Strona główna OIL

   


 
Józef Grenda (1916 - 1988)
wspomnienie w 90. rocznicę urodzin

      Prof. dr hab. med. Józef Grenda urodził się w miejscowości Czarkowy, powiat Pińczów, na Ziemi Kieleckiej w 1916 roku. Świadectwo dojrzałości uzyskał w 1936 roku. W latach 1937/38 ukończył Dywizyjny Kurs Podchorążych Rezerwy w Kielcach i zaliczył rok studiów na wydziale lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego. Jako kapral podchorąży
      II Pułku Legionów w Sandomierzu brał udział w wojnie obronnej w 1939 roku. Pułk ten toczył ciężkie boje pod Borową Górą. Miał w tym swój udział podchorąży Grenda, który pod silnym ogniem nieprzyjacielskim jako jedyny dotarł z meldunkiem do dowódcy Brygady Wołyńskiej Kawalerii płk. J. Filipowicza. Było to w drugiej połowie września. Potem razem z kolegą, podchorążym artylerii, na wieść że Sowieci przekroczyli polską granicę, że Polski już nie ma, chcieli popełnić samobójstwo. Ich rozmowę podsłuchał stary kolejarz i spuścił im po ojcowsku reprymendę - Przeżyliście wojnę młokosy, w domu na was czekają ojcowie, Polska jeszcze będzie was potrzebowała, a wy chcecie dezerterować w zaświaty?" - przywołał ich do porządku. Przemykając się nocami dotarli szczęśliwie do domu. W tej relacji jawi się postać Józefa Grendy jako człowieka odważnego, o silnej tradycji patriotycznej. Dalsze lata wojny i okupacji minęły jak zły sen.
      W 1947 roku ukończył przerwane studia medyczne w Krakowie. Dzięki swoim zdolnościom i uporowi uzyskał specjalizację w jednej z naj trudniej szych dziedzin medycyny - chirurgii.
      W latach 1953-54 prowadził oddział chirurgiczny w szpitalu PCK w Korei, za co uhonorowano go wysokimi odznaczeniami koreańskimi. W roku 1959 obronił pracę doktorską i rok później objął dyrekturę starachowickiego szpitala i ordynaturę Oddziału Chirurgii.
      N a oddziale dyrektora Grendy panował idealny porządek, prowadzono szkolenie młodej kadry lekarskiej i była życzliwość dla chorych. Szczególny podziw budziły zabiegi operacyjne na tarczycy, które wymagają dużych umiejętności. Według relacji współpracowników dyrektor Grenda był wspaniałym szefem, życzliwym, koleżeńskim, inspirującym do zdobywania wiedzy, kwalifikacji, stopni naukowych. Odżyły za jego czasów zebrania naukowe PTL-u, poziom referatów znamiennie poprawił się. W rozmowach z nowymi ludźmi był małomówny i przyglądał się badawczo spod przymrużonych powiek. Taki dyrektor i taki chirurg nie mógł za długo przebywać w terenie. Władze wojewódzkie przeniosły go do Szpitala Wojewódzkiego w Kielcach. Po zrobieniu habilitacji Józef Grenda został powołany na podsekretarza stanu w Ministerstwa Zdro wia. Zawsze z sympatią wspominał poprzednie miejsca pracy i dawnych kolegów, z którymi utrzymywał przyjacielskie stosunki, goszcząc ich w swoim domu w Warszawie.
      Został wkrótce pierwszym zastępcą ministra Kostrzewskiego, a następnie uzyskał nominację na profesora nadzwyczajnego. Na stanowisku wiceministra oraz w klinice prof. Nie1ubowicza pracował do 1980 roku.
      W okresie działania "Solidarności" często był wysyłany na niepopularne spotkania. W 1981 roku przyszedł stan wojenny. W nocy internowano profesora. Najpierw przebywał w Aninie razem z ekipą rządową Gierka, a po pewnym czasie przewieziono ich helikopterami do Drawska /Pomorze Zachodnie/. Działo się to w styczniu, w trakcie mroźnej zimy. Helikopter, którym leciał profesor miał awarię i zapalił się. Profesor gasił ogień swoim paltem i marynarką. Maszyna szczęśliwie wylądowała na śniegu, a pasażerowie czekali na nowy transport. Profesor przypłacił tę przygodę ciężkim zapaleniem płuc i znalazł się w szpitalu w Drawsku. Ze względu na stan zdrowia został zwolniony z dalszego internowania. Mimo kłopotów zdrowotnych nie zrezygnował z pracy zawodowej nadal pracując w klinice chirurgicznej. W trakcie ciężkiego zabiegu operacyjnego dostał udaru mózgu z porażeniem połowiczym. Tylko dzięki troskliwej opiece żony Marii przeżył i żył jeszcze parę lat na wózku inwalidzkim.
      Zmarł w 1988 roku. Pogrzeb odbył się w Warszawie, na cmentarzu w Wólce Węglowej. Mszę świętą celebrował w kościele św. Ignacego ksiądz - dawny szkolny kolega profesora. Zmarłego żegnali licznie przybyli przyjaciele i znajomi, w tym wielu współpracowników z czasów pracy w Starachowicach i Kielcach. Pozostał w ich pamięci jako uczciwy i szlachetny człowiek przez duże "C".



      Opracowano na podstawie materiałów wspomnieniowych Wadiusza Kiesza, zamieszczonych w "Pamięć o tych, którzy odeszli - zaduszki starachowickie" - Zeszyt Starachowicki 12/28/2005.

Eskulap Świętokrzyski 2006 nr 10 - pismo Świętokrzyskiej Izby Lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Kielcach.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004  
Redaktor: serwis@kielce.oil.org.pl  
Data utworzenia: 2006-10-20