Partnerami serwisu są:



Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt zgodnie z ustawieniami przeglądarki.
 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 1997 Gazety Lekarskiej  Numer 1997-07/08  Wielkopolska Izba Lekarska 

Wielkopolska Izba Lekarska

 

obejmuje woj. poznańskie, konińskie, kaliskie, leszczyńskie

Do Izby należy 8200 lekarzy i lekarzy stomatologów.

 

Historia - tak było

 

10 grudnia 1922 r. odbyły się pierwsze wybory do Izby Lekarskiej Wielkopolski i Pomorza. Nowe władze w I komunikacie do lekarzy tak pisały:

Koledzy!

Powołani z wyboru Waszego do objęcia steru spraw lekarskich naszych województw oraz do sprawowania nad Wami sądów koleżeńskich, odzywamy się do Was po raz pierwszy od chwili istnienia polskich izb lekarskich.

Postawieni na straży wszechstronnych interesów stanu naszego, uważamy za pierwszy swój obowiązek zdać sobie sprawę z jego położenia i Wam położenie to jasno uświadomić. Nie chodzi nam w tej chwili o stronę materialną bytu naszego, która to troska również nam gorąco leży na sercu, lecz o wewnętrzną stanu naszego wartość i jego dobre imię. Minęły te czasy, kiedy to stan nasz - niejako nietykalny - siłą faktu swego istnienia trzymał się wyżyn społecznych, z których nieraz dobrowolnie tylko z racji swego powołania zstępował, niosąc z własnej woli często bezinteresownie, pomoc i najmniejszym. To położenie zasadniczej uległo zmianie.

(...) Jeżeli już do prostej walki o byt potrzeba nam wewnętrznej spoistości, ileż więcej hartu ducha i siły moralnej winniśmy znaleźć w sobie, by zachować stanowi naszemu dawną jego wartość wewnętrzną.

Tę wartość wewnętrzną, złączoną z powagą na zewnątrz, dać nam jedynie może poczucie naszej godności, naszego dostojeństwa oraz usilna praca nad odrodzeniem tegoż - zanikającego niestety - poczucia. Uszanują nas inni, jeżeli sami się uszanujemy, jeżeli uszanuje każdy z nas, własną swą godność człowieka-lekarza oraz uszanuje człowieka-lekarza w swym koledze. Wtenczas dopiero zyskujemy prawo szacunku ze strony społeczeństwa.

(...) Jesteśmy na to, by nieść Wam pomoc, gdy potrzeba, powstające nierówności gładzić, a w razie konieczności i najsurowsze wydawać wyroki.

(...) Niechaj mimo zmaterializowania dzisiejszego świata, mimo koniecznych w dzisiejszym ustroju społecznym walk o byt każdy z nas bez względu na stanowisko, jakie zajmuje, w nauce, praktyce, czy urzędzie, szczególnie dzisiaj w początkowym okresie rozwoju wskrzeszonej ojczyzny dokłada swą cząstkę do odbudowy gmachu godności i dostojeństwa tego stanu lekarskiego, który nam wszystkim jest wspólny a winien być drogi.

Poznań, we wrześniu 1923.

Takie były początki. Niestety, niewiele dokumentów zostało z tego okresu. Jakieś fragmenty sprawozdań, protokołów, artykułów prasowych. Ale to są nasze korzenie i trzeba o nich pamiętać. Jedno jeszcze ważne dawne wydarzenie: Rozporządzenie ministra z 15.06.1939 r. o rozdzieleniu izby i ustanowienie odrębnych izb lekarskich: poznańskiej i pomorskiej.

Potem była wojna, a po niej rozwiązanie izby przez władze komunistyczne. Samorządów nikt nie potrzebował.

 

Wielkopolska Izba Lekarska

 

Kiedy przed 8 laty jako "młodzi" 40-latkowie, w towarzystwie jeszcze młodszych 30-latków rozpoczynaliśmy życiowe, być może, zadanie reaktywowania samorządu lekarskiego, z pewnością nikt z nas nie myślał, jak to będzie za 8 lat. Pochłonięci teraźniejszością, wtopieni w radość niezapomnianego r. 1989, ubodzy najczęściej w doświadczenie organizacyjne, za to w szczytowym okresie rozwoju zawodowego postawiliśmy jednak na pracę dla naszego lekarskiego stanu.

