Partnerami serwisu są:



Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt zgodnie z ustawieniami przeglądarki.
 
Tadeusz Lesław Chruściel

Jeden z najwybitniejszych polskich farmakologów. Profesor zwyczajny. Farmakolog kliniczny i doświadczalny. Doktoratem honoris causa Śląskiej Akademii Medycznej uhonorowany w 1996 r.


Tadeusz Chruściel urodził się 30 stycznia 1926 r. we Lwowie. Naukę rozpoczął w szkole podstawowej im. św. Antoniego oraz w gimnazjum i liceum (w latach 1943-44 na tajnych kompletach w czasie okupacji). Świadectwo dojrzałości typu matematyczno-przyrodniczego uzyskał już nie we Lwowie, lecz w Łańcucie, w 1944 r. Studia lekarskie ukończył na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1951 r. Stopień doktora medycyny otrzymał w 1951 r. w AM w Krakowie, a stopień kandydata nauk medycznych w 1956 r. również w AM w Krakowie. W 1958 r. Centralna Komisja Kwalifikacyjna przyznała mu stopień docenta, wkrótce potem został samodzielnym pracownikiem naukowym w ŚAM. Tytuł naukowy profesora nadzwyczajnego otrzymał w 1966 r., zaś na nominację na profesora zwyczajnego musiał poczekać aż do 1990 r.

Pracę zawodową rozpoczął już w czasie studiów (1948 r.) w Zakładzie Farmakologii UJ w Krakowie. Od nowego roku akademickiego 1955 był kierownikiem Katedry Farmakologii ŚAM w Zabrzu Rokitnicy. W roku akademickim 1959/60 Tadeusz Chruściel przebywał jako stypendysta Fundacji Rockefellera w Zakładzie Farmakologii Uniwersytetu w Oksfordzie, gdzie pracował w Laboratorium Biochemicznym.

W latach 1968-75 pracował w Światowej Organizacji Zdrowia w Genewie jako specjalista ds. środków odurzających i psychotropowych (1968-75), kierownik programu WHO dot. uzależnień lekowych (1975 r.), członek komitetu ekspertów WHO ds. alkoholizmu i zależności lekowych (1976 r.). Po powrocie do kraju w 1975 r. był kierownikiem Zakładu Leków Hormonalnych i zastępcą dyrektora w Instytucie Leków w Warszawie, a od 1981 r. jego dyrektorem. W 1985 r. został kierownikiem Zakładu Farmakologii Klinicznej i Społecznej Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. W pracy naukowej Profesor zajmował się miażdżycą, mechanizmami działania leków i interakcjami leków z lekami i z pokarmami, działaniami ubocznymi i mechanizmami zmian, właściwym użytkowaniem leków i racjonalną farmakoterapią, nadużywaniem i uzależnieniem od leków, dopingiem i narkomanią.

Profesor Chruściel jest autorem ponad trzystu prac naukowych, klinicznych i doświadczalnych, kilkudziesięciu artykułów poglądowych, skryptów, rozdziałów w podręcznikach i monografiach, opracowań encyklopedycznych. Członek Komitetu Nauk Fizjologicznych PAN (1963-69) oraz Komitetu Terapii Doświadczalnej. Zastępca koordynatora XII problemu resortowego MZiOS "Nowe leki" (1975-83), koordynator i współautor planu problemu kierunkowego "Synteza i badanie właściwości farmakologicznych nowych związków o przewidywanym działaniu na układ krążenia oraz ocena konsumpcji leków krążeniowych" (1980), koordynator polski tematu opracowanego w ramach RWPG "Konsumpcja leków" (1981-85). Aktywny współpracownik wielu polskich i zagranicznych towarzystw naukowych, m.in. członek Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego. Ceniony komentator "Gazety Lekarskiej". Odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, Złotą Odznaką Honorową "Za zasługi dla Warszawy".

