Strona główna OIL

   


 
Wywiad z dr Krzysztofem Bartoszem
gastroenterologiem kieleckim

      Jesteś kielczaninem z urodzenia, tu zdobywałeś podstawowe i średnie wykształcenie. IW roku 1973, po maturze w Żeromskim, poszedłeś na studia, po których powróciłeś w rodzinne strony. Opowiedz, co oznacza dla ciebie świadomość bycia Żeromszczakiem?
      W 1969 roku przekroczyłem mury Liceum im. Żeromskiego, trochę z przypadku. Szkoła cieszyła się wtedy opinią najlepszego liceum w mieście. Ale co najważniejsze, do I LO wybierali się moi koledzy ze szkoły podstawowej. Po raz pierwszy miałem okazję poczuć dumę z przynależności do społeczności Żeromszczaków podczas współzawodnictwa szkół w ramach obchodów 900-lecia Kielc. Nasze liceum wygrało to współzawodnictwo. W szkole poznałem swoją aktualną żonę. Zawiązane wtedy przyjaźnie pielęgnuję do tej pory. Utrzymuję bliskie kontakty towarzyskie z kilkunastoma osobami z Żeromskiego. Dzisiaj z perspektywy ponad trzydziestu lat od matury (jak szybko płynie czas) muszę stwierdzić i nie będę w ocenie oryginalny, że lata spędzone w Żeromskim należą do najpiękniejszych. W szkole panowała dobra atmosfera, twórczy ferment. Zdobyta wiedza, umiejętność logicznego myślenia, dobre obyczaje, a przede wszystkim wzorce osobowe wyniesione ze szkoły były paszportem pozwalającym poruszać się w nowym, dorosłym świecie.

      Kończyłeś studia w Warszawie w roku 1979. Jak wygląda twoja dotychczasowa" kariera" zawodowa?
      Nie zrobiłem oszałamiającej kariery zawodowej. Po ukończeniu studiów wróciliśmy z żoną, Beatą do Kielc. Czekało na nas mieszkanie po moich przedwcześnie zmarłych rodzicach. Odbyłem staż w Szpitalu Miejskim, otrzymałem etat w Przychodni Rejonowej. Dyżury nocne w Pogotowiu Ratunkowym były przez siedem lat znaczącym źródłem dochodów. Chciałem zostać chirurgiem, ale nie było etatu specjalizacyjnego. Wybrałem choroby wewnętrzne. Dostałem etat na Klinicznym Oddziale Obserwacyjno-Zakaźnym Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego. Pod kierunkiem Profesora Stanisława Koby uzyskałem specjalizację I-go i II-go stopnia w zakresie chorób wewnętrznych. Profesor jako pierwszy w województwie rozpoczął w 1975 roku wykonywanie badań endoskopowych przewodu pokarmowego, przy użyciu nowoczesnej aparatury. Miałem możliwość asystować mu od 1980 roku. W ten sposób zaczęła się moja przygoda z gastrologią, uwieńczona uzyskaniem specjalizacji w 1987 roku pod opieką profesora Eugeniusza Butruka. W latach 19861999 prowadziłem Poradnię Gastroenterologiczną w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym. W tym okresie 18 kolegów wyszkoliło się w zakresie endoskopii przewodu pokarmowego. Wykonują dzisiaj badania endoskopowe w różnych szpitalach województwa. W roku 1991 odbyłem trzymiesięczny staż w Uniwersyteckiej Klinice Gastrologicznej w Brukseli, w ramach współpracy naszego szpitala z organizacją "Lekarze bez granic". Miałem przyjemność pracować u profesora Michaela Cremera, wtedy prezydenta Europejskiego Towarzystwa Endoskopii Gastroenterologicznej. Nawiązane kontakty umożliwiły mi udział w corocznych europejskich warsztatach gastrologicznych. W styczniu 1999 roku zostałem powołany na konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie gastroenterologii. Funkcję pełniłem do końca 2001 roku. W kwietniu 1999 roku dobrowolnie zrezygnowałem z pracy w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym, ograniczając się jedynie do prywatnej praktyki. Nie zawarłem dotychczas kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia na procedury specjalistyczne w gastroenterologii.

