Partnerami serwisu są:



Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt zgodnie z ustawieniami przeglądarki.
 
Lekarzy losy wojenne (10) - Droga do Katynia

W 1938 r. miał stanąć w Warszawie pomnik lekarza, sanitariusza, sanitariatu - różnie go nazywano. Projekt był dziełem Edwarda Wittiga. Nie stanął. Odlew hitlerowcy pocięli palnikami. Z tym pomnikiem wiąże się nazwisko lekarza wojskowego Wiktora Kalicińskiego, którego w 1940 r. zamordowano w Katyniu.


Centrum Wyszkolenia Sanitarnego (CWSan) na warszawskim Ujazdowie było w połowie lat trzydziestych XX w. znaną w Warszawie placówką medyczną. Szkoliło i doszkalało lekarzy wojskowych. Podlegali mu podchorążowie sanitarni czyli studenci medycyny na Uniwersytecie Warszawskim, którzy jednocześnie przechodzili szkolenie oficerskie i po studiach zostawali lekarzami wojskowymi. Centrum prowadziło własny szpital wojskowy zwany Szpitalem Ujazdowskim. W Centrum, a więc na stanowisku wykładowcy, jako asystent, kierownik pracowni, wreszcie kierownik Zakładu Anatomii Patologicznej pracował mjr dr Wiktor Kaliciński. Był lekarzem o nieefektownej specjalizacji patologicznej. Generał dr J. Kołłątaj-Srzednicki, wieloletni komendant CWSan, nazwał go "wybitnym anatomopatologiem".

Doktor Kaliciński nie zamykał się w wąskiej specjalności patologicznej. Jako patolog miał do czynienia z tkankami nowotworowymi. Okoliczność ta sprawiła, że zaczął prowadzić samodzielne badania nad komórkami rakowymi. O swoich obserwacjach i dociekaniach napisał i opublikował dwie rozprawy naukowe dotyczące pierwotnego mięsaka żołądka oraz raka mięsakowatego trzonu macicy.

Bardziej chyba niż jako lekarz znany był z zamiłowania do historii i do sztuki. W 1928 r. jego szef gen. dr J. Kołłątaj-Srzednicki wraz z liczną kadrą lekarzy, generałów i pułkowników, którzy mieli przeszłość legionową, postanowili uczcić pamięć swoich towarzyszy frontowych, lekarzy, sanitariuszy, felczerów, siostry miłosierdzia - stawiając im pomnik w Warszawie. Komitetem, który zajął się zbieraniem funduszy i opiniowaniem projektów artystycznych, kierował w randze jego sekretarza, także były legionista, mjr dr Wiktor Kaliciński. Jako sekretarz był człowiekiem do roboty przy wiecznie zajętych generałach J. Kołłątaju-Srzednickim, S. Roupercie, S. Hubickim, F. Sławoju-Składkowskim.

Wiktor Kaliciński zgromadził na koncie spore fundusze, bo sięgające 85 tys. zł. Starczyło to na zamówienie dzieła u artysty wówczas najbardziej znanego, bo u samego prof. Edwarda Wittiga, twórcy pomnika Lotnika, PeOWiaka, a później Juliusza Słowackiego. Wittig wykonał gipsowy model pomnika, który znany był jako pomnik Sanitariusza. Zaplanowane odsłonięcie w 1938 r. zostało, wobec zbliżającej się wojny, przesunięte na czas późniejszy.

W archiwach znajdują się sprawozdania finansowe Komitetu Budowy Pomnika i przesłanie napisane przez Wiktora Kalicińskiego: Pomnik powinien być symbolem Służby Zdrowia (...) powinien uprzytomnić, że bohaterami są nie tylko żołnierze i oficerowie, polegli wśród warkotu karabinów i śpiewu pocisków, ale również sanitariusze i lekarze, choć cichą śmiercią polegli.

Doktor Kaliciński nie był człowiekiem z wierzchołka hierarchii wojskowej służby zdrowia, ale pojawiał się w drugim szeregu w sytuacjach, kiedy potrzebny był dobry organizator i fachowiec. Kiedy w maju 1935 r. zmarł Marszałek Piłsudski - generałowie wezwali na pomoc mjr. dr. Wiktora Kalicińskiego. Przeprowadził on sekcję zwłok Marszałka, w czasie której wyjął serce, którego przeznaczeniem był grób Matki Piłsudskiego w Wilnie. Biograf Piłsudskiego J. Moraczewski odnotował, że Kaliciński dokonał także mumifikacji zwłok Marszałka.

Mjr dr Wiktor Kaliciński nie zamykał się więc w swojej pracowni patologicznej, ale pojawiał się w okolicznościach i w sytuacjach, kiedy jego wiedza i doświadczenie były potrzebne. Tak stanie się też jesienią 1939 r. w sowieckim obozie dla polskich jeńców wojennych w Starobielsku.