Czy dzisiaj, na progu półwiecza naszego życia możemy powiedzieć, że za te 8 lat warto było zapłacić siwizną (prawie wszyscy!), zawałem serca (co najmniej kilkoro), kamicą nerkową, opóźnioną habilitacją, niedokończonymi doktoratami, pretensjami małżonek i mężów zdradzonych na rzecz izby?

Start był bardzo trudny. Można było, oczywiście, zachłysnąć się wielkim sukcesem wyborczym na pierwszym zjeździe lekarzy, jak również i tym, że przy istniejących w całym kraju tendencjach separatystycznych udało się prawie całą Wielkopolskę utrzymać w jednej izbie. A poza tym wszystko trzeba było zaczynać od zera. Przecież nie mieliśmy nic, nic nie było gotowe. Brakowało biura, doświadczenia, nie byliśmy praktycznie zorganizowani. Wiadomo było jedno: tak dalej pracować w służbie zdrowia się nie da. Tak dalej nie może być, żeby lekarz musiał decydować kogo leczyć wszystkimi możliwymi sposobami i środkami, a kogo nie, bo po prostu nie starczy pieniędzy. Okazało się, że w zasadzie nie było rzeczy w służbie zdrowia, która nie wymagałaby poprawienia lub zmiany. Uznaliśmy jednocześnie, że my, jako ludzie wybrani przez ogół, mamy obowiązek tym wszystkim się zająć, doprowadzić do głębokich reform i - co więcej - byliśmy przekonani, że tego dokonamy.

Ale omnipotencja zawiodła.

Byliśmy przecież amatorami, a brak profesjonalizmu zastępowaliśmy entuzjazmem. Tymczasem czas pokazał, że ustawie o izbach lekarskich daleko do doskonałości, że w wielu wypadkach uprawnienia izby są teoretyczne, odległe od praktyki, a także dalekie od świadomości wielu kolegów, którzy nie mogli zrozumieć dlaczego tyle spraw ślimaczy się, dlaczego nie potrafimy uporać się z reklamiarstwem, z szarą strefą, pytali dlaczego nie reformuje się organizacji i ubezpieczeń, a zwłaszcza kiedy lekarz za swą trudną pracę otrzyma godziwe wynagrodzenie.

To prawda, wobec wielu problemów byliśmy bezradni. Ale tylko my sami wiemy ile nas ta bezsilność kosztowała. Nie baliśmy się pracy, ale zniechęcała codzienna szarpanina ze skostniałością urzędów, z meandrami prawa, które nazywa się interpretacją, z zaskakującą nas - naiwnych - przebiegłością zawodowych prawników.

Krytykowano nas czasami z przeciwstawnych pozycji - akademicy z klinik za działania antyakademickie, a lekarze rejonowi za wspieranie klinicystów kosztem dyskryminacji lecznictwa otwartego, byli działacze "starego systemu" za zbytni rewanżyzm, nowi działacze związkowi - za zbyt mały radykalizm. W tej sytuacji trzeba było znaleźć formułę pracy, którą warto dzisiaj przypomnieć, aby wykazać, że nie pomyliliśmy się w naszych przewidywaniach i kierunkach działania.

Podstawowe tezy przedstawiały się następująco:

1. Izba lekarska winna unikać bezpośredniego angażowania się w przygotowania projektu reformy systemu ochrony zdrowia, ponieważ nigdy projekt oficjalnie opracowany przez izbę nie zostanie przyjęty przez władzę państwową. Izba musi jednak wspierać takie działania reformatorskie, które prowadzą do systemu ubezpieczeniowego opartego o kasy chorych.

2. Możliwości poprawy sytuacji materialnej wszystkich lekarzy zatrudnionych w publicznym sektorze ochrony zdrowia. Głównym kierunkiem pomocy tym koleżankom i kolegom winna być w tej sytuacji pomoc w szkoleniu specjalizacyjnym oraz wyważona polityka kadrowa w zakresie obsady stanowisk ordynatorskich i konsultantów wojewódzkich.

3. Nadrzędnym celem izby winno być dążenie do maksymalnego wspierania rozwoju prywatnej praktyki lekarskiej, szczególnie indywidualnej. Izba nie zdecydowała się jednak na blokowanie tworzenia zespołów opieki zdrowotnej przez "nielekarzy", ponieważ w opinii jej członków tworzyli oni nowe miejsca pracy, alternatywne do zatrudnienia w publicznym sektorze.

