Strona główna OIL

   


 
NASZE WYWIADY
Z dr Urszulą Łapińską, dyrektorem Narodowego Funduszu Zdrowia rozmawia Jan Pietruski

      JP. Gratulujemy objęcia stanowiska dyrektora Podlaskiego NFZ. Nie ukrywam, że nasze środowisko, wiąże z tym wielkie nadzieje, bowiem naszym zdaniem tylko lekarz może zrozumieć potrzeby lecznictwa i zminimalizować wpływy polityczne, utrudniające reformy. Nasi czytelnicy chcieliby wiedzieć jaki jest program nowego dyrektora NFZ? Czy widzi pani jakąś możliwość zmian systemowych o którym mówimy, piszemy i wszyscy na te zmiany czekają, ale nic się nie robi? Czy mógłbym prosić o kilka słów na ten temat?
      UŁ. Co do programu, to sytuacja jest skomplikowana. Fundusz jest instytucją jednolitą w skali całego kraju. Wszelkie rozwiązania czy to systemowe czy dotyczące kontraktowania podejmowane są centralnie, czyli my możemy jedynie próbować zaakcentować, uwidocznić problemy Podlasia, problemy zdrowotne naszego społeczeństwa i próbować w ten sposób ukierunkowywać na naszą korzyść to co się dzieje w centrali, decyzje które są podejmowane i przedmiot kontraktowania który jest ustalany. Jesteśmy filią Funduszu i rozwiązania narzucane centralnie musimy respektować. Natomiast pewne elementy możemy zasygnalizować. Mamy pewne pole do popisu jeśli chodzi o programy zdrowotne. Tu rzeczywiście możemy prowadzić bardziej regionalną politykę, tu też widzę dużą rolę i współpracę z samorządem lekarskim. Jeżeli chcemy coś w województwie zrobić, do czegoś dojść, nawet pozyskać większe środki, to musimy robić to wspólnie. Państwo jako izba lekarska, czy konsultanci wojewódzcy, są olbrzymim wsparciem wszelkich działań. Argumenty, wiedza, praktyka, to wszystko jest potrzebne, żebyśmy my z kolei mogli zaakcentować pewne problemy w sposób bardzo rzeczowy, merytoryczny.
      JP. Widzę w pani wypowiedzi nutę optymizmu, bo my uważamy, że współpraca nie układa się dobrze. Społeczeństwo jest rozżalone tą sytuacją, którą stworzył minister Łapiński. Lekarze bardzo ofiarnie pracują, a mimo to nikt nie jest zadowolony. Organizacja jest zła, a środków jest ciągle za mało. Chciałbym zapytać, czy pani widzi w jakiejś niedalekiej perspektywie powrót do kas chorych w takiej postaci jaką zastał min. Łapiński. My uważamy to za niezbędne, musi powstać jakaś forma konkurencji, aby pacjent mógł dokonać wyboru, który osłabi monopol NFZ To co się robi obecnie, można porównać do kroplówki, która podtrzymuje konający organizm, ale życia już nie przywróci.
      UŁ. W mojej opinii decentralizacja tak, ale tego typu zmiany zależą od polityki zdrowotnej państwa. Nie wiemy co się będzie działo za jakiś czas, ale kasy chorych to były instytucje, które przy decentralizacji bardziej sprzyjały regionalnym podejściem. W Podlaskiej Kasie Chorych przez te kilka lat wypracowaliśmy przedmiot kontraktowania, satysfakcjonujący świadczeniodawców. System ten tworzył się przez lata. Wszystkie środowiska medyczne współpracowały, pomagały nam, pamiętam ten okres i to rzeczywiście zostało na pewnym etapie zaprzepaszczone. Teraz jak obserwuję NFZ mniej więcej od roku, wracamy i zaczynamy od początku tworzyć to co niejednokrotnie było już zrobione. Dopóki nie będzie decentralizacji będziemy cały czas niezadowoleni, bo pewne rozwiązania, które są dobre w Polsce w przypadkach dużych centrów czy instytucji, u nas się nie sprawdzają. Wiele z tych procedur nie wykonujemy i dopóki nie będzie pewnej swobody działania jeśli chodzi o region i o oddział funduszu, to niestety będą cały czas problemy.