Od 1980 r. należał do NSZZ "Solidarność". W latach 1981-86 pracował w Komitecie Prymasowskim Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności. Leki, z zagranicy, miały w większości nieznane w Polsce nazwy. Trzeba było je odszukać w rozmaitych wykazach, zidentyfikować substancję aktywną tych leków, przetłumaczyć informacje na język polski i poszukać naszego odpowiednika. Ale także oczywiście sprawdzaliśmy ich daty przydatności, czy leki te są bezpieczne, czy ich opakowania nie zostały naruszone. Założyłem dla nich kartotekę. Rano wykładałem w Centrum Kształcenia Podyplomowego dla lekarzy, a popołudniami i wieczorami znakowałem i wydawałem leki. I tak przez sześć dni w tygodniu, przez sześć lat stanu wojennego. Ani ja, ani koledzy nie wzięliśmy za to ani grosza - wspominał "Gazecie Lekarskiej" prof. Chruściel.

Po mrocznych latach stanu wojennego i dławieniu wolnościowych aspiracji Polaków nadszedł wreszcie rok 1989. 4 czerwca bez żalu pożegnaliśmy komunizm. Polskie Towarzystwo Lekarskie i lekarskie gremia solidarnościowe, ze związku zawodowego i komitetów obywatelskich rzuciły się entuzjastycznie do reaktywacji izb lekarskich. W 1989 r. wybrano prof. Tadeusza Chruściela w prawdziwych demokratycznych wyborach, na I Krajowym Zjeździe Lekarzy w Warszawie, pierwszym, po latach niebytu, szefem odrodzonego samorządu lekarskiego, prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej. Od 1993 r. zasiadał w Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Działał aktywnie w Zarządzie Głównym Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich. Udzielał się w Komitecie Terapii i Nauki o Leku Polskiej Akademii Nauk. Prezesował Fundacji Przeciwnowotworowej im. J. Wyznera w Warszawie, która m.in. przesyła leki dla lekarzy na Ukrainie.

Wielokrotnie podkreślał, że w kwestii leków refundowanych niezbędna jest prawdziwa nowelizacja. "Analizę farmakoekonomiczną robi się jednokierunkowo - aby płatnik jak najmniej zapłacił. A to nie jest farmakoekonomika, lecz oszczędzanie płatnika. Nic więcej. Złe leczenie farmakologiczne, czy nie do końca skuteczne, często oznacza konieczność hospitalizacji, a ta dużo kosztuje" - przekonywał.

Zorganizował i prowadził do swych ostatnich dni Zespół Polityki Lekowej i Farmakoterapii w Naczelnej Radzie Lekarskiej. Był mandatariuszem X Krajowego Zjazdu Lekarzy (styczeń 2010), w którym uczestniczył dzielnie aż do jego zamknięcia.

Od 1956 r. najlepszą i jedyną - jak sam potwierdzał - towarzyszką życia Profesora była lekarka, koleżanka z pracy, zakopianka z pochodzenia, pediatra i farmakolog, Marysia Śliz (doc. dr hab. med.). Państwo Chruścielowie doczekali się trojga wspaniałych dzieci. Magda jest tłumaczem przysięgłym, pracuje w organizacji międzynarodowej w Genewie; Piotr jest profesorem fizyki na Uniwersytecie w Oksfordzie (Anglia), laureatem nagrody z matematyki Institut de France w 2003 r.; Wojciech, lekarz, były dyrektor Departamentu Traktatów Unijnych MZ, jest przedsiębiorcą prywatnym.

W latach 2001-05 zauważano go wśród 100 najbardziej wpływowych ludzi w polskiej ochronie zdrowia.

Nieprzejednany w walce o dobro pacjenta. Podkreślał, że ani człowiekowi, ani lekarzowi, ani farmakologowi nie wolno w pacjencie nie dostrzegać cierpiącego człowieka. "Na wszystkie choroby są jakieś lekarstwa, ale na ból duchowy jedynym lekarstwem jest drugi człowiek" - uważał Profesor.


Requiem dla Profesora


Śmierć zawsze przychodzi za wcześnie, zwłaszcza po ludzi wielkich i po tych, których kochamy.

Bogactwo ról, jakie pełnił Pan Profesor, wielość inicjatyw, jakie podejmował, i ze znaną sobie konsekwencją i determinacją realizował, sprawia, że trudno uwierzyć, iż jeden Człowiek mógł uczynić tak wiele dobrych i ważnych rzeczy, że jedno życie wystarczyło, by tak wiele po sobie zostawić.

