Strona główna OIL

   


 
WSPOMNIENIA

Andrzej Piotr Lussa
(1949 - 1995)

      Trudno uwierzyć, że minęło 10 lat od czasu, gdy zupełnie niespodziewanie pożegnał nas Andrzej Lussa, Kolega i Przyjaciel, entuzjasta idei Samorządu Lekarskiego, jeden z twórców odrodzonych izb lekarskich. Wiedzieliśmy wówczas, że Andrzej ciężko chorował, że dzielnie walczył z chorobą; ostateczny cios był jednak niespodziewany i zbyt silny.
      Dr n. med. Andrzej Lussa miał zawsze wszechstronne zainteresowania. Był przede wszystkim lekarzem o wybitnie humanistycznych uzdolnieniach i zainteresowaniach. Jako adiunkt w Zakładzie Patomorfologii AMB pracował naukowo i uczył studentów, chciał jednak być na co dzień w pobliżu chorego. Uważał, że praca naukowa, teoretyczna, ma sens tylko w połączeniu z obserwacją pacjenta. Z tych względów, zawsze rano mogliśmy spotkać Go w Klinice Hematologii; dopiero potem udawał się do Zakładu, w którym praca trwała nieraz do późnych godzin nocnych. Tam też naukowego zawodu uczył się od wielkiego hematologa - profesora Karola Buluka.
      Andrzejowi nigdy nie wystarczała tylko praca lekarza, nawet rozdwojonego między zakładem teoretycznym a kliniką. Był bowiem społecznikiem, więcej - politykiem. Miał to w genach. Odważnie, niezależnie od okoliczności i sukcesów, głosił swoje poglądy, zdecydowanie prawicowe. Był jednym z garstki założycieli Solidarności na Uczelni, odcierpiał też swoje w ramach różnych uczelnianych weryfikacji. Zachował jednak entuzjazm i pogodę ducha, powtarzając stale "będzie lepiej". W 1989 roku wpadł w wir tworzenia odrodzonych izb lekarskich. W pierwszej kadencji, jako sekretarz Okręgowej Rady Lekarskiej w Białymstoku, organizował od podstaw materialne podstawy działania samorządu. Był twórcą Biuletynu ORL i Zeszytów Historycznych, których kształt utrzymujemy do dziasiaj. Idolem Andrzeja był Józef Piłsudski, stąd motto na okładce Biuletynu brzmi - "Być zwyciężonym i nie ulec, to zwycięstwo, zwyciężyć i spocząć na laurach - to klęska". Andrzej Lussa był też jednym z inicjatorów budowy siedziby Izby Lekarskiej przy ulicy Świętojańskiej, dołożyl wszelkich starań by wybrać właściwą lokalizację i by powstał ciekawy architektonicznie projekt.
      Przez cztery długie lata pierwszej kadencji widziałem się z Andrzejem codziennie, razem planowaliśmy "co robić i jak robić". Był dobrym współpracownikiem, co najciekawsze - rozsądnym i z dużym poczuciem humoru. Gdy chciałem Mu dokuczyć, mówiłem "towarzyszu sekretarzu"; Andrzej natychmiast odpowiadał - "ty przebrzydły masonie". Dlaczego nazywał mnie masonem - nigdy nie wyjaśnił. Po pierwszej kadencji Andrzej uznał, że spełnił w Izbie swoją misję. Pomimo naszych nalegań wycofał się z tej działalności, pozostając tylko delegatem na Zjazd Krajowy. Sądzę, że temperament polityczny Andrzeja wziął górę; izba lekarska, zrzeszająca wszystkich lekarzy niezależnie od ich opcji ideologicznych i politycznych, nie stwarzała Mu dostatecznego komfortu psychicznego by dalej działać na tym polu. Przystąpił do innych działań, o szerszym zasięgu; wkrótce został Prezydentem Białegostoku. Przedwczesna śmierć nie pozwoliła na realizację ambitnych planów. Każdorazowo jednak, gdy przechodzę w pobliżu pomnika Księdza Popiełuszki, wspominam Andrzeja - był przecież jednym z głównych inicjatorów i budowniczych tego monumentu.