      Opisz największy sukces zawodowy oraz najciekawszy przypadek w twojej bogatej praktyce cenionego gastroenterologa.
      "Jeśli nie możesz być królem, zostań lekarzem"- podpisuję się pod tą sentencją. Praca lekarza jest zajęciem żmudnym, a miarą sukcesu jest suma drobnych, codziennych satysfakcji. Cieszę się, jeśli mogę wykluczyć u pacjenta podejrzenie poważnej choroby. W przypadku stwierdzenia groźnej choroby staram się pocieszyć chorego, skierować na dalsze leczenie. Interesuje mnie dalszy los pacjenta, pozostaję w kontakcie z kolegami chirurgami. Za osobisty sukces poczytuję sobie fakt zorganizowania własnego warsztatu pracy wyposażonego w sprzęt najnowszej generacji. Lubię swój zawód i pomimo 25 lat pracy nie odczuwam wypalenia zawodowego, a wykonywanie zabiegów endoskopowych traktuję jako przyjemny obowiązek. Oprócz sukcesów są także porażki, o których niechętnie się mówi. Staram się, aby było ich jak najmniej. "Ciekawe" przypadki z praktyki lekarskiej są zwykle dramatem dla pacjenta. Sukcesem, w moim odczuciu, było na przykład usunięcie metodą endoskopowej polipektomii dużych (około 5 cm średnicy) polipów jelita grubego u kilku chorych. Pamiętam przypadek więźnia, któremu wydobyłem z żołądka nóż o długości 20 cm (publikacja w prasie fachowej). Zdarzały się też sytuacje zabawne, bywały momenty dramatyczne. Ostatnio, w trakcie kolonoskopii usunąłem ciało obce z wyrostka robaczkowego pacjentki. Był to fragment porcelanowej, chińskiej wazy, która rozbiła się w domu pacjentki, parę tygodni wcześniej. Chora nie potrafiła wytłumaczyć, w jakich okolicznościach połknęła ostry kawałek porcelany, ale bardzo się ucieszyła z odzyskania brakującej części drogocennej wazy. Ustąpienie dolegliwości miało tu drugorzędne znaczenie.

      Od lat działasz w Izbach Lekarskich, jesteś już kolejny rok szefem Komisji Bioetycznej. Czym się ona zajmuje?
      Mam zaszczyt od 1999 roku, trzecią kadencję pełnić funkcję przewodniczącego Komisji Bioetycznej przy Świętokrzyskiej Izbie Lekarskiej. Powoływanie przy okręgowych izbach lekarskich komisji bioetycznych zapowiada ustawa o zawodzie lekarza, zaś szczegółowe zasady działania określone są w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z 1999 roku. Przedmiotem działania komisji Bioetycznej jest opiniowanie zgłaszanych eksperymentów medycznych i terapeutycznych. Bierzemy pod uwagę ich bezpieczeństwo, oceniamy korzyści i ewentualne ryzyko dla pacjentów. Nadrzędnym celem jest ochrona dobra i praw uczestników eksperymentów medycznych. W skład komisji, oprócz lekarzy specjalistów różnych dziedzin medycyny, z co najmniej 10-letnim stażem, wchodzą przedstawiciele innych zawodów pielęgniarki, farmaceuci, prawnicy i laicy - osoby nie mające żadnych związków z medycyną. Komisja składa się z 15 członków obojga płci, o zróżnicowanym wieku. Jest w założeniach ciałem niezależnym. Od jej decyzji można się odwołać do Odwoławczej Komisji Bioetycznej przy Ministrze Zdrowia. Nowa ustawa farmaceutyczna, obowiązująca od maja 2004 r., pozbawiła lokalne komisje bioetyczne prawa do wydawania opinii na temat wieloośrodkowych badań klinicznych. W takim przypadku wymagana jest opinia jednej komisji, właściwej dla miejsca zamieszkania krajowego koordynatora badania. Ostatnio nasza praca ogranicza się do nadzorowania trwających eksperymentów badawczych, opiniowania poprawek do już rozpoczętych badań oraz do opiniowania badań klinicznych, będących podstawą przewodów doktorskich i habilitacyjnych naszych kolegów lekarzy.

