Strona główna OIL

   


 
Rozważania zjazdowe
Chwila refleksji

Dotychczas myślałem, że reformować należy systemy, które są niesprawne, jeżeli natomiast działają skutecznie, trzeba je tylko udoskonalać. W innej sprawie sądziłem, że to lekarz uzbrojony w nowoczesną wiedzę i najlepsze intencje wybiera pacjentowi optymalne leki. Teraz uświadomiłem sobie, że myślą za niego inni ustalając "zarejestrowane wskazania".

Wystąpienia, dyskusje i uchwały XI-go Krajowego Nadzwyczajnego Zjazdu Lekarzy (Warszawa, 24-25 lutego 2012 roku) w zasadzie nie były zaskoczeniem. Przecież na poprzednich dziesięciu zjazdach, w których uczestniczyłem, zawsze odbywały się podobne obrady, sprawnie przeprowadzane i kończące się podobnymi wnioskami.
Uchwały, stanowiska i apele były przekazywane różnym decydentom, np. ministrowi, lub do dalszego załatwiania Naczelnej Radzie Lekarskiej, jednak ich realnych skutków prawie nigdy później nie odczuwaliśmy. Wyjątek stanowiły dwa nadzwyczajne zjazdy - w Bielsku- Białej (1991) i Toruniu (2003) -na których uchwalono i nowelizowano Kodeks Etyki Lekarskiej. Na obecnym zjeździe najważniejsze wydawały się rozważania bardziej ogólne, szukające odpowiedzi na proste, podstawowe i logiczne pytania.
Jednym z dwu podstawowych problemów, nad którymi obradował Zjazd, było kształcenie lekarzy, omawiane w aspekcie szerokiej reformy obejmującej zarówno studia medyczne, jak i specjalizacje. Istotą reformy ma być skrócenie nauki poprzez zastąpienie stażu podyplomowego praktykami studenckimi, które mają odbywać się w ramach 6-letnich studiów.
Reforma będzie bardzo głęboka. Wymaga zmiany całego programu nauczania studentów, a także w zakresie późniejszej specjalizacji lekarzy (choćby wprowadzenie dwu modułów specjalizacyjnych - podstawowego i właściwej specjalizacji). Rodzi się zasadnicza refleksja.
Przecież w Europie chwali się obecny poziom wykształcenia polskich lekarzy, sprawdzają się oni pozytywnie pracując w różnych europejskich krajach. Profesor Jerzy Buzek, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego i gość Zjazdu, bardzo ciepło mówił o polskich lekarzach: "Zawsze byłem dumny z poziomu wykształcenia i przygotowania polskich lekarzy. To między innymi oni zmienili wizerunek polskiego emigranta".
Stąd też pytanie, na które nikt nie chce udzielić odpowiedzi. W jakim celu tak zasadniczo reformujemy system szkolenia, który w powszechnej ocenie sprawdza się zupełnie dobrze? Przecież skracając naukę, co najmniej o rok, prawdopodobnie nie utrzymamy obecnego poziomu kształcenia. Wiedzy medycznej mamy coraz więcej, przekazać ją studentom i młodym lekarzom w skróconym czasie będzie niezwykle trudno. Z tego powodu omawiane na Zjeździe szczegółowe zagadnienia programów kształcenia stanowiły w zasadzie tylko rozpaczliwe próby ratowania systemu, a nie jego doskonalenia.
Najważniejszy był więc ciągle powtarzany postulat całego środowiska lekarskiego - od stażysty do emeryta - by zachować roczny staż podyplomowy. Jedynym logicznym argumentem jego likwidacji mogą być oszczędności finansowe, zresztą niezwykle wątpliwe. Niestety, pomimo powszechnej obrony stażu, "przez wszystkich", decydenci są nadal betonem. Diabełek mi podpowiada, że może ich ideą stał się wizerunek mniej wykształconego polskiego lekarza; wówczas nie byłby on poszukiwany poza granicami i pozostałby w Kraju.

Na Zjeździe prowadzono też równolegle dyskusję nad aktualnymi problemami ochrony zdrowia. Oczywiście, poczesne miejsce zajmowała ustawa refundacyjna. O jej brakach powiedziano i napisano już wiele, można tylko dodać, że jest ona niedościgłym wzorem skomplikowania sobie (ministerstwu, lekarzom, farmaceutom i przede wszystkim pacjentom) normalnego życia. Wiele lat temu (brzmi jak w bajce), leki, także częściowo lub w pełni refundowane, można było przypisać na kawałku papieru, wystarczał podpis i pieczątka lekarza, zaś w aptece wydawano specyfik bez najmniejszego problemu. Lekarzowi powierzało się zdrowie i życie pacjenta, więc przypisanie leku uważano za ważny element leczenia, a nie potencjalną działalność przestępczą. Obecnie takie rozumowanie stało się czystą utopią.
Najbardziej niebezpieczny jest zapis zezwalający na przypisanie leku refundowanego tylko zgodnie ze "wskazaniami rejestracyjnymi", które określa producent. Słusznie w wywiadzie dla "Przekroju" (styczeń 2012) wypowiada się dr Marek Balicki, przed laty minister zdrowia: "Ten zapis to nieuzasadniona ingerencja ustawodawcy w wykonywanie zawodu lekarza". Sądzę, że takie ograniczanie sztuki leczenia i sprowadzenie jej do automatycznego stosowania administracyjnego standardu hamuje praktyczne wykorzystanie zdobyczy nowoczesnej wiedzy medycznej. Jest to ewidentne działanie na niekorzyść pacjenta; będzie też niezgodne z europejską konwencją bioetyczną, jeżeli ostatecznie Polska ją ratyfikuje, co od kilku dni zapowiada premier.
Refleksja może być tylko jedna - oddaliśmy prawodawstwo medyczne w ręce kolegów o nie zawsze dostatecznie szerokich horyzontach myślenia i działania, zaś zarządzanie ochroną zdrowia instytucjom myślącym wyłącznie w kategoriach finansowych. Dlatego kończę szekspirowskim dylematem współczesnego lekarza: "liczyć, czy leczyć, oto jest pytanie !". Jeżeli liczenie przyjmiemy za ważniejsze, to do programu reformowanych studiów trzeba wprowadzić co najmniej roczny kurs rachunkowości, najlepiej kosztem resztek przedmiotów humanistycznych, np. nauczania etyki, historii medycyny lub języków obcych; oby moja kpina nie okazała się rzeczywistością.

marzec 2012

Jan Stasiewicz

Biuletyn nr 2/2012 - pismo Okręgowej Izby Lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Białymstoku.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004-2020