Jan Stasiewicz


ANTONI EUGENIUSZ BUKOWSKI
(1937 - 2005)
"I znowu odszedł z naszego Grona
Drogi nam kolega pozostawiając pustkę i żal"
      Urodził się w Borawskich, pow. Grajewo. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej, rozpoczął naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Ornecie, które ukończył w 1954 roku. W roku 1957 rozpoczął studia na Wydziale Lekarskim w Akademii Medycznej we Wrocławiu które ukończył w 1963 roku uzyskując tytuł lekarza. Po odbyciu wstępnego stażu pracy w Szpitalu Powiatowym w Łomży, rozpoczął pracę w Powiatowej Przychodni w Łomży, w Ośrodku Zdrowia w Rogienicach jako kierownik Ośrodka, dyżurując jednocześnie w Pogotowiu Ratunkowym. Z dniem l stycznia 1970 roku powołany został na stanowisko Kierownika Przychodni Obwodowej w Łomży, a w listopadzie 1973 roku uzyskał tytuł specjalisty II stopnia w dziedzinie pediatrii. Od października1975 roku został zatrudniony na stanowisko Kierownika Poradni Medycyny Szkolnej w Woj. Przych. Matki i Dziecka w Łomży, a od maja 1976 roku pełnił obowiązki Ordynatora Oddziału Noworodkowego, dyżurując jednocześnie w Oddziale. 5 kwietnia 1979 roku wygrał konkurs na stanowisk Ordynatora Oddziału Dziecięcego - Obserwacyjno Zakaźnego Szpitala w Łomży, gdzie wykazał dużo własnej inicjatywy przy jego organizowaniu. Analizując przebieg pracy, zauważa się, że przeszedł On wszystkie szczeble w hierarchii pracy lekarza awnsując na stanowisko Ordynatora. W swej pracy jak i w życiu był zawsze pogodny, sumienny i zdyscyplinowany. Kochał życie i jego uroki, kochał swoją pracę lekarza z dziećmi, lubił dzieci i łatwo nawiązywał z nimi dobry kontakt, a one odwzajemniały Jego sympatią, był bardzo czuły na ich cierpienia. Był również dobrym kolegą.Swoją pracą potwierdził umiemiejętność kierowania zespołem ludzkim, dobrą organizacją pracy i drobrymi wynikami.
      Z racji bogatego doświadczenia zawodowego posiadał duży autorytet podległego personelu przez, który był lubiany i któremu służył dobrą radą. Za swoją pracę odznaczony był Srebrnym Krzyżem Zasługi i Odznaką Przyjaciela Dziecka. W marcu 1999 roku odszedł na emeryturę, lecz nieubłagałna choroba zbyt wcześnie zabrała Jego z naszego grona, pozostawiając żal i smutek w Rodzinie, którą kochał niezmiernie i cieszył się Nią. Wśród koleżanek i kolegów lekarzy pozostawił smutek a jednocześnie dobre wspomnienie.
      Zachowamy Go w naszej pamięci na zawsze. Koleżance Marii Bukowskiej, oraz córce i synowi - składamy wyrazy szczerego współczucia.

Bronisław Podolak


JADWIGA DZIUBA
(1928 - 2004)