      JP. Jesteśmy tego samego zdania. Ale czy centrum może wiedzieć czego nam potrzeba np. dla Dąbrowy, lub jakiegokolwiek powiatu? Albo głośna sprawa niesprawiedliwego rozdziału środków budżetowych, dla poszczególnych oddziałów regionalnych w kraju, wg algorytmów wziętych z sufitu. Było to dla nas zaskoczeniem i odebraliśmy to jako lekceważenie województwa.
      UŁ. Tak to jest duży problem.
      JP. Nikt nas nie pyta o zdanie, wszelkie ważne decyzje podejmuje się arbitralnie. Przypomnę list 50 profesorów do prezydenta sprzed dwóch lat, który był aktem rozpaczy wobec całkowitego braku zainteresowania rządu służbą zdrowia. Dopiero po kilku tygodniach wicepremier Hausner zaprosił lekarzy na konferencję, którą zaczął od stwierdzenia, że służba zdrowia nie chce z nim rozmawiać, podczas gdy wiadomo, że było i jest odwrotnie. Dla nas to był afront. Chciałbym zapytać, czy w związku z bliskimi zmianami opcji politycznej można się spodziewać decentralizacji czy jakichś zmian systemowych?
      UŁ. Ci którzy zajmują się polityką, na wyższym szczeblu znają problemy dotyczące systemu ochrony zdrowia. Powinny być uwzględnione głosy dotyczące decentralizacji, wprowadzenia ubezpieczeń alternatywnych, czy dodatkowych. Trudno mi mówić w tej chwili jakie rozwiązania zostaną przyjęte, bo nie znam dokładnie programów poszczególnych partii. Kiedyś mówiono o konieczności ujednolicenia przedmiotu kontraktowania w całej Polsce, żeby wszyscy wiedzieli, co fundusz kupuje i na jakich zasadach. Dotyczy to także ujednolicenia sprawozdawczości w całym kraju, co już jest wprowadzone. Sprawozdawczość jest jednolita, wszyscy wiemy o czym mówimy, nie ma takich rozbieżności, że procedura jest jedna w danym regionie a w innym inaczej się nazywa, inaczej jest rozliczana i inaczej płatna. Te różnice zostały zminimalizowane. Nikt nie ma złudzeń, że system centralizacji się nie sprawdza w przypadku tak dużej instytucji jak NFZ. Co się tyczy innej instytucji niż fundusz, konkurencyjnej, nie jesteśmy na tym etapie do tego przygotowani. Nasze społeczeństwo jest biedne, nie chciałabym uogólniać, ale tak jest. Wprowadzenie konkurenta musiałoby być bardzo dobrze przygotowane. Przy naszych możliwościach prawno-systemowych, mówi się na razie tylko o dodatkowych ubezpieczeniach.
      JP. Chciałbym zapytać o inny bardzo ważny, a niedostrzegany przez rząd problem coraz liczniejszych wyjazdów młodych lekarzy za granicę. Wyjazdów oczywiście o tle czysto ekonomicznym.
       UŁ. Poszukiwanie środków do życia przez młodych lekarzy jest strasznie trudne, sama to przeszłam i na pewno nie powinno tak być. Nie wiem jak to zmienić, nawet się nad tym nie zastanawiałam, ale cały czas czułam pewien żal. Jesteśmy dobrze wykształceni i chwaleni za granicą. Mamy duży potencjał kwali.kacyjny i wypuszczamy go lekką ręką; tego nie mogę zrozumieć, zaś zwiększanie naboru na Akademie aby temu zaradzić, byłoby jakimś nieporozumieniem. Niefortunne jest ciągłe zmienianie całych ekip. Nie może tak być, gdyż musi być pewna stabilność. Musi być ten człon, który prowadzi i realizuje program, bez względu na zmiany ekip rządzących.
