Strona główna OIL

   


 
Chwila refleksji
Korupcji już nie ma!

      Pomimo ciągłego bałaganu w ochronie zdrowia osiągnęliśmy przynajmniej jeden wielki cel – możemy uroczyście ogłosić, że w 2007 roku korupcja w świecie medycznym przestała istnieć, prawie całkowicie. Oczywiście, mam na myśli korupcję prawdziwą, nie tzw. wyrazy wdzięczności, polegającą na uzależnianiu działań lekarskich, wcześniej już opłaconych, od otrzymania dodatkowej korzyści materialnej, wręczanej lekarzowi przez pacjenta lub jego rodzinę. Inaczej mówiąc, chodzi o naruszenie artykułu 68 Kodeksu Etyki Lekarskiej, który warto przypomnieć w pełnym brzmieniu: "Jeżeli z zatrudnienia lekarza wynika, że winien on spełniać swe obowiązki wobec powierzonych jego opiece chorych bez świadczeń finansowych z ich strony, to nie może żądać od tych chorych wynagrodzenia w jakiejkolwiek formie, ani też uzależniać leczenia od uzyskania materialnych korzyści". Korupcję (łapownictwo) trzeba jednak kategorycznie odróżniać od przyjmowania drobnych upominków, które po zakończonym leczeniu pacjent z własnej inicjatywy ma zwyczaj wręczać lekarzowi, a chodzi zazwyczaj o kwiaty, czekoladki, butelkę alkoholu lub książkę; gratyfikację pieniężną przyjmujemy za niedopuszczalną.
      Powstaje zasadnicze pytanie, dlaczego łapówkarstwo właśnie teraz prawie całkowicie zanikło, stało się zjawiskiem marginalnym, występującym z częstotliwością poniżej jakiejkolwiek znamienności statystycznej. Z pewnością, jednym z powodów, chociaż nie najważniejszym, jest uporczywa walka z tą patologią, prowadzona w zasadzie przez wszystkich. I nie chodzi tu o pokazowe aresztowania lekarzy, przebiegające z nadmierną agresją służb antykorupcyjnych, lecz o powszechną i poważną dezaprobatę łapówkarstwa, którą obserwujemy w środowisku medycznym, wśród pacjentów oraz opinii publicznej. Wytworzyła się atmosfera, w której cwaniak- łapówkarz musiałby funkcjonować w pełnej konspiracji, także wobec swoich kolegów, przełożonych i podwładnych. Gdyby teraz ktoś żądał łapówki, byłby uznany za osobę podejrzaną wręcz o niepełną sprawność umysłową. Bowiem jeżeli nawet nie istnieją u niego hamulce natury moralno-etycznej, to winien zdawać sobie sprawę, że łapówka stała się ekstremalnie ryzykowna i stąd nieopłacalna.
      Zaistniało też szereg przyczyn obiektywnych sprzyjających ogranicze niu korupcji. Przede wszystkim, środowisko lekarskie jest obecnie zróżnicowane; istnieje co najmniej pięć podstawowych, dużych grup lekarzy, wśród których pokusy korupcyjne są nieporównywalne. I tak, prawie całkowicie sprywatyzowani stomatolodzy, działają na zasadach rynkowych, zaś wolny rynek potrafi w sposób skuteczny zapobiegać korupcji i ją likwidować. Trudno mówić o korupcji w odniesieniu do lekarzy rodzinnych. Zasady ich wynagradzania, chociaż wciąż niedoskonałe, polegają na płaceniu przez NFZ za opiekę nad poszczególną osobą. Myśląc logicznie, to lekarz rodzinny winien zachęcać obywateli, zwłaszcza młodych i zdrowych, by chcieli zostać jego pacjentami. Kto komu może więc proponować "łapówkę"? Dwie dalsze grupy – lekarzy najmłodszych (stażyści i rezydenci) oraz najstarszych (emeryci i renciści), z przyczyn obiektywnych i zrozumiałych są także poza zachowaniami korupcyjnymi. A więc tylko specjaliści zatrudnieni w publicznych zakładach pozostają narażeni na realne zachęty korupcyjne. Dwa główne czynniki, niskie zarobki oraz urzędowe kolejki do szpitali i specjalistów, stanowią nadal znakomite podłoże dla łapówkarstwa. Nastąpiło jednak wyraźne samoograniczenie tego zjawiska. Po pierwsze, znaczna część tych lekarzy przeszła do pracy w prywatnych przychodniach i szpitalach, gdzie zjawisko