Strona główna OIL

   


 
Hospicjum Białostockie
Hospicjum

Hospicjum Białostockie datuje swą historię od 1987 roku, kiedy to ówczesne władze cofnęły wcześniejszą odmowę i zgodziły się na zarejestrowanie Towarzystwa Przyjaciół Chorych "Hospicjum" w Białymstoku. U niektórych z decydentów już sama nazwa budziła zastrzeżenia sugerujące "klerykalny" charakter stowarzyszenia. Celami Towarzystwa była opieka nad przewlekle i ciężko chorymi głównie w zaawansowanej chorobie nowotworowej oraz pomoc rodzinie w pielęgnowaniu chorego. Te pragmatyczne i apolityczne cele przeważyły widocznie szalę na rzecz zalegalizowania takiej działalności. Zarówno wówczas jak i obecnie są chorzy, u których badania diagnostyczne jak i leczenie przyczynowe zostały zakończone, a ich pobyt w szpitalu z różnych względów nie jest wskazany. Lepszym miejscem pobytu dla większości przewlekle chorych byłby własny dom pod warunkiem, że mieliby tam zapewnioną należytą opiekę. Rozwiązaniem byłoby też inne miejsce, jednakże w jakimś stopniu przypominające dom. Stąd wywodzi się idea opieki hospicyjnej (hospes - miejsce gościnne).
Po zarejestrowaniu Towarzystwa, większość lekarzy gotowych świadczyć wówczas wolontaryjnie pomoc chorym rekrutowała się ze Szpitala Onkologicznego w Białymstoku. Utworzono początkowo nawet 8 zespołów, w skład których poza lekarzem wchodziła pielęgniarka a niekiedy także wolontariusz nie mający wykształcenia medycznego. O dyżurach pod telefonem, gdzie można było zgłosić chorego, była informacja w miejscowej prasie. Nie obyło się też bez nieporozumień - zgłaszano np. starsze osoby z życzeniem, by przy nich posiedzieć, coś przeczytać czy zrobić zakupy. Pojawiały się głosy, że trzeba uważać, czy przychodzący pomagać choremu nie okradną go. Z czasem zgłoszeń do ciężko i przewlekle chorych wymagających pomocy lekarskiej i pielęgniarskiej przybywało. Okazało się wkrótce, że są chorzy osamotnieni, czy też mający rodzinę, która nie jest w stanie sprostać opiece ze względu na nasilone objawy choroby. Temu wyzwaniu można było zaradzić organizując hospicjum stacjonarne.
W 1992 roku w przeznaczonym początkowo do wyburzenia a odremontowanym przez Towarzystwo Przyjaciół Chorych parterowym domu przy ul. Świętojańskiej 1 C udało się zainstalować 5 łóżek z niezbędnym zapleczem. Było to możliwe dzięki bezinteresownemu włączeniu się w to dzieło wielu osób. Chociaż w Krakowie w tym czasie było budowane duże hospicjum o pow. 4 tys. m2, to wkrótce okazało się, że małe białostockie hospicjum było pierwszą otwartą tego typu placówką w Polsce. W dniu 13 maja 2012 roku będzie obchodziło dwudziestolecie swego istnienia i przyjmie do tego czasu ponad 700 chorych. Niedługo po jego otwarciu trzeba było jednak przymierzyć się do większego obiektu spełniającego wymogi stawiane stacjonarnym placówkom służby zdrowia.
Urząd Miasta w Białymstoku zaproponował kilka starych budynków wymagających kapitalnego remontu lub ich rekonstrukcji pod nadzorem konserwatora zabytków. Towarzystwo zdecydowało się na rekonstrukcję zabytkowego piętrowego domu z XIX wieku przy ul. Sobieskiego 1. Mogło za to przejąć w dzierżawę wieczystą działkę. Prace przygotowawcze i pozwolenie na budowę zajęły ponad trzy lata, prace budowlane ponad sześć. Projekty były wykonywane przez zespół inżynierów bezinteresownie. Budowę prowadzono metodą gospodarczą zaproponowaną przez wspierającego Hospicjum ks. Tadeusza Krawczenkę. Miał on doświadczenie odtwarzając w tym czasie na Wysokim Stoczku zburzoną w Berezweczu w latach siedemdziesiątych XX wieku zabytkową świątynię barokową. Jego zdaniem na początku trzeba było posiadać pewne minimum pieniędzy odpowiadające przynajmniej tysiącu dolarów (był to okres dużej inflacji), a także zwrócić się do darczyńców o niezbędne materiały do rozpoczęcia budowy i do wykonawców dysponujących ciężkim sprzętem budowlanym. Zasadą miały być wiarygodność zamierzeń, nieprzerywanie rozpoczętych prac i własny bezpośredni w nich udział. Uroczyste poświęcenie kolejnej placówki Hospicjum o pow. 800 m2 nastąpiło równo po dziesięciu latach - 13 maja 2002 roku. W nowym hospicjum było początkowo 16 łóżek, lecz ze względu na wzrastające potrzeby "dostawiono" z czasem dalsze siedem. Wyposażenie w niezbędny sprzęt pochodziło głównie z darowizn, m. in. łóżka i inne urządzenia z Francji, w tym z Lourdes. Liczba chorych objętych opieką i leczeniem paliatywnym w obu placówkach hospicyjnych wynosi rocznie około 300 osób.