Profesor był I Prezesem odrodzonego samorządu lekarskiego. Przez wiele lat obserwowałem jego pracę i współpracowałem z nim w Naczelnej Radzie Lekarskiej. Profesor był blisko związany ze Śląskiem - na gruncie naukowym i osobistym. Nieczęsto się zdarza, aby uczelnia nadawała swojemu pracownikowi najwyższą godność akademicką. Dokonania i postawa Pana Profesora sprawiły, że dołączył do elitarnego grona Doktorów Honoris Causa Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Był Pan Profesor niezwykle skromnym Człowiekiem, którego dobroć, życzliwość i uśmiech pozostaną w naszej pamięci. Dziękujemy Profesorze za możliwość czerpania z Pana mądrości naukowej i życiowej. Dziękujemy, że mogliśmy zawsze liczyć na Pana życzliwe wsparcie, za wskazówki, jakie nam Pan dawał, za pasję i zaangażowanie w rozwój naszej izby lekarskiej, za kilkadziesiąt lat splecionych, wspólnych losów Pana i naszego samorządu.

Śmierć zawsze przychodzi nie w porę, a mierzy się ją pustką, którą po sobie pozostawia... Wierzę, że po Tobie nie pozostanie pustka, bowiem pozostaniesz wśród nas na zawsze, wspierając nas w realizacji idei, chociaż brakować nam będzie Twojej fizycznej obecności.

Maciej Hamankiewicz


Odszedł niezwykły człowiek. Słyszałem o nim jako znakomitym farmakologu, ekspercie Światowej Organizacji Zdrowia, pierwszym Prezesie odrodzonego samorządu lekarskiego. Poznałem go jako starszego pana w kiepskim już na pierwszy rzut oka stanie zdrowia. Mimo oczywistych ograniczeń związanych ze stanem fizycznym był człowiekiem o niezwykłej energii, z ogromnym zaangażowaniem oddanym sprawie naszego środowiska. Jego wiedza i pracowitość sprawiły, że do końca życia był aktywnym i niezastąpionym ekspertem NRL w sprawach farmakoterapii i polityki lekowej. Obaj jako "nocne Marki" często grubo po północy wymienialiśmy przemyślenia i opinie drogą mailową. Mimo dużej różnicy wieku staliśmy się przyjaciółmi - poza sprawami dotyczącymi samorządu, zbliżały nas podobne poglądy na wiele spraw ogólnych oraz przywiązanie do naszych rodzin.

Panie Profesorze, szkoda, że nie ma Pana z nami. Proszę o pamięć o nas spoza zasłony Tajemnicy. My Pana nie zapomnimy!

Konstanty Radziwiłł


Profesora poznałem w czasie burzliwego 1989 r. Wszystko działo się bardzo szybko. Najpierw spotkania "Solidarności" Służby Zdrowia, potem organizacja i pierwsze zjazdy odradzających się izb lekarskich. Pewnym zaskoczeniem był historyczny wybór Profesora na prezesa NRL, gdy nieobecność legendarnej prof. Zofii Kuratowskiej na I Krajowym Zjeździe Lekarzy przekreśliła jej szanse na objęcie tej funkcji. Jak często się zdarza, "Opatrzność czuwała". Prof. Kuratowska zaangażowała się w dużą politykę, a prof. Chruściel w pełni poświęcił się izbie lekarskiej. Niemal wszyscy, którzy w tych trudnych, prawdziwie kryzysowych, czasach całe swoje siły oddali odbudowie demokratycznego Państwa Polskiego, szybko spotkali się ze zwykłą ludzką niecierpliwością i najczęściej nieuzasadnioną krytyką. Nie ominęło to również Profesora. Teraz z perspektywy czasu z całym przekonaniem muszę stwierdzić, że mieliśmy szczęście, gdyż był to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Jego upór, pragmatyzm i erudycja były wtedy ważniejsze niż powszechne skłonności rewolucyjne. Ja sam także je przejawiałem, ale to dzięki osobowości nieodżałowanego Profesora mogłem później odczuwać satysfakcję z naszej wspólnej pracy pod Jego przewodnictwem. Niemal z niczego udało się stworzyć solidną materialnie i funkcjonalnie strukturę Naczelnej Izby Lekarskiej.