*


Major Kaliciński ewakuował się we wrześniu 1939 r. wraz z kadrą CWSan na tereny wschodnie w kierunku Rumunii. Po agresji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 r. dostał się do niewoli. Był jednym z 250 tys. polskich żołnierzy, których pojmano i uwięziono. Związek Sowiecki zaatakował Polskę bez wypowiedzenia wojny, dlatego polscy żołnierze i oficerowie powinni otrzymać status internowanych. Tak się jednak nie stało. Armia, na rozkaz Stalina, przekazywała jeńców NKWD, które pośpiesznie organizowało dla nich obozy, zlokalizowane na ogół w dawnych obiektach klasztornych.

W okresie od końca września do połowy listopada 1939 r. w Starobielsku, w dawnym klasztorze żeńskim, organizowano obóz dla polskich jeńców. Znaleźli się w nim w początkowym okresie oficerowie, ale w większości także szeregowcy i podoficerowie, żandarmi i urzędnicy państwowi. Obiekt poklasztorny był za mały i nie przygotowany na przyjęcie 7054 osób. Zaimprowizowane warunki zakwaterowania były surowe. Z braku miejsca w pomieszczeniach poklasztornych, gdzie nie starczało prycz, wielu spało na podłodze i na korytarzach. Licznych jeńców rozmieszczono w namiotach, piwnicach, ziemiankach. Kuchnia nie była w stanie nastarczyć pożywienia; ciepłą zupę podawano raz dziennie, racja chleba wynosiła 400 gramów, chociaż przepisy, wprowadzane pospiesznie, przewidywały 800 gramów. Nie było łaźni ani pralni, a wyprawy do łaźni miejskiej były sporadyczne.

W tych spartańskich warunkach komisarze NKWD pomyśleli o indoktrynacji zatrzymanych. Do obozu sprowadzano rosyjskie gazety i czasopisma, organizowano głośne czytanie gazet i pogadanki polityczne. Przez głośniki trwała nieustannie agitacja za najlepszym sowieckim porządkiem społecznym i politycznym.

Po reorganizacji, porządkującej skład jeńców w Starobielsku, a także w podobnych obozach w Kozielsku i Ostaszkowie - pod koniec 1939 r. w Starobielsku przetrzymywano 3907 oficerów służby zasadniczej i rezerwistów. Wśród nich było 376 lekarzy wojskowych oraz lekarzy rezerwistów, powołanych do służby tuż przed wybuchem wojny.

Historyk M. Dutkiewicz szacuje, że w trzech wymienionych obozach jenieckich przetrzymywano do 900 lekarzy - oficerów Wojska Polskiego.

Lekarze mieli świadomość, że są specjalnie chronieni i przekonanie, że ich umiejętności są potrzebne ludziom na wolności. W końcu października 1939 r. wystosowali pismo do Berii (szef NKWD) i do Woroszyłowa (szef wojska), w którym - powołując się na międzynarodową konwencję genewską, regulującą prawa lekarzy i farmaceutów w czasie działań wojennych - prosili o zwolnienie z prawem powrotu do miejsc stałego zamieszkania lub o zezwolenie na wyjazd do krajów neutralnych. W Starobielsku lekarze używali chyba tych samych argumentów w pertraktacjach z komendantem obozu Soprunienką, co skłoniło go do przetelegrafowania do centrali w Moskwie prośby o dostarczenie tekstu konwencji genewskiej.

Zamiast tekstu konwencji Soprunienko otrzymał reprymendę i pouczenie: Genewska konwencja lekarzy nie jest tym dokumentem, którym mielibyście się kierować w bieżących czynnościach. w swych działaniach kierujcie się wytycznymi Zarządu NKWD do Spraw Jeńców Wojennych.

Listy lekarzy i komendanta były chyba dla komisarzy NKWD sygnałem, że należy wzmóc czujność i baczniej obserwować polskich oficerów, wśród nich także lekarzy. w tym celu wysłano z Moskwy posiłki w postaci komisarzy NKWD.

W obozach w tym czasie - poza Starobielskiem dotyczy to Kozielska i Ostaszkowa - oficerowie, po pierwszym szoku przyprawiającym o depresję, przystąpili do organizowania codziennego bytu, zwłaszcza zagospodarowanie deprymującego niezwykle wolnego czasu. Popularne stało się wygłaszanie pogadanek. Ich tematy wybierano bardzo dowolnie, z odległych tematów - od polityki i medycyny, poprzez sztukę, aż do zasad kompozycji i historii pieniądza.

Wiedzę o życiu w sowieckich obozach jenieckich historycy czerpią z ocalałych zapisków, znalezionych w czasie ekshumacji przy ofiarach zbrodni. W tych zapiskach w obozie w Starobielsku pojawia się postać majora Wiktora Kalicińskiego. Przy zwłokach zamordowanego w Katyniu więźnia Starobielska por.

J. Zienkiewicza znaleziono dziennik, w którym odnotował dwukrotnie pogadanki wygłaszane przez mjr. Kalicińskiego.

12.12.(1939) Major Kaliciński opowiadał o balsamowaniu Potockiego (chodzi o Piłsudskiego) wczoraj. Dzisiaj o zatargu ks. arc. Sapiehy z Rządem i Prezydentem z powodu przeniesienia zwłok J. Piłsudskiego.