W pierwszym okresie Hospicjum stacjonarne nie otrzymywało żadnych dotacji na rzecz działalności, a ograniczało się do pobierania 70% świadczeń socjalnych pacjentów, ale nie zawsze było to możliwe. Po powstaniu Kas Chorych zaistniała szansa na otrzymanie środków finansowych chociaż nie pokrywały one rzeczywistych kosztów opieki nad chorym. Obecnie zawierane są umowy z NFZ, który stawia wymogi i określa zakres świadczeń, których liczba jest limitowana podczas gdy potrzeby stają się coraz większe. Przyjmowani są chorzy nie tylko z terenu Białegostoku, lecz także z południowej i środkowej części województwa podlaskiego. W ostatnich latach miasto Białystok pokrywało 90% kosztów opieki i leczenia chorych na kilku łóżkach hospicyjnych, które nie zostały zakontraktowane przez NFZ. Ze względu jednak na wzrastającą liczbę zgłaszanych chorych, których Hospicjum nie jest w stanie przyjąć, Towarzystwo Przyjaciół Chorych, kierując się zasadą, że "przyjaciół nie zostawia się w potrzebie", podjęło się dobudowy pawilonu do istniejącego obiektu przy ul. Sobieskiego. Prace, prowadzone również metodą gospodarczą, trwają od 2009 roku. Nie było dane Towarzystwu skorzystania z dotacji państwowych, samorządowych czy unijnych. Jednym ze źródeł finansowania budowy jest 1% odpisu od podatku. O potrzebie opieki nad ciężko i przewlekle chorymi pamięta część rodzin byłych i aktualnych pacjentów dając dowód tej pamięci przez takie odpisy. Znaczącej pomocy w stworzeniu nowych miejsc dla chorych udziela szereg osób, firm i stowarzyszeń. I tak np. Stowarzyszenie Kontakt Miast Białystok-Eindhoven, którego członkinie nazywające się "Szczęściarami" prowadziły zbiórki publiczne, zebrało ponad ćwierć miliona złotych, a holenderski oddział Stowarzyszenia przekazał drugie tyle. Stowarzyszenie "Rubież" zdobyło łóżka i inny sprzęt, wcześniej z Francji, a tym razem z Niemiec. Nie sposób tu wymienić, nawet tych spośród znaczących darczyńców, dzięki którym po trzech latach powstał budynek w stanie surowym zamkniętym o powierzchni 2.400 m2. Prowadzone są prace wykończeniowe skoncentrowane w jednym ze skrzydeł obiektu, tak by można było w możliwie najkrótszym czasie przekazać chorym przynajmniej kilkanaście łóżek, nie odmawiać miejsca nikomu, kto tego potrzebuje i zlikwidować nieznane przedtem w służbie zdrowia "kolejki".
Jedna z miejscowych gazet pisząc o Hospicjum "Dom Opatrzności Bożej", do którego nie mogli być przyjęci z braku miejsc kierowani tam chorzy, dała tytuł "W kolejce do umierania". Problem oczekiwania na miejsce w szpitalu czy na inny rodzaj świadczenia medycznego należy w ostatnich latach do nierozwiązanych. Szeroki zaś udział wielu ludzi dobrej woli w powstaniu i rozbudowie Hospicjum wydaje się być reakcją na taki stan rzeczy. I mimo kryzysu, który dotknął również, a może przede wszystkim, służbę zdrowia, ma charakter samoobrony społecznej. Każdy z nas, czy nasi najbliżsi, możemy znaleźć się w potrzebie w jednym z najtrudniejszych etapów życia. Niezależnie od oficjalnych instytucji odpowiedzialnych za organizację służby zdrowia musimy liczyć sami na siebie.

Tadeusz Borowski-Beszta

Biuletyn nr 2/2012 - pismo Okręgowej Izby Lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Białymstoku.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004-2020