 

Sukcesy i porażki

 

Wiele spraw możemy uznać za niezaprzeczalny sukces. Nowa, zakupiona i pięknie wyremontowana siedziba, certyfikaty dla indywidualnych praktyk lekarskich, ubezpieczenia lekarzy, to, że w każdej ustawie sejmowej dotyczącej zdrowia jest jakaś cząstka wynikająca z uwag i sugestii naszych kolegów, że byliśmy wszędzie tam, gdzie działy się rzeczy ważne dla lekarzy i pacjentów. A przede wszystkim, że izba jest, że zorganizowała się, że działa.

Ale tak już jest, że pamięta się lepiej (bo doskwiera) to, co się nie udało. Nie ma nadal reformy organizacyjnej. Sytuacja materialna lekarzy jest zła. I to jest problem wszystkich polskich lekarzy. A ze spraw związanych ściśle z Wielkopolską Izbą Lekarską jest "Korvita". Należy wyjaśnić, że wbrew twierdzeniom jej właściciela, dopiero zatrudnienie w niej obcokrajowców nie posiadających prawa wykonywania zawodu spowodowało wystąpienie izby domagające się wykreślenia "Korvity" z rejestru ZOZ-u. "Korvita" jest doskonałym przykładem jak w Polsce działa Temida, o czym pisaliśmy wcześniej. Z jednej strony, instytucje powołane do strzeżenia prawa potwierdziły, że właściciel "Korvity" prawo złamał, że lekarze u niego zatrudnieni muszą mieć prawo wykonywania zawodu i do momentu jego uzyskania pracować nie mogą. Ale z drugiej strony - te same urzędy tolerują fakt, że przez 2 lata "Korvita" ich orzeczenia lekceważy, robi swoje, a cudzoziemcy jak pracowali bez uprawnień, tak pracują.

To tak jakby kierowcy złapanemu bez prawa jazdy policjant nakazał, że gdy znajdzie chwilę czasu, to niech egzamin zda, a na razie niech sobie jeździ dalej...

Jeśli dziś patrzy się na znaczny rozwój sektora lecznictwa w naszym regionie, jeśli popatrzy się na strony gazet z setkami ogłoszeń, nie sposób nie stwierdzić, że nie byłoby tego, gdyby nie izba lekarska. Skuteczne zabiegi członków samorządu w zakresie zagwarantowania dostępu do równouprawnienia w zapisywaniu leków i orzecznictwie, wreszcie liberalna polityka izby w zakresie ogłoszeń lekarskich odniosły pożądany efekt.

Doszliśmy bowiem szybko do wniosku, że ogłoszenia lekarskie mogą stać się formą zaznajamiania społeczeństwa ze wzrastającą ofertą prywatnego sektora lecznictwa, natomiast na stanowcze zdyscyplinowanie kolegów o nadmiernej fantazji ogłoszeniotwórczej przyjdzie czas po wzmocnieniu prestiżu izby.

Prestiż ten zaś systematycznie budowano prowadząc przez te 8 lat politykę ukierunkowaną na integrowanie środowiska. Prezydium Okręgowej Rady Lekarskiej miało w swoim składzie zarówno lekarzy, jak i lekarzy stomatologów, prorektora Akademii Medycznej i kolegę z odległego wiejskiego ośrodka zdrowia.

Izba starała się ze szczególną determinacją nie doprowadzić do konfliktu młodzi - starzy. Zaznajamialiśmy z problematyką samorządową studentów prowadząc seminaria z zakresu zadań izb lekarskich. Jednocześnie staraliśmy się chronić starszych kolegów konsekwentnie nie dopuszczając do dyskryminacji w obsadach stanowisk.

Władze izby były szczególnie wyczulone na konieczność pomocy koleżankom i kolegom spoza terenu Poznania.

Wiele siwych izbowych włosów to właśnie sprawy z dalekich zakątków izby i choć nieraz niektórzy żałowali, iż nie wyrazili zgody na podział izby, należy stwierdzić, że idea dużej izby się sprawdziła. Wielką w tym rolę odegrały z pewnością nasze wydawnictwa, "Biuletyn Poznański". "Serwis Kaliski" i "Medyczek Koniński". Ich rola jest trudna do przecenienia. Jaką satysfakcję sprawia fakt, że znamy się w regionie o wiele lepiej niż kiedyś. Że potrafimy powiedzieć: to jest kolega z Kalisza, ta koleżanka jest ordynatorem w Górze, a to kolega z Konina, który znany jest ze świetnego pióra.