      Nasza Jadzia, skromna z lekkim uśmiechem zadumy, zawsze elegancka w ulubionym kolorze błękitu i granatu, była "światłem" naszych oczu. Jakże ciężko jest pisać w czasie przeszłym o Osobie, którą się znało i spotykało od około 40 lat zarówno na niwie zawodowej jak i prywatnej. Jaka więc była "nasza Jadzia" - a zawodowo Pani dr n. med. Jadwiga Dziuba.
      Urodzona 1928 r. w Macieszach w rodzinie o wielkich tradycjach umiłowania Boga i Ojczyzny, jako najmłodsze czwarte dziecko. Wg opowieści dr Jadzi - miało ono w przyszłości zapewnić opiekę starzejącym się rodzicom i być ich oparciem w ciężkich chwilach choroby lub innych przypadłości. Tymczasem Ich spracowane dłonie i przygarbione plecy starały się zabezpieczyć byt materialny całej czwórce, a przede wszystkim umożliwić pobieranie nauk. Sami niewykształceni, kierują dzieci do Szkoły w Macieszach, w której też przyszła doktor kończy z wynikiem bardzo dobrym Szkołę Podstawową. Ciężkie lata okupacji najpierw sowieckiej, a następnie niemieckiej - nie są sprzyjające młodemu pokoleniu Polaków. Na wszelkiego rodzaju tajnych kursach dr Jadzia kontynuuje naukę z zakresu gimnazjum i liceum, aby w roku już 1953 uzyskać świadectwo dojrzałości. Jej psychika pełna dobroci, łagodności i pomocy bliźniemu, początkowo ukierunkowuje Ją na zawód nauczyciela, w którym widzi spełnienie swoich zamierzeń. Kiedy jednak w roku 1950 otwiera pierwsze swoje podwoje Akademia Medyczna w Białymstoku, przyszła dr Jadzia w roku 1953 podejmuje trud egzaminacyjny umożliwiający rozpoczęcie studiów w nowoutworzonej Uczelni. Kończy ją w 1959 r. i po odbyciu stażu uzyskuje dyplom lekarza medycyny. Wielka radość rodzinna i w gronie przyjaciół. Jaką specjalność wybrać? Drobnej postury, filigranowa o dłoniach pianisty, wybiera okulistykę - by leczyć i ratować to co najdroższe każdemu człowiekowi - oczy - narząd wzroku - to światło obejmujące Świat i jego piękno, biedę i radości. Całkowicie poświęca się dziedzinie wybranej, nie liczy godzin przepracowanych, ani dni i nocy spędzonych w Szpitalu im. Śniadeckiego w Oddziale Okulistyki w Białymstoku. Nie mająca własnych obowiązków rodzinnych jest na każde wezwanie i każdy telefon. Nikczemne pensje lekarskie w owym czasie, zmuszają Ją do równoczesnej nocnej pracy podczas dyżurów w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Białymstoku. To obciążenie zawodowe nie przeszkadza, że dr Jadzia wciąż uzupełnia swoją wiedzę merytoryczno - naukową. Efektem badań naukowych powstaje rozprawa doktorska pt.: "Analiza odległych wyników leczenia zachowawczego i operacyjnego jaskry prostej" , której promotorem jest pan prof. dr hab. R. Chwirot. W roku 1978 Rada Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Białymstoku nadaje Jej tytuł doktora nauk medycznych. Wątła Jej postura nie wytrzymuje fizycznie, zmusza Ją do rezygnacji z pracy w Pogotowiu Ratunkowym, a stworzona Wojewódzka Okulistyczna Poradnia Specjalistyczna, przy Wojewódzkim Szpitalu im. Śniadeckiego, staje się Jej długoletnim miejscem pracy, w której obejmuje kierownictwo, pełniąc go aż do chwili przejścia na emeryturę. Nie mogąc się rozstać z ukochaną salą operacyjną, równocześnie jako wolontariusz pozostaje w Oddziale Okulistycznym tegoż Szpitala wykonując liczne i trudne zabiegi specjalistyczne. Jest to okres pełnego rozkwitu zawodowego i naukowego Pani dr Jadwigi Dziuby. Pozostaje dalej skromną, chętną do pracy i współpracy lekarką i przyjaciółką wielu z nas. Wspólne spotkania, radości, smutki, różne opinie, kończące się niekiedy późną nocą - burzliwymi dyskusjami, bowiem w tych trudnych czasach, którym przyszło naszemu pokoleniu żyć i pracować - były codziennością, a dr Jadzia była w nich zwykle Osobą uciszającą. Swoją rozwagą, wiedzą i talentem wprowadzała łagodność w dyskusji. Głęboko wierząca nie potępiała tych, którzy byli innych poglądów, czy też innego sprzecznego z Jej duchem zdania. Starała się wyjaśniać, przekonywać. W roku 1993 przechodzi na emeryturę. Pełna jednak sił twórczych, dalej lecz w mniejszej ilości godzin zatrudnienia "dorabia" do emerytury. Jak zawsze pogodna, elegancka jest zawsze z nami - Jej przyjaciółmi na dobre i złe. Kiedy w roku 2002 przypadkowe badania wykazują ciężką chorobę płuc - dr Jadzia jako lekarz wie co to znaczy. Zaczyna się walka z chorobą i czasem. Nie rezygnuje z uciążliwego leczenia, które Ją bardzo wyczerpuje. Słabnąca z miesiąca na miesiąc, mimo to wciąż uśmiechnięta, wie że walkę ziemską musi przegrać, lecz mocna duchem wierzy, dając nam przykład cichego, a zarazem godnego człowieka - odchodzenia w smugę cieni. Długie godziny rozmów przy łóżku podczas Jej pobytu w Klinice - były godzinami wielu radosnych wspólnych wspomnień i mimo bólu, który Ją w ostatnich dniach choroby wyraźnie zniewalał, była pełna optymizmu i uśmiechu.
      Odeszła i rozstała się z nami w piękne słoneczne sobotnie popołudnie dnia 29 maja 2004 roku na wieczny dyżur. Pochowana na Cmentarzu Miejskim w Białymstoku.