Bardzo mi żal, że odszedłeś, Drogi Tadeuszu. Osamotniłeś nas, a przecież tyle jest jeszcze do zrobienia. To, co zrobiłeś, było dobre, zasłużyłeś na odpoczynek w pokoju!

prof. Wojciech Maksymowicz
neurochirurg
dziekan Wydziału Medycznego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego



Z Profesorem łączyła mnie długa i bardzo serdeczna przyjaźń, której początki sięgają lat stanu wojennego. o życzliwości, jaką mnie Profesor darzył i jego sympatii, niech świadczy fakt, że zwracał się do mnie bardzo prywatnym i znanym tylko najbliższym imieniem: Marzeno. Najmocniej łączyła nas wspólna działalność w organizacji humanitarnej "Lekarze Świata", która zawiązała się nieformalnie już w okresie stanu wojennego z inicjatywy francuskiej organizacji Medecins du Monde. W Polsce 1995 r. przekształcono ją w Stowarzyszenie Lekarze Nadziei. Ale dużo wcześniej w otwartej przez stowarzyszenie lecznicy dla bezdomnych przy ul. Powsińskiej działał też punkt apteczny. Lekami, które docierały tu z darów, ich selekcją i opisem często zajmował się sam Profesor. Zawsze służył swoją wiedzą, był niezawodnym autorytetem. Był ekspertem! Niezwykle rzetelnym. Ostatni raz widziałam się z Profesorem w połowie stycznia w naszej Poradni Zdrowia dla Bezdomnych. Okazja była niezwykła; "Gazeta Stołeczna" świętując swoje 20-lecie w czasie urodzinowej imprezy wręcza nagrodę Stołek Roku - przyznawany ludziom, którzy robią coś dobrego dla Warszawy i jej mieszkańców. Tym razem stołek trafił do Lekarzy Nadziei, którzy prowadzą jedyną w Warszawie przychodnię dla bezdomnych. No i Profesor przybył na tę uroczystość. Nie przypuszczałam, że właśnie w tym dniu po raz ostatni usłyszę: Marzeno!

Maria Sielicka-Gracka
emerytowana pediatra i endokrynolog
przewodnicząca warszawskiego oddziału Lekarzy Nadziei



Mam w pamięci wiele barwnych opowieści o Profesorze, ale finał jednej z piękniejszych historii, jaka mnie z nim połączyła - a znaliśmy się od czasów Pierwszej "Solidarności" - miał miejsce całkiem niedawno. Sądzę, że jakieś dwa lata temu. Odebrałam wtedy moje akta z IPN i studiując je odkryłam, że wspólnie z prof. Zofią Kuratowską i prof. Tadeuszem Chruścielem byliśmy objęci czy raczej rozpracowywani w ramach jednej akcji pod kryptonimem: Judym. Kiedy opowiedziałam o tym Profesorowi, był niezwykle tym ubawiony, ale i zadowolony. W końcu Judym to bardzo pozytywna postać i nie każdy na taki "epitet" może zasłużyć. Od kilkunastu lat nasze drogi krzyżowały się najczęściej w Katolickim Stowarzyszeniu Lekarzy Polskich - był członkiem Zarządu Głównego. Ostatnie spotkanie miało miejsce w czasie styczniowego Zjazdu Lekarzy. Siedziałam koło Profesora. Mieliśmy wtedy bardzo osobistą rozmowę, zwierzyłam się z kłopotu, który mnie nurtował. Zawsze będę pamiętać jak wielką pociechę, wręcz ulgę poczułam po tej rozmowie. Profesor był po prostu niezwykle życzliwym i wrażliwym człowiekiem o wielkiej mądrości życiowej.

Anna Gręziak
doradca Prezydenta RP,
prezes Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich



Z Profesorem Chruścielem połączył nas niezwykły okres w historii, kiedy po transformacji ustrojowej reaktywował się samorząd lekarski. Profesor był pierwszym prezesem NRL. To były pionierskie czasy, nie mieliśmy żadnego doświadczenia, a początkowo nawet lokalu. Pierwsze zebrania odbywały się w trzech ciasnych pokoikach zakładu farmakologii, gdzie Profesor pracował. Niewątpliwie natomiast przepełniał nas ogromny zapał. Dzisiaj myślę, że mieliśmy też dużo szczęścia, że prezesem naczelnej izby został właśnie Profesor. Człowiek ogromnie pragmatyczny i co ważne, dzięki swym doświadczeniom zdobytym podczas pracy w WHO, posiadający ogromną wiedzą tak potrzebną przy tworzeniu nowych struktur.