      Czy uważasz się za spełnionego w pracy zawodowej, życiu rodzinnym, w pracy społecznej?
      Poczucie niezależności i samodzielności to wartości, które cenię najbardziej. Sądzę, że osiągnąłem to w swoim zawodzie. Moje zaangażowanie zawodowe sprawiło, że na polu życia rodzinnego pozostały luki, które starannie wypełniła moja żona. Przed kilkunastu laty poświęciła swoją karieręmikrobiologa, immunologa dla trójki, dziś już dorosłych dzieci. Myślę, że bez jej poświęcenia byłoby trudno utrzymać rodzinne stadło.

      A co robi w wolnych chwilach Krzysztof Bartosz?
      Chwil wolnych jest niewiele. Raz w tygodniu gram w koszykówkę, robię to regularnie od 9 lat w gronie, między innymi, kolegów z liceum Żeromskiego. Przy sprzyjającej aurze rower. Piesze górskie wycieczki w okresie wakacji. Zimą narty. W weekend spacer po lesie (znam takie ścieżki, które i tobie są bliskie w okolicach Zagnańska). Ostatnio zainteresowałem się wulkanami. Kilka miałem przyjemność obejrzeć z bliska. Do poduszki czytam prasę fachową, z literatury pięknej ostatnio dzienniki Gombrowicza. Jestem pod wrażeniem warsztatu pisarskiego autora i jakże trafnego osądu otaczającej go rzeczywistości. Marzeniem niezrealizowanym jest tramping po Ameryce Północnej. I oczywiście chciałbym jeszcze raz polecieć na Księżyc (bo już raz chciałem).

      Jesteśmy w okresie wyborczym, rozpoczęła się już kampania samorządowa w naszej Izbie, za parę miesięcy wybory parlamentarne. Czym winien się cechować rasowy działacz społeczny, który może uzyskać twoje poparcie.
      Samorząd może być silny tylko potencjałem swoich przedstawicieli. Powinniśmy wybierać najlepszych. Uważam, że najwyższa pora na zmianę pokoleniową. Do działania winni włączyć się młodzi koledzy, którzy wniosą nowe spojrzenie na pracę izby lekarskiej, którzy odczuwają potrzebę pracy dla naszego środowiska. Do głównych zadań w następnej kadencji zaliczam sprawowanie pieczy nad sumiennym wykonywaniem naszego zawodu oraz wzmocnienie roli samorządu w procesie doskonalenia zawodowego lekarzy. Naszą słabością jest mało zdecydowana reakcja na przypadki instrumentalnego traktowania naszych kolegów przez decydentów służby zdrowia. Izba lekarska winna stanowczo stawać w obronie interesów krzywdzonych członków naszej korporacji zawodowej. Jest to jeden ze sposobów na utrzymanie statusu wolnego zawodu. Z pozostałych statutowych zadań samorząd wywiązuje się dobrze. Jeśli chodzi o wybory parlamentarne. Decyzję o udziale w wyborach podejmują często wybitni lekarze, autorytety medyczne. Wyborca powinien zdawać sobie sprawę z tego, że nieomylność w sferze medycyny nie przenosi się automatycznie na sferę działalności politycznej.

      Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Maciej A. Zarębski

Eskulap Świętokrzyski 2005 nr 6 - pismo Świętokrzyskiej Izby Lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Kielcach.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004