Grono przyjaciół


ANNA FARANCEWICZ - ŻUKOWSKA
(1957 - 2004)

      26.04.2005 roku minęła pierwsza rocznica Jej śmierci. Odeszła od nas niespodziewanie, w ciszy, za wcześnie i za szybko... .
      Pozostawiła w głębokim żalu i smutku rodzinę i przyjaciół. Urodziła się w Sejnach. Szkołę Podstawową i Liceum Ogólnokształcące ukończyła w Puńsku. W latach 1976 - 1982 studiowała na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Białymstoku. Po ukończeniu studiów i stażu podyplomowego podjęła pracę w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Suwałkach na Oddziale Chorób Wewnętrznych. Po uzyskaniu specjalizacji I stopnia z zakresu interny, zaczęła doskonalić swoje umiejętności w dziedzinie diabetologii. W 1987 roku zorganizowała Poradnię Diabetologiczną w Suwałkach. Była inicjatorką powstania Stowarzyszenia Chorych na Cukrzycę.
      Była zdolną, pracowitą, a przy tym bardzo skromną osobą, wspaniałym lekarzem. Miała magiczną moc w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi, zwłaszcza ludźmi cierpiącymi. Pacjenci Ją uwielbiali. Była źródłem radości i wzorem spokojnego rozładowywania napiętych sytuacji.
      W 1990 roku ze względów rodzinnych wyjechała do USA. Tam łącząc obowiązki rodzinne z nauką, nostryfikowała dyplom lekarski i rozpoczęła pracę w swoim zawodzie. Ale nie tylko. Również rozpoczęła walkę z ciężką nieuleczalną chorobą. W czerwcu 2004 roku Jej prochy wróciły do ukochanego Puńska. W naszej pamięci na zawsze pozostanie jako Ta, zawsze uśmiechnięta, o blond włosach, niebieskich oczach i ogromnym sercu, Ania.

Koleżanki i Koledzy z Oddziału Wewnętrznego Szpitala w Suwałkach


HALINA KRYSTYNA FIEDOROWICZ - GŁOS
(1939 - 2002)

