Partnerami serwisu są:



Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt zgodnie z ustawieniami przeglądarki.
 
Stylizacja
Indeks korzyści

Joanna Sokołowska

Po epoce meblościanki w naszych mieszkaniach pojawił się Styl. Każdy go ma. A jak go nie ma, zatrudnia stylistę - fachowca, który zdecyduje, co nam się powinno podobać.


Rzesze mniej lub bardziej doświadczonych projektantów aranżują nasze domy, ogrody, biura i parki, dobierają rasę psa do modelu naszej rodziny, planują miejsce i sposób wypoczynku. Już wszyscy uwierzyliśmy, że sami nie damy sobie rady z zagospodarowaniem otaczającego nas świata. Stylizujemy więc wnętrza, choćby kuchenne, paznokcie, włosy, sylwetkę i co tam kto ma do wystylizowania. Przyszedł czas na stylizację osobowości. Jak donosi prasa, narodził się nowy zawód - stylista biblioteki. Taki stylista, po dokładnym przyjrzeniu się swojemu klientowi, zdecyduje za pewną, dostosowaną do wyśrubowanych wymagań, opłatą, co klient powinien przeczytać, by poczuł się mądry, piękny i bogaty. Korzystając z usług stylisty, unikniemy straty czasu spędzonego pomiędzy półkami księgarni (tego, który moglibyśmy poświęcić pracy, która jest najważniejsza) oraz ryzyka czytelniczego kaca wynikającego z faktu, że nie przeczytaliśmy książki modnej ani godnej nagrody Pulitzera. Według klucza - jeden poradnik, jeden bestseller, jeden modny kryminał - w gronie znajomych zabłyśniemy erudycją. Już nie będziemy zdani na pseudointelektualną opinię przekupionych przez wydawnictwo recenzentów. Powierzymy nasz czytelniczy los osobiście przekupionemu molowi książkowemu, który rozrzuci niedbale w naszym domu woluminy pasujące do wizerunku - naszego i mieszkania. Pomoże nie tylko nam, ale i naszym dzieciom, z pewnością doradzając lekturę modnej "Małej książki o kupie" Pernilli Stafelt, w której "treść dopełniają doskonałe kolorowe obrazki" (cytat z noty wydawniczej) zamiast "Baśni" J.Ch. Andersena z ilustracjami J. M. Szancera. Książkowy doradca zwolni nas z uciążliwego i wymagającego myślenia obowiązku dokonywania wyboru.
Oczywiście ze stylistą można dyskutować, ale bardzo ostrożnie...
Stylizacja przybiera rozmiary zjawiska socjologicznego. Także Ministerstwo Zdrowia, zatrudniające młodych, idących z duchem epoki doradców postanowiło się nią zająć. Aby podnieść nieco wątłą, w urzędniczej ocenie, pozycję społeczną lekarzy, postanowiono obwołać ich szafarzami publicznych pieniędzy, a tradycyjnej formie preskrypcji leku - recepcie, nadać medialnie znaczenie bankowego czeku. Powstał system zwany dla zmylenia przeciwnika "listą refundacyjną". Ministerialni styliści przyjrzeli się z uwagą klientowi i ocenili, że polski lekarz, podobnie jak polski - już przysłowiowy - pacjent, sam sobie w rzeczywistości stworzonej po ubiegłorocznej ofensywie ustawodawczej nie poradzi. Według klucza - charakterystyka produktu leczniczego, tani zamiennik, brak refundacji - korzystając z porad stylisty, będziemy więc leczyć tanio, choć bez wdzięku i niekoniecznie skutecznie. Unikniemy czasochłonnego wertowania bieżącej literatury medycznej, a - jak powszechnie wiadomo - czas to pieniądz podatnika. Nie narazimy się na gniew pozbawionego serca funkcjonariusza z urzędu, który w swoim logo przewrotnie umieścił biało-niebieskie serduszko. Już nie będziemy zdani na pseudonaukową opinię ekspertów przekupionych przez koncerny farmaceutyczne. Drogę wskaże nam bowiem Obwieszczenie Ministra w formacie pliku pdf. Jeśli uda nam się zastosować do wszystkich zaleceń stylistów z warszawskiej ulicy Miodowej, nie zostaniemy wykluczeni z grona świadczeniodawców ubiegających się o laur kontraktu.
Oczywiście ze stylistą można dyskutować, ale bardzo ostrożnie...
Piszę te słowa, siedząc w swojej bibliotece. Patrzą na mnie książki zapraszane do naszego domu latami, zbiór nieco chaotyczny i eklektyczny, który nie ustrzegł się wstydliwych pomyłek, ale książek się nie wyrzuca. Pewnie ten księgozbiór mówi o mojej rodzinie więcej, niż ja sama umiałabym powiedzieć. I nie wpuszczę tu żadnego stylisty.
Nie chcę też stylistów z ulicy Miodowej. Studia i lata nauki nauczyły mnie samodzielnego doboru metod leczenia i źródeł informacji. Sztuką w medycynie jest odnajdywanie w oparciu o powyższe nowych dróg. Rzemieślnicy, tacy jak ja, chcą czerpać z tej sztuki. Chcę to robić w zgodzie z wiedzą, doświadczeniem i w poczuciu, że ponoszę za swoje działanie odpowiedzialność przewidzianą kodeksami - etyki lekarskiej i karnym, a nie okólnikiem zmieniającego się co cztery lata urzędnika. I wraz z Andrzejem Garczarkiem nucę sobie, nieco go trawestując:
"stylistów nikt nie będzie mi wybierał, wrogów poszukam sobie sam" i tak dalej... (kto zna, niech sobie dośpiewa, kto nie zna - niech sobie "wygoogla").


Gazeta Lekarska 2012-04 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
http://http://www.gazetalekarska.pl
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2012-04-05