 

Największy sukces

 

Jest nim bez wątpienia integrowanie się środowiska lekarskiego. Może jeszcze nie do końca, ale jednak.

Szczególnie mocne potwierdzenie wzrastającej jedności izby przyniósł ostatni rok. Było to poparcie dla idei zakupu i adaptacji siedziby izby. Przede wszystkim należy jednak podkreślić powszechne włączenie się do akcji protestacyjnej polegającej na niewypisywaniu druków L-4, i to zarówno w publicznym, jak i prywatnym sektorze, a także marginalny zasięg działań protestacyjnych prowadzonych bez uzgodnienia z izbą.

Poparcie, jakim w ostatnim okresie cieszy się działalność naszej izby zdobyliśmy wytrwałą pracą, rozważną polityką unikającą ekstremizmu, polityką obliczoną na zjednywanie, a nie odtrącanie, na niezrażanie się niepowodzeniami w negocjacjach.

Dowodem na to był także ostatni zjazd Wielkopolskiej Izby Lekarskiej. Dojrzałość i rozwaga delegatów pozwoliła przyjąć stanowisko podkreślające to, co w naszej opinii jest dla izby najważniejsze. Zarówno na dziś, na teraz i na przyszłość. I to nie tylko dla WIL, ale dla całej korporacji. Jego treść, w momencie, kiedy zbliżają się wybory do samorządu, kiedy następują duże zmiany personalne jest jakoby przesłaniem, wynikającym z doświadczenia i rozeznania, dla naszych następców, dla kolegów, którzy pracę w izbie dopiero zaczną. Czytamy bowiem w nim:

Wielkopolska Izba Lekarska stoi na stanowisku i pragnie uczynić je przekonaniem całego stanu lekarskiego, że zawód lekarza musi ponownie nabrać cech wolnego zawodu.

Za efekty leczenia zawsze odpowiedzialny jest lekarz, bez względu na strukturę organizacyjną, w jakiej przyszło mu pracować.

Dlatego lekarz powinien wykonywać swój zawód przede wszystkim w oparciu o różne formy osobistej praktyki, a także być jej właścicielem ze wszystkimi przywilejami niezależności takiej pracy, jak i konsekwencjami odpowiedzialności za jej wyniki.

Tylko takie pojmowanie istoty wykonywania zawodu lekarza nada należny sens istnienia samorządu lekarskiego i spowoduje naturalny wzrost jego autorytetu.

Oceniając aktualną sytuację w służbie zdrowia Wielkopolska Izba Lekarska jest zdania, że powody dla których trwa protest lekarzy są nadal aktualne, a szansę na realizację postulatów stworzą jedynie zmiany personalne w ministerstwie zdrowia i radykalna zmiana stanowiska rządu wobec środowiska lekarskiego.

Jednocześnie izba lekarska uważa, że chociaż nadal brak jest propozycji całkowitej reformy ochrony zdrowia i nie wszystkie przyjęte dotąd rozwiązania legislacyjne nas zadowalają, to jednak należy je wziąć pod uwagę i w oparciu o obowiązującą rzeczywistość prawną wyznaczyć najważniejsze cele, które - w interesie środowiska lekarskiego - powinny być realizowane przez korporację w najbliższych miesiącach.

1. Najistotniejszym z nich jest włączenie się izby w opracowanie zarządzeń wykonawczych do uchwalonych przez Sejm podstawowych dla nas ustaw: o zawodzie lekarza, o ubezpieczeniach zdrowotnych, a także w nowelizację ustawy o zakładach opieki zdrowotnej.

Konieczne jest przygotowanie ostatecznych propozycji przez Naczelną Radę Lekarską, w porozumieniu ze wszystkimi Radami Okręgowymi, w tak istotnych kwestiach jak np. staż podyplomowy, specjalizacje, sprawy prywatnych praktyk lekarskich, równoprawność wszystkich sektorów w służbie zdrowia. Zignorowanie tej szansy będzie zaniedbaniem, którego konsekwencje odczulibyśmy szybko i dotkliwie.