Bardzo dużo się od niego nauczyłam. Jego pracowitość była legendarna. Pamiętam jak w czasie obrad nie tylko im przewodniczył, ale równocześnie pisał uchwały, słuchał wypowiedzi kolegów, redagował kolejne dokumenty i sam zabierał głos w dyskusji. Miał ogromną podzielność uwagi. Pamiętam też, że miał ogromny autorytet - proszę sobie wyobrazić, że to do niego przychodzili wszyscy kolejni ministrowie zdrowia, aby się przedstawić! a było ich w tym okresie bardzo wielu.

prof. Ewa Tuszkiewicz-Misztal
pediatra z Lublina
sekretarz NRL podczas prezesury prof. Chruściela



Profesora tak naprawdę poznałem dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych. Słyszałem wcześniej o nim niemało, również nieżyczliwych opinii i niesprawiedliwych komentarzy osób z naszego izbowego establishmentu. Słyszę je również dziś. Nie chcę się mądrzyć. Nie pora na to. Mnie Profesor wzruszył naprawdę dwa razy. Po raz pierwszy, kiedy zgodził się przewodzić odrodzonej po latach poniewierki izbie lekarskiej, gdy odmówiła faworyzowana przez "Solidarność" i dawną opozycję demokratyczną prof. Zofia Kuratowska, która przeżywała wówczas rozdwojenie jaźni: czy być wicemarszałkiem Senatu RP, czy przewodzić lekarzom, czy może lewicowej inicjatywie w Unii Demokratycznej. Drugi powód był już bardziej prozaiczny: palnąłem kiedyś gafę, ot tak za dużo mi się wyrwało w dyskusji na międzynarodowym spotkaniu lekarskim w Częstochowie. Tę moją wpadkę po chwili Profesor podchwycił i obrócił ją w żart. Odetchnąłem z ulgą, bo chyba wtedy zdrowo namieszałem. Był naszym komentatorem w sprawach polityki lekowej. Zgodnym, słownym, ale bardzo zasadniczym. Nie było w nim ani krzty wyniosłości.

Zapamiętam go jako halabardnika twardych zasad, wiernego Panu Bogu i Polsce, ale również Obywatela Wolnego Świata ufnego w entuzjazm i dobre intencje młodszych lekarzy, którzy podążają jego śladem. Jestem dumny, że zawsze zwracał się do mnie po imieniu.

Marek Stankiewicz
redaktor naczelny "Gazety Lekarskiej"



To był człowiek dużej miary. Farmakolog o światowej renomie, szef katedry farmakologii w mojej Śląskiej AM, dyrektor wydziału WHO w Genewie, a potem dyrektor Instytutu Leków. No i przede wszystkim pierwszy prezes odrodzonej Izby Lekarskiej. Ceniliśmy bardzo jego wsparcie dla Polonii Medycznej, a w szczególności środowiska lekarzy lwowskich. Osobiście, jako wychowanek tego samego liceum ogólnokształcącego w Łańcucie, miałem okazję do bardzo wielu kontaktów z Profesorem. Zarówno tych oficjalnych, jak i tych mniej, kiedy dyskutowaliśmy o problemach zawodu, zmianach w Polsce, możliwości wykorzystania doświadczeń zagranicznych dla dobra kraju. Dziesiątki i setki myśli sygnowanych emailami pozostaną, przypominając aktywne życie Profesora.