wręczania kopert jest nieznane. Po drugie, w zakładach publicznych coraz większa liczba specjalistów ma zatrudnienie kontraktowe, które zazwyczaj wiąże się ze znacząco wyższymi zarobkami i jest pracą w ramach własnej działalności gospodarczej; korupcja byłaby więc nieopłacalnym i ryzykownym marginesem. Pozostaje stale zmniejszająca się grupa lekarzy zatrudnionych na "starych" zasadach (umowa o pracę), którzy teoretycznie mogliby być zainteresowani dodatkowym wynagrodzeniem pochodzącym bezpośrednio od pacjenta; ten zaś nierzadko narzuca się z łapówką, mając głęboko zakorzenione przyzwyczajenia sprzed lat i z innego ustroju. Jednak ci lekarze są zazwyczaj świetnie wykształconymi specjalistami, często fanami swego szpitala, o wielkim zaangażowaniu w pracę, która jest ich powołaniem, a przede wszystkim są uczciwi i etyczni. Piszę o nich z pełnym przekonaniem, znam bowiem bardzo dobrze środowisko specjalistów szpitalnych, wśród których spędziłem ponad 45 lat swego życia. Nie muszę też nikogo z koleżanek i kolegów przekonywać, że w sierpniu 2007 roku nie istnieje już w szpitalach i przychodniach zasada "nie dałeś koperty, będziesz pacjentem drugiej kategorii". Twierdzę więc, że korupcja wśród lekarzy stała się zjawiskiem historycznym. Proszę zwrócić uwagę, że głośne obecnie zatrzymania lekarzy dotyczą rzekomo popełnionych czynów "korupcyjnych" sprzed roku, dwu lub jeszcze wcześniejszych. "Wdzięczny" pacjent, który przed rokiem przebył operację z pozytywnym skutkiem, nagle przypomina sobie, że po zabiegu wręczył lekarzowi "wyraz wdzięczności" (np. 500 zł. w kopercie) i zgłasza ten fakt w prokuraturze. Jakże wspaniały renesans pamięci wdzięcznego pacjenta !
      Czy zmierzch korupcji oznacza koniec ataków na środowisko lekarskie? Absolutnie nie - jesteśmy przecież "wykształciuchami", chcemy więcej zarabiać, marzymy by nasza medycyna i nasze warunki pracy upodobniły się do tych w dawnych krajach unijnych, nie jesteśmy pokorni, protestujemy, a nawet strajkujemy. Trzeba więc na lekarzy mieć "haki". Najlepiej ich przestraszyć, a w mass mediach wytworzyć antylekarską histerię.
      By nie być gołosłownym zacytuję krótki fragment wywiadu opublikowanego w Newsweeku (19 sierpnia 2007), który przeprowadzili redaktorzy Grzegorz Indulski i Andrzej Stankiewicz z byłym ministrem MSWiA Januszem Kaczmarkiem.
      "Newsweek: "Słyszeliśmy o spotkaniu, na którym byli Ziobro, Mariusz Kamiński, pan oraz stołeczni prokuratorzy. Rozmawialiście o kardiochirurgu Mirosławie G."
      J. Kaczmarek: "Prokuratorzy przedstawili dowody. Wszyscy byliśmy zgodni: korupcja jest ewidentna. Wtedy Ziobro powiedział, że korupcja spowszechniała, musi być coś ekstra i można sprawę zbadać na okoliczność zabójstwa przez G. jednego z pacjentów."
      Newsweek: "Po operacji G. zostawił tampon w ciele pacjenta. Chodziło o wykazanie, że nie tylko zrobił to świadomie, ale wiedział, iż to doprowadzi do śmierci."
      J. Kaczmarek: Ale mógł to być także błąd w sztuce lekarskiej. Ja uważałem, że należy powołać biegłych. Sam zobowiązałem się porozmawiać z ministrem Religą. Profesor powiedział mi, że pozostawienie tamponu nie oznacza bezpośredniego zagrożenia dla życia. Przekazałem to Ziobrze."
      Newsweek: "Potem była słynna konferencja Ziobry pod hasłem "Ten człowiek już nikogo nie zabije..."


      Jakikolwiek komentarz do powyższego cytatu jest zbędny. Czytelnikom Biuletynu łączę serdeczne wakacyjne pozdrowienia.

Jan Stasiewicz

Ateny, sierpień 2007

Biuletyn nr 2007/3 - pismo Okręgowej Izby lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Białymstoku.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004-2020