      JP. Słyszy się, że niektóre szpitale pracują bez długów jak np. w Kamiennej Górze. Czy coraz krótsze hospitalizacje, coraz powszechniejszy outsourcing, ale bez prywatyzowania, czy jest to wystarczająca i właściwa droga?
      UŁ. Uważam, że sieć szpitali publicznych i jakieś zabezpieczenie musi być, ale nie w takiej wersji jaką przygotował swego czasu minister Łapiński. Przykład przekształcenia w Kamiennej Górze samodzielnego publicznego ZOZ-u w niepubliczny zakład ze stuprocentowym udziałem samorządu w tej spółce w szpitalu powiatowym, zrobił na mnie wrażenie. Widziałam prezentacje starosty. Szpital otrzymał dużo mniejszy kontrakt z Funduszu na przestrzeni lat, a mimo to rozwija się, osiąga zyski, personel jest zadowolony, zmotywowany. Przyszłość przed tym szpitalem rysuje się pozytywna, tylko naśladować. Potrzebne są jednak bardzo dokładne i fachowe analizy funkcjonowania szpitali, których się nie przeprowadza w stopniu wystarczającym. Pokusiłam się o analizę dwóch szpitali powiatowych w naszym województwie, podobnych jak w Kamiennej Górze, jeżeli chodzi o liczbę łóżek i analizę procedur wykonywanych na oddziale ginekologiczno-położniczym. Jeżeli w jednym ze szpitali prawie 70% procedur z zakresu patologii ciąży jest obserwacją ciężarnej do 48 godzin, to już się chyba trzeba zastanowić, czy tego nie należy zmienić. Łatwo zauważyć, że w naszych szpitalach na terenie województwa mamy takie możliwości.
      Jak pracowałam w urzędzie marszałkowskim, przygotowywaliśmy plan stworzenia wspólnej regionalnej sieci, w której później już byśmy nie przegrali. Czy dany szpital znalazłby się w sieci publicznych szpitali czy nie, czy nastąpiłoby jego przekształcenie, zależałoby od wielu czynników. My szpitali może nie mamy za dużo, ale struktura łóżek na pewno wymaga wery.kacji. Mamy najwyższy w Polsce wskaźnik ludzi powyżej 65 roku życia, ale jakoś nie bardzo myślimy o opiece długoterminowej, czy rehabilitacji.
      Cały czas widziałam na Podlasiu Szpital Wojewódzki jako centrum Po co mamy wysyłać naszych chorych do Konstancina, skoro u nas mamy rehabilitację na wysokim poziomie. Mamy więc duże możliwości i dużo do zrobienia, a przykłady z Polski są tylko do naśladowania.
      JP. Co pani sądzi o beznadziejnie niskich płacach lekarzy w naszym kraju, co wiąże się bezpośrednio z utratą prestiżu naszego zawodu? Węgrzy i Czesi oraz któryś z krajów bałtyckich znacznie podniosły uposażenia lekarzy.
      UŁ. Samo podniesienie uposażeń opartych na składce będzie się musiało wiązać z jej zwiększeniem. W tej chwili dyrektor ZOZu ma ręce związane. Musiałby zaciągać kredyty, których nie może zaciągać zdając sobie sprawę , że nie będzie możliwości ich spłacenia. Problem jest głęboki i sięga rządu.
      JP. Ostatnie już pytanie, to karty chipowe, które od trzech lat działają i sprawdzają się doskonale w woj. śląskim. Czy są jakieś obiektywne trudności, które nie pozwalają nam na wprowadzenie ich u nas?
      UŁ. Ruszyły intensywne prace w ministerstwie przy udziale NFZ, które analizują i przygotowują wprowadzenie kart w całej Polsce. Prace trwają, nie znam jednak szczegółów i nie wiem na jakim są etapie.
      JP. Bardzo dziękuje Pani Dyrektor za rozmowę.

Biuletyn nr 2005/2 - pismo Okręgowej Izby lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Białymstoku.
Dla członków izby lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004