2. Izba lekarska popiera różne formy prywatyzacji, także kontrakty pod warunkiem, że będą zorganizowane zgodnie z prawem i z zabezpieczeniem interesów lekarza. Dlatego izba powinna być obecna przy wszelkich pracach nad kontraktami, a także przy ich podpisywaniu. Istotne jest przekonanie kolegów zainteresowanych kontraktami, aby domagali się obecności izby lekarskiej przy rozmowach z administracją.

3. Niezbędne dla pracy lekarza jest systematyczne szkolenie. Szkolący się lekarz inwestuje w siebie. Izba lekarska powinna rekomendować najlepsze kursy, a niektóre z nich nawet organizować i finansować, a nie jedynie dopłacać do organizowanych przez inne instytucje.

Należy dążyć do stworzenia możliwości uzyskania korzystnych kredytów zarówno na szkolenia, jak i na organizację gabinetów, a także do tego, aby zainwestowane na te cele kwoty można było odpisać od podatku.

4. Należy popierać i nasilać wszelkie te działania, które pomogą w promowaniu etyki zawodowej. Istnieje pilna potrzeba przywrócenia dawnych znaczeń takim pojęciom jak odpowiedzialność i przyzwoitość zawodowa, lojalność wobec kolegów, a także powszechnego uświadomienia, że "pacjent jest osobą". Izba lekarska podziela bowiem obawy, że postępująca komercjalizacja służby zdrowia może spowodować dehumanizację procesu leczenia.

5. W bardzo trudnej dziś sytuacji lekarzy i całej służby zdrowia, a także dalece niezadowalającej opiece medycznej nad społeczeństwem, WIL powinna współpracować z innymi instytucjami i organizacjami we wszystkich tych działaniach, które są ważne i korzystne dla lekarzy i pacjentów. Jednakże samorząd lekarski rezerwuje sobie prawo do każdorazowego wyrażania swego zdania, jak również wpływu na decyzje i sposoby postępowania. Nie widzi natomiast możliwości współpracy w sytuacji, gdy rola izby lekarskiej ograniczana jest do biernej realizacji pomysłów wypracowanych poza nią, a których nie jest w stanie zaakceptować. Zwłaszcza wtedy, gdy prowadzą one do skłócenia środowiska lekarskiego, a także utraty zaufania i poparcia wśród pacjentów."

Przytłaczającą większością głosów program ten został przyjęty, tylko niektórzy koledzy mieli wątpliwości, czy nie jest w nim zawarta krytyka lekarzy, którzy zdecydowali się na odrębne akcje protestacyjne, np. anestezjolodzy czy lekarze z pogotowia ratunkowego. Dlatego w Biuletynie Informacyjnym WIL autor komentarza pisał: "(...) Chciałbym szczególnie mocno podkreślić, że formułując zaproponowane stanowisko byliśmy najdalsi od tego, żeby potępiać czy chociażby występować przeciwko komukolwiek lub czemukolwiek. Ten tekst jest w imię racji wszystkich. Ma wskazać na to, co wspólne. Każdy z protestujących kolegów ma nie sto, ale tysiąc procent słuszności! Przecież lekarze są lekceważeni i ośmieszani! Ale izba jest samorządem wszystkich. I jeżeli ktoś na znak słusznego protestu, że za mało zarabia, zwalnia się z pracy, to musi zapytać: co będzie, jeśli administracja przyjmie wypowiedzenia, następnie zgodzi się na podwyżki o 300 procent i ponownie zatrudni, ale już trzy razy mniej lekarzy?

Czy taki scenariusz jest zupełnie nierealny? A jeśli - nie daj Boże - okaże się proroczy, to co? W jaki sposób można będzie oszukanym kolegom pomóc?

Przecież powszechne niepokoje o głodujących nie są związane z tym, że nie mają oni racji, tylko z obawy, aby cena nie okazała się zbyt wysoka! (...)"

 

Co dalej?

 

Nasza grupa odchodzi z kierowniczych stanowisk. Odchodzimy jednak bardzo zatroskani o przyszłość samorządu. Obawiamy się, aby wobec ogromnego rozżalenia środowiska lekarskiego - głównie pracobiorców w publicznym sektorze nie doszły w samorządzie do głosu jednostki o ekstremalnych poglądach, przekonane o łatwym sukcesie i pewne, że obecna sytuacja wynika z nieudolności poprzedników.

