Strona główna OIL

   


 
Choroba polska
ZWIĄZEK ZAWODOWY LEKARZY

      Zbliżają się wybory parlamentarne, partie hurtowo sprzedają wyborcom swoje spleśniałe, odgrzewane kiełbasy, ale trudno się od nich dowiedzieć, jak naprawdę zamierzają reanimować opiekę zdrowotną, zarżniętą przez ostatnią koalicję. Wiadomo tylko, jaką koncepcję preferują SLD i SdRP (patrz: sławetna reforma M. Łapińskiego oraz jej kontynuacja w wykonaniu M. Balickiego), oraz PiS (pomysł kołchozowej służby zdrowia). No i jest też projekt senatora Z. Religi z partii Centrum, nie proponujący jednak żadnych poważnych dodatkowych źródeł finansowania.
      Pozostałe ugrupowania szamoczą się pomiędzy populizmem a demagogią i nie chcą wykrztusić z siebie jakichś kompleksowych, konstruktywnych programów w tym zakresie. Polityczny koniunkturalizm, kunktatorstwo i obawa przed utratą paru punktów sprawiają, iż nie ma odważnych, którzy przyznaliby otwarcie, że jeśli budżetu nie stać na dofinansowanie systemu, to muszą to zrobić pacjenci, i że likwidacja kas chorych była wielkim błędem, zwłaszcza, iż znajdowały się one dopiero w fazie testowania.
      Kasy chorych były prototypem, z którego miało dopiero powstać urządzenie nadające się do użytku. Bo przecież każdy system na początku ma wady, które trzeba weryfikować. I gdy już owe usterki zostały zlokalizowane, gdy nawet opracowano metody ich korekty, nagle, na fali populizmu wyborczego oraz zachłanności i zarozumiałości koalicji, która cztery lata temu dorwała się do władzy, prototyp ten został w bezmyślny sposób skasowany.
      Żaden konstruktor tak nie postępuje, chyba że ogarnie go totalny szał niszczenia. Takiego wariata zamyka się w odosobnieniu, bo przecież stanowi on zagrożenie dla siebie i dla otoczenia. A u nas niebezpieczni wariaci chodzą wolno, i bezkarnie rozwalają wszystko, co tylko znajdzie się w ich zasięgu. Możemy więc być dumni ze swojej tolerancji.
      Według przeprowadzonych przez WHO (Światową Organizację Zdrowia) w r. 2000 analiz porównawczych, najlepszą na świecie organizacją ochrony zdrowia może pochwalić się Francja. Gdyby będący w stanie destrukcyjnego amoku wariaci nie korzystali w Polsce z większej ochrony, niż normalni obywatele, do tej pory znacznie zbliżylibyśmy się do modelu francuskiego. A tak, te 7 lat, które upłynęło od zapoczątkowania naszych reform, można tylko wsadzić psu pod ogon. We Francji istnieje ponad 20 systemów obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych, a kasy chorych są publicznymi podmiotami pozarządowymi posiadającymi samodzielność i autonomię. Szpitale funkcjonują na bazie wyliczonych im przez władze rządowe budżetów. Refundację kosztów ich działalności uzależniono od liczby przyjętych pacjentów, liczby łóżek, rodzaju udzielanych świadczeń, oraz od aktywności zespołu lekarzy.
      Wysokość składek zdrowotnych uzależniona jest we Francji od wielkości zarobków (obywatelom, których miesięczne zarobki nie przekraczają 562 euro, składki opłaca kasa państwowa). Istniejące współpłacenie stało się bodźcem do rozwoju rynku doubezpieczeń, które objęły już ok. 90 proc. populacji. Za wizytę u lekarza poz pacjent płaci 20 euro, a ze swojej kasy chorych otrzymuje zwrot 13 euro (jeśli jest to porada lekarza prywatnego, kosztująca 190 euro, zwrot wynosi 133 euro). W zakresie specjalistyki, ubezpieczenie obowiązkowe pokrywa tylko koszt konsultacji realizowanych ze skierowania. Za wizyty "na własne życzenie" pacjent płaci w całości sam.