      Pełna życia, ale skromna i pokorna, szczera i koleżeńska, "oddana ludziom w życiu osobistym i zawodowym, wrażliwa, uczciwa, wspaniały człowiek" - takie określenia padają, gdy wspominamy Halinkę Głos w środowisku osób, które miały szczęście z nią współpracować.
      Wydaje się rzeczą raczej niewiarygodną, aby można było posiadać naraz tyle zalet, ale Halinka naprawdę łączyła w sobie wszystkie te przymioty. By oszczędzić bliskich umiejętnie, długo skrywała cierpienie - dlatego Jej śmierć bardzo zaskoczyła znajomych ze środowiska lekarskiego. Swoje życie poświęciła ofiarnej służbie chorym co było docenione przez pacjentów. Była wzorową żoną, matką i babcią. Strzegła w rodzinie wartości patriotycznych i chrześcijańskich.
      Urodziła się 2 września 1939r w Brześciu nad Bugiem. Dramatyzm tej daty i miejsca nie wymaga komentarza. Była dzieckiem okrutnej wojny. Po wojnie Rodzina przeniosła się najpierw do Bielska Podlaskiego, aby później osiąść na stałe w Białymstoku. Tu Halinka ukończyła II Liceum Ogólnokształcące i w 1957 r. podjęła studia na Akademii Medycznej w Białymstoku. W 1963 r. uzyskała tytuł lekarza medycyny. Staż podyplomowy odbywała w Szpitalach powiatowych w Siemiatyczach i Bielsku Podlaskim. Poradnia Dermatologiczna w Bielsku Podlaskim była też Jej pierwszym miejscem pracy zawodowej. W miasteczku tym mieszkała z mężem i synkiem do 1976 r. - kiedy okoliczności zmusiły Rodzinę do przeprowadzki do Białegostoku. W międzyczasie uzyskała specjalizację z zakresu Dermatologii i Wenerologii. Dalsza praca zawodowa - to zatrudnienie w Poradni Dermatologicznej Miejskiego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Białymstoku. Pracowała tu aż do przejścia na wcześniejszą (wymuszoną stanem zdrowia) emeryturę w 1998 r. Będąc już emerytką do ostatnich miesięcy życia starała się podtrzymywać kontakty zawodowe biorąc udział w klinicznych posiedzeniach naukowych.
      Drobna, filigranowa, zawsze zadbana i elegancka - ale bez śladu ekstrawagancji, z bujnymi ciemnymi włosami upiętymi bezbłędnie w imponujący kok, zawsze z nieco zakłopotanym uśmiechem na ustach - mogłaby być ozdobą najlepszego towarzystwa. Taką Cię Halinko zachowamy w swoich sercach. Lekarz Dermatolog Halina Krystyna Fiedorowicz.Głos zmarła 22 listopada 2002 r.

Cześć Jej Pamięci Koleżanki


BOGDAN PIECHOCIŃSKI
(1957 - 2000)

"Czas mija szybko, ale zapisani w pamięci
Przyjaciele pozostają na zawsze."

      W dniu 31 marca 2005 roku minęło już pięć lat, jak odszedł od nas drogi nam Kolega i Przyjaciel Bogdan Piechociński.
      Urodził się w Łomży. Mieszkał z rodzicami i uczył się w Jedwabnem do chwili ukończenia Liceum Ogólnokształcącego. Następnie rozpoczął studia w Akademii Medycznej w Białymstoku które ukończył w listopadzie 1982 roku. Po studiach rozpoczął pracę w Szpitalu Wojewódzkim w Łomży i po ukończeniu stażu postanowił pracować w Oddziale Chirurgicznym tegoż Szpitala. Pracując w Szpitalu pełnił dyżury w Oddziale, Pogotowiu Ratunkowym i Ambulatorium Chirurgicznym w Łomży, był również nauczycielem chirurgii w Zespole Szkół Medycznych w Łomży. Dnia 10.03.1987 roku uzyskał I stopień specjalizacji w zakresie chirurgii ogólnej, a tytuł specjalisty chirurga 26.03.1994 roku. Praca chirurga jest ciężka i odpowiedzialna, mimo to wykonywał ją chętnie i z zamiłowaniem, uzyskując coraz lepszą opinię wśród operowanych pacjentów i personelu. Pasją Jego życia oprócz pracy zawodowej była uprawa warzyw na domowej działce i sprawy kulinarne, przynosił i częstował koleżanki i kolegów przyrządzanymi przez siebie potrawami, wszystkim smakowały, prezentował także piękne okazy wyhodowanych przez siebie warzyw. Humor i dobry nastrój nie odstępowały Go nigdy. Przytoczę jeden przypadek z jego pracy w Przychodni Chirurgicznej, kiedy to zgłosiła się matka z dzieckiem, które miało ranę na twarzy - Bogdan po zbadaniu dziecka, w karcie chorobowej napisał rozpoznanie - "rana dziobana kogutem". Przeszło to historii jako dobry humor wśród koleżanek i kolegów Przychodni i Oddziału Chirurgicznego. W pracy zawodowej był solidnym, spokojnym i sumiennym chirurgiem o bardzo dobrym przygotowaniu teoretycznym i praktycznym, przez co zyskał sobie dobrą opinię wśród pacjentów. Wszyscy chorzy byli przedmiotem tej samej Jego troski. Różnica troskliwości dyktowana była tylko ciężkością stanu chorego, nigdy zaś innymi zewnętrznymi okolicznościami. Był ambitnym i zdolnym operatorem, lubianym przez pacjentów, kolegów i współpracowników. Oddany Rodzinie, Córeczkom i Żonie, które bardzo kochał i przejawiał wiele troski. Odszedł nagle. Nie zdążył zrealizować zawodowych, rodzinnych i życiowych planów. Jego przedwczesna śmierć boleśnie dotknęła rodzinę i przyjaciół. Pozostanie w naszej pamięci jako dobry lekarz, człowiek, serdeczny, życzliwy i koleżeński.