Odszedł Wielki Człowiek, który pozostawił po sobie bardzo wiele... Niech Mu ziemia lekką będzie, a kwiaty i drzewa niech śpiewają Mu wieczną pieśń aniołów.

prof. Marek Rudnicki
chirurg z Chicago
prezes Federacji Polonijnych Organizacji Medycznych



Pisali o nim

Wielu Polaków, którzy przybyli do Lwowa na uroczystości X-lecia Stowarzyszenia Lekarzy Polskich, łączą z tym miastem bliskie związki. Młode lata spędził tu prof. Tadeusz Chruściel - pierwszy prezes reaktywowanego w 1990 r. samorządu lekarskiego w RP. Swoją pierwszą po wojnie wizytę we Lwowie złożył wkrótce po objęciu funkcji prezesa NRL. Po blisko 50 latach nieobecności we Lwowie zapragnął obejrzeć dom, w którym się wychowywał. Ówczesny dziekan Lwowskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Mieczysław Grzegocki zaofiarował się zawieźć gościa z Polski we wskazane miejsce. Odnalezienie domu zajęło trochę czasu, ponieważ nikt z miejscowych nie pamiętał już przedwojennej nazwy ulicy. W końcu prof. Chruściel wskazał willę: - To właśnie tu mieszkałem z rodzicami. Na to rektor ze zdumieniem: - Niemożliwe. Przecież ja tu mieszkam! Prof. Chruściel tego samego dnia miał okazję zjeść kolację w domu, w którym nie był pół wieku.

Tomasz Sienkiewicz, "Służba Zdrowia" nr 55-58, 19-30 lipca 2001 r.


Czym właściwie jest lek? Język angielski rozróżnia dwa słowa: drug i medicament, które po polsku tłumaczy się tylko jednym słowem: lek. Słowa drug używa się wtedy, gdy jest to substancja, która modyfikuje i zmienia jakąkolwiek czynność biologiczną organizmu. I w tym sensie lekiem jest to wszystko, co zmienia jakąkolwiek czynność biologiczną organizmu. Jednakże w pojęciu lekarza lek to jest medicament. A zatem jest to substancja, która zmienia czynności biologiczne organizmu, w kierunku korzystnym - poprawia zaburzone czynności lub zapobiega powstaniu szkód. Kiedy dyskutowano nad potrzebą i możliwościami refundowania przez budżet państwa kosztów za środki antykoncepcyjne, jako ekspert resortu zdrowia Profesor wyraził wówczas opinię: Można refundować z budżetu państwa, ale tylko za leki. A więc tylko za takie środki, które używane są jako leki. I tylko z tego powodu te trzy preparaty, które są środkami antykoncepcyjnymi i które są refundowane przez państwo, są refundowane dlatego, że są to leki. Pozostałe nie są lekami. Wskazuje to również na zasadniczą różnicę między hormonalną terapią zastępczą a środkami antykoncepcyjnymi. Widać przepaść: leczenie i nieleczenie.

Marek Kośmicki, "Lekarze o antykoncepcji i hormonoterapii", "Nowy Przegląd Wszechpolski" nr 5-6/2001 r.


Sam o sobie


W życiu ani przez chwilę nie nudziłem się ani nie próżnowałem. Miałem swoje hobby: pływanie, kino, literatura, filatelistyka, gra w brydża. Nic nie przychodziło mi łatwo. Nie miałem możnych protektorów, musiałem więc pracować, aby nie pozostawać w tyle i iść do przodu.

Naturalnie w życiorysie chce się przedstawić siebie jak najlepiej, pochwalić się osiągnięciami. Ale nieważne, czy piastowało się jakieś godności, czy zajmowało wysokie stanowiska. Ważne, co z tego wyszło, jak się z tego wywiązałem. Dziś największą radość sprawia mi, gdy na zjazdach lekarskich podchodzą do mnie siwi panowie i panie, przypominają, że słuchali moich wykładów, przyznają się, że byli moimi uczniami i chwalą za to, że bardzo dużo wymagałem, że musieli się uczyć, bo znajomość farmakologii okazała się im później bardzo przydatna. Zawsze mówiłem, że farmakoterapia jest tylko jedną z metod leczenia. z największą radością przyjąłem od Koleżanek i Kolegów nasze izbowe odznaczenia "Gloria Medici" i "Medici Medico" za pracę dla samorządu lekarskiego, dla naszej lekarskiej społeczności. Pomimo tej długiej historii życia nadal tęsknię do miasta mojego dzieciństwa - do przyjaznego, tak kiedyś tolerancyjnego Lwowa...

Wypowiedź na portalu Kongresu Polonii Medycznej

Opracowanie całości: Anna Augustowska i Marek Stankiewicz


Gazeta Lekarska 2010-03 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2010-03-18