos w sprawie dokumentacji lekarskiej. Powinna być ona własnością pacjenta. Chodzi konkretnie o pacjentów leczonych w ŚCO. Mają oni wykonywany cały szereg badań, których wyniki pozostają w dokumentacji poradni. Jeżeli taki chory trafia z jakichś przyczyn do lekarza rodzinnego czy innego specjalisty najczęściej ma powtarzane badania, co stanowi niepotrzebne podwajanie kosztów świadczeń.
Z.W. - Wydaje mi się, że sprawa nie jest taka oczywista. Gdybym to ja była pacjentem i miała wykonywane jakieś tam badania, poprosiłabym o kopie wyników. Ale to już jest sprawa świadomości pacjenta. Generalnie jest to problem nierozwiązany. Jest to problem dyrektorów szpitali, którzy wykonują komplet badań na potrzeby specjalistów, którzy nie chcą zainwestować, a powinni.

J.B. - Nie we wszystkim zgadzam się z taką interpretacją. Zdarzają się bowiem przypadki, kiedy np. u pacjenta w trakcie chemioterapii występują powikłania zagrażające życiu i w godzinach wieczornych zgłasza się na izbę przyjęć najbliższego szpitala. Rano wykonywano mu badania w ŚCO, wyników oczywiście nie ma. Wymaga hospitalizacji, do ŚCO nie może być przesłany, bo nie ma tam dyżurów. Pozostaje więc w miejscowym szpitalu i ma wykonywany kolejny panel badań. Podwójne koszty i dodatkowe obciążenie dla tego chorego.
Z.W. - Na pewno jest w służbie zdrowia jeszcze wiele problemów, które wymagają rozwiązania, ale obawiam się, że nie na poziomie Wojewódzkiego Oddziału NFZ.

Dr. Andrzej Błaszczyk - Kierowała Pani Dyrektor wcześniej Świętokrzyską Kasą Chorych, obecnie oddziałem NFZ. Jak Pani postrzega aktualnie Fundusz Zdrowia w porównaniu z Kasą Chorych. Co jest plusem w tej transformacji, a co minusem.
Z.W. - Prezesuję Oddziałowi Wojewódzkiemu NFZ od niedawna, ale odczułam już pewne niedogodności tej organizacji systemu. Kasa chorych to instytucja, która z jednej strony była płatnikiem, ale z drugiej strony miała wpływ na kształtowanie polityki zdrowotnej w województwie. Na dzień dzisiejszy my takiej możliwości nie mamy. Nic nie kształtujemy. Płacimy lub nie płacimy. Są przepisy lepsze, gorsze, mądrzejsze i mniej mądre, które musimy przestrzegać. Jeżeli chciałabym w inny sposób ułożyć strategię finansowania świadczeń, więcej dać na taki zakres, mniej na inny, co wynika zresztą ze specyfiki województwa, to nie mam takiej możliwości. Wszystko zostało zaplanowane na górze. Bulwersuje mnie jeszcze jeden problem. Kierując Kasą Chorych wiele wysiłku włożyłam w zorganizowanie dostępu do różnych świadczeń rehabilitacji. Obecnie to wszystko zostało zaprzepaszczone. Kiedyś np. był taki produkt jak domowa rehabilitacja przyłóżkowa. Wymyślono jednak, że jednostka świadcząca tego typu usługi musi mieć stałe ambulatorium. Pozostaje to w sprzeczności z ideą samego świadczenia i wiąże się z koniecznością wynajęcia lokalu, który spełnia wymogi Sanepidu. Dodatkowe utrudnienie, które sprawiło, że świadczenie zginęło śmiercią naturalną. A jestem przekonana, że dobrze służyło chorym. Wydaje się, że ten system zabił możliwość polepszania doli pacjenta i niesienia ulgi lekarzom w udzielaniu świadczeń. System skupia się głównie na finansach, przepisach, informatyce. Wszystko musi przystawać do procedury. To nie jest zawsze dobre. Ale niestety na dzień dzisiejszy obowiązujące.

Eskulap Świętokrzyski 2007 nr 3 - pismo Świętokrzyskiej Izby Lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Kielcach.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004-2020