Bronisław Podolak


EWA PILECKA
(1946 - 2004)

      Urodziła się w Białymstoku. Jej matka, Olimpia Wojtulewska była długoletnią kierowniczką Dziekanatu i Rektoratu AMB, ojciec Józef dyrektorem Liceum Sztuk Plastycznych w Supraślu. Uczyła się w Białymstoku, również studia medyczne ukończyła w naszej uczelni 27.06.1970r.
      Po odbyciu stażu podyplomowego rozpoczęła pracę w Zakładzie Anatomii Prawidłowej AMB, równocześnie odbywając staż w oddziale chorób wewnętrznych WSZ, gdzie w 1974 r. uzyskała I° specjalizacji z chorób wewnętrznych. Od 1976 r. była asystentem Oddziału Chemioterapii w Wojewódzkim Szpitalu im. M. Skłodowskiej-Curie przy ul. Warszawskiej 15 (w skład tego szpitala przed rozdziałem wchodziły oddziały onkologiczne i położniczo - ginekologiczne). W latach 1982 - 1985 pracowała jakom lekarz ogólny w Polskim Zespole Medycznym w szpitalu Libijskim w Zliten. W ramach współpracy z kliniką hematologii prowadziła badania nad układem krzepnięcia w chorobie nowotworowej, pod naukowym kierownictwem prof. M. Bielawca, co zaowocowało obroną pracy doktorskiej w marcu 1989 r. W kwietniu 1995 r. uzyskała II° specjalizacji z zakresu chemioterapii nowotworów. W lutym 2001 r. została zastępcą ordynatora oddziału chemioterapii i chorób wewnętrznych Białostockiego Ośrodka Onkologicznego.
      Większość lat pracy zawodowej, to praca w oddziale chemioterapii, trudna, nierzadko wyczerpująca psychicznie. Dała się tam poznać jako osoba skromna ale dużej wiedzy, koleżeńska. Cieszyła się sympatią i uznaniem wśród kolegów, zawsze życzliwa dla innych, nie odmawiała im pomocy, pełna uśmiechu i optymizmu. Była wspaniałą lekarką, bardzo wrażliwą na ludzkie cierpienia, oddana bez reszty swoim pacjentom. Z ogromną życzliwością i zaangażowaniem opiekowała się wymagającymi specjalnej troski, pacjentami z chorobą nowotworową.
      Bardzo kochała swoje córki, męża, rodziców i była równie bardzo kochana przez córki, uwielbiana przez męża Leszka, była również troskliwą córką, z poświęceniem zajmującą się rodzicami, wymagającymi na co dzień wieloletniej opieki. Z podziwu godnym oddaniem dzieliła uczucia miłości między dziećmi, mężem, rodzicami a odpowiedzialną pracą zawodową, wymagającą nierzadko wielu wyrzeczeń oraz równie matczynego podejścia do pacjenta.
      Znałem dobrze Ewę i Leszka, tworzyli udane i kochające się małżeństwo, z przyjemnością obserwowałem wyjątkowo czułe i serdeczne odnoszenie się do siebie małżonków.
      Odeszła od nas a nikt nie spodziewał się, że śmierć nastąpi tak szybko i nagle Z wielkim żalem i smutkiem, my Twoi koledzy musimy pogodzić się z myślą, że pozostaniesz już tylko w naszych wspomnieniach. Łączę się z Jej Bliskimi w bólu.

Ryszard Grabowski

Biuletyn nr 2005/2 - pismo Okręgowej Izby lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Białymstoku.
Dla członków izby lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004  
Redaktor: serwis@bialystok.oil.org.pl  
Data utworzenia: 2005-07-27