      System obowiązkowych ubezpieczeń zwraca 70 proc. wydatków szpitalnych, a pozostałą kwotą obciążony jest ubezpieczyciel dodatkowy pacjenta, lub on sam. Koszty hotelowe wynoszą 13 euro dziennie. Odpłatność ta nie obowiązuje w zakresie pomocy doraźnej, w przypadku leczenia szpitalnego trwającego dłużej niż miesiąc, przy stosowaniu leków albo produktów niezbędnych, czy też bardzo kosztownych. Za ominięcie kolejki i za wybór lekarza prowadzącego obowiązuje oddzielna opłata.
      Lekarze zarabiają rocznie 45-120 tys. euro, osiągając w ten sposób trzykrotną średnią krajową, a ich warunki płacowe ustalane są wspólnie przez lekarskie związki zawodowe i Narodową Kasę Ubezpieczenia Zdrowotnego (oraz kasy reprezentujące pozostałe systemy) na mocy podpisanych 5-letnich konwencji taryfowych na świadczenia.
      Porównując rozwiązania obowiązujące we Francji z zasadami proponowanymi w polskim projekcie Racjonalnego systemu opieki zdrowotnej, opracowanym w r. 2003 przez Porozumienie Środowisk Medycznych (gdzie wiodącą rolę odgrywa Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy), można znaleźć wiele zbieżności. Co więcej, projekt PŚM rokuje większą efektywność, rzetelność i elastyczność, niż ma to miejsce w modelu francuskim.
      System byłby powszechny, wysokość składki ustalałby parlament, a składkę za osoby o najniższych (lub żadnych) dochodach finansowałby budżet. Zarządzanie składką zostałoby zdemonopolizowane i powierzone kilku lub kilkunastu ubezpieczycielom publicznym i niepublicznym, którzy walczyliby o świadczeniodawców poprzez oferowanie im konkurencyjnych warunków zakupu świadczeń. Świadczeniodawca mógłby podpisać z ubezpieczycielem umowę po spełnieniu szeregu wymogów merytorycznych, ale bez uczestniczenia w fikcyjnym cyrku zwanym konkursem ofert.
      Refundacja za to samo świadczenie byłaby wszędzie jednakowa. Koszyk świadczeń gwarantowanych, ich standaryzację i wysokość cen urzędowych za poszczególne świadczenia ustalałaby agencja centralna. Jednocześnie świadczeniodawcy, w zależności od swoich specyficznych kosztów, mogliby stosować ceny wyższe, niż wynikające z refundacji. Różnicę pokrywałby pacjent z własnej kieszeni lub z wykupionego ubezpieczenia dodatkowego. Zakres współpłacenia nie obejmowałby przypadków nagłych i procedur najdroższych, a osoby o najniższych (lub żadnych) dochodach byłyby zwolnione od jakichkolwiek dopłat do świadczeń gwarantowanych.
      Liczba udzielanych świadczeń nie byłaby limitowana. Uruchomiłoby to konkurencję pomiędzy świadczeniodawcami, którzy rywalizowaliby o pacjenta minimalizowaniem wysokości współpłacenia i generowaniem wyższej jakości usług medycznych. W walce z nadużyciami, głównym kontrolerem systemu byłby pacjent, od którego decyzji zależałoby, jaką instytucję ubezpieczeniową wybierze, oraz u jakiego świadczeniodawcy i jak często zechce się leczyć, a tym samym - gdzie skieruje on środki z tytułu ubezpieczenia obowiązkowego i ze współpłacenia. Prezentowane rozwiązania mogą się wydać rewolucyjne, ale w ciągu kilku lat dadzą się wprowadzić w sposób ewolucyjny. A trzeba je zastosować, bo archaiczne metody ręcznego sterowania nie sprawdziły się ani w funkcjonującym do r. 1998 socjalistycznym systemie budżetowym, ani w centralistycznym, para-budżetowym systemie NFZ. Chyba, że na potrzeby wyborów coś się naprędce wymyśli. A potem naprędce zrealizuje się to, co się naprędce wymyśliło. I znowu będzie kiszka.

Ryszard Kijak
Przewodniczący Zarządu Regionu
Podlaskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy

Biuletyn nr 2005/2 - pismo Okręgowej Izby lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Białymstoku.
Dla członków izby lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004