20.12. Kaliciński wygłosił odczyt o balsamowaniu.

Przejmujący jest zapis z dnia Wigilii 1939 r.: Cały dzień trwają przygotowania. Komar i Błaszczykiewicz szykują kanapki ze śledziem. Gawryś i ja szykujemy stoły i tace z deski. Choinka z drobnych gałązek. Smutny dzień - nic nie wiadomo, co w domu, jak tam dzieci i Maryś, ale co robić. "Vismajor". Wigilia wieczorem o 6-tej - trochę łez i smutku. Uchwaliliśmy, że musimy się trzymać, bo potrzebni jesteśmy dla kraju i rodzin. Zebraliśmy się i siedzimy wszyscy - składamy sobie życzenia, po cichu razem śpiewaliśmy kolędy. Wszedł Kaliciński ze śpiewem "Wśród nocnej ciszy".

Odczyty i prelekcje były sposobem na zabicie nadmiaru wolnego czasu. Bardziej aktywni oficerowie nadawali tym zajęciom formy kółek samokształceniowych lub kulturalno-oświatowych. Mało rozważna grupa, nie bacząc na grożące niebezpieczeństwo, założyła nawet kasę zapomogowo-pożyczkową. Informacje o tych zajęciach dotarły do czujnego aparatu wywiadu NKWD, który zakwalifikował je do kategorii wrogich organizacji o charakterze antysowieckim.

Przysłana z Moskwy specjalna ekipa wywiadowcza mogła pochwalić się sukcesem: odkryła antyradziecką organizację jeńców wojennych - oficerów polskiej armii, która wykorzystując sprawę tworzenia kółek kulturalno-oświatowych dla niczym nie zajętych jeńców wojennych organizowała podziemną organizację.

Komendantury obozów systematycznie selekcjonowały jeńców, wyławiając zwłaszcza opornych na propagandę sowiecką i demonstrujących przywiązanie do wojska i do ojczyzny. Trwały wywózki, które w pierwszej kolejności dotknęły duchownych. B. Młynarski, który przeszedł przez obóz w Starobielsku i szczęśliwie uniknął śmierci, napisał po latach o represjach, jakie spadły na prelegentów obozowych pogadanek.

I w tym czasie, gdy likwidowano duchownych, zaczęto identycznymi metodami wyławiać w mroku nocy i wywozić gdzieś w nieznane zacnych "odczytowców" o gorących głowach i gorących sercach. i wreszcie podobny los spotkał organizatorów akcji odczytowej, złożonej z paru pułkowników i kilku majorów, pod mianem "Koła Kulturalno-Oświatowego". Komórka ta niby to z lekka zakonspirowana, była w całym obozie znana, no i rzecz prosta została bez trudu nakryta przez czujki NKWD - i pewnej nocy zlikwidowana.

Wydaje się, że Wiktor Kaliciński, który też był "odczytowcem", uniknął represji opisanych przez Młynarskiego. Nie uniknął, podobnie jak pozostali towarzysze niedoli, sowieckiej kaźni.

Los polskich oficerów, żandarmów, policjantów, duchownych, ziemian, wysokich urzędników i osadników został przypieczętowany 5 marca 1940 r. w piśmie Berii do Stalina, postulującym likwidację 14 700 polskich jeńców osadzonych w obozach w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie oraz 11 tys. innych polskich więźniów osadzonych w obozach na Białorusi i Ukrainie.

Wszyscy oni są - uzasadniał Beria - zatwardziałymi, nie rokującymi poprawy wrogami władzy radzieckiej. (...) próbują kontynuować działalność kontrrewolucyjną, prowadzą agitację antyradziecką. Każdy z nich oczekuje oswobodzenia, by uzyskać możliwość aktywnego włączenia się w walkę przeciwko władzy radzieckiej.

Historycy (patrz: "Katyń. Dokumenty zbrodni") odnotowują, że jako pierwszy na piśmie Berii swoje "za" napisał Stalin i podpisał się. Po nim Woroszyłow, Mołotow i Mikojan. Ręką sekretarza dopisano: Kalinin - za, Kaganowicz - za".

Mjr dr Wiktor Kaliciński zastał zamordowany w Katyniu strzałem w tył głowy.

W czasie ekshumacji zwłoki zidentyfikowano i pochowano we wspólnej bratniej mogile.

Znaleziono przy nich wizytówkę z napisem: w razie śmierci powiadomić moją żonę Kalicińską.

*


Wraz z Wiktorem Kalicińskim zginęli liczni lekarze wojskowi związani z Centrum Wyszkolenia Sanitarnego oraz Szpitalem Ujazdowskim. Zajmujący się badaniem ich losów historyk M. Dutkiewicz stwierdził, że w sowieckich egzekucjach zamordowanych zostało 28 lekarzy z CWSan z Ujazdowa.

Na Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie spoczywa 288 polskich lekarzy.

Na cmentarzu w Miednoje - 6 polskich lekarzy.

Na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu - 305 polskich lekarzy.

Mjr dr Wiktor Kaliciński był jednym z nich.

Zygmunt Wiśniewski


Gazeta Lekarska 2010-03 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2010-03-18