Środowisko lekarskie na całym świecie jest w defensywie. Oczekiwania społeczne, rozbudzone coraz szerszą informacją w masmediach oraz ogromny postęp rozwoju możliwości diagnostycznych, leczniczych i rehabilitacyjnych zderzają się z brakiem woli społeczeństw i ich rządów do ponoszenia kosztów związanych ze wzrostem oczekiwań. W tej sytuacji nie tylko w Polsce próbuje się przerzucić te koszty na środowisko lekarskie systematycznie ograniczając zatrudnienie i zwiększając obciążenie pracą za coraz mniejsze wynagrodzenie. Oczywiście, łatwiej jest spadać z pułapu lekarza w Niemczech lub Kanadzie. W Polsce nie ma już czego zabierać. Dlatego samorząd czekają ciężkie czasy, tym bardziej, że my po 8 latach wiemy dobrze, iż nie ma łatwych i bezbolesnych rozwiązań.

Dlatego w nadchodzących wyborach wybierajmy kolegów rozważnych, pracowitych, rzetelnych, wyczulonych na dobro ogólne, ale jednocześnie zdolnych do stworzenia nowych, niekonwencjonalnych rozwiązań. Otacza nas powoli XXI w. i ci, którzy mają nas weń wprowadzić muszą być też na miarę tego wieku.

Bądźmy szczególnie wyczuleni na mistrzów manipulacji wyborczej, specjalistów od destrukcji i demagogów. Pamiętajmy, że umiejętność wygrywania wyborów, to nie to samo, co umiejętność sprawowania władzy w korporacji zgodnie z oczekiwaniami większości.

Ten, który w porywający sposób występuje na zebraniu wyborczym lub zjeździe, który potrafi publicznie zbesztać ministra, posła lub senatora często przez następne kilka lat działalności izbowej nie załatwi w sposób kompetentny żadnej sprawy.

Praca w izbie, to nie zasiadanie w radach, to nie zakulisowe intrygi, wreszcie to nie reprezentowanie interesów jakiejś opcji politycznej lub związkowej, ale rozmowy, negocjacje, kompromisy z różnymi partiami i związkami. Działalność w samorządzie lekarskim to nie werbalne fajerwerki, ale żmudne i kompetentne tworzenie i egzekwowanie prawa, to kontakty z przedstawicielami władz, towarzystw naukowych, innych samorządów, towarzystw ubezpieczeniowych, banków itp.

To reprezentowanie interesów tylko i wyłącznie korporacji, interesów większości członków samorządu, nieraz wbrew swoim własnym interesom osobistym.

To umiejętność zawierania porozumień, ale i konieczność niegodzenia się z pewnymi sprawami. Umiejętność rezygnacji z nawet słusznych postulatów w przypadku braku sił i środków do ich realizowania.

Sławomir Mrożek napisał niedawno, że czeka nas nowa epoka elityzmu. Tym razem nie będzie to artystokracja rodowa ani nawet arystokracja pieniądza, ale arystokracja talentu, wykształcenia i umiejętności, czyli profesjonaliści (...). Podobno będzie to zasadniczy konflikt następnego stulecia: z jednej strony konflikt tych, którzy mało co, albo nic zgoła nie umieją, z drugiej - elita profesjonalistów (...) Ten konflikt już nadchodzi, już przybywa, już jest. Jeszcze przykrywany innymi nazwami, nie dość wyznany, bo zbyt groźny, zbyt rewolucyjny, zbyt przeciw panującemu porządkowi, obyczajom i etyce nie tylko społecznej.

Życzymy sobie, aby naszą korporacją kierowali właśnie tak rozumiani "profesjonaliści". Jesteśmy głęboko przekonani, że jedynie tacy ludzie są w stanie doprowadzić do tego, aby po tej elitarnej stronie rodzącego się konfliktu stanęli wszyscy lekarze.

Będzie to najgodniejsze i najpełniejsze nawiązanie do dziedzictwa i tradycji samorządu lekarskiego. Do czasów, kiedy izba była najważniejszą instytucją w życiu społeczności lekarskiej, kiedy administracja nie pozwalała sobie na jej ignorowanie, a decyzje przez nią podejmowane były niepodważalne.

Przynależność do tej korporacji zobowiązywała i nobilitowała.

 

dr hab. med. prof. nzw. Piotr Dylewicz

przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej

 

lek. stom. Andrzej Baszkowski

wiceprzewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej

 

 

podpis pod zdjęcie

 

Przewodniczący ORL prof. Piotr Dylewicz przed